Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Olivka i jej podejście do zdrady… poniedziałek, 15 kwietnia 2019

 

 

Jakoś zdaje się na samym początku kwietnia, do naszego domu wpadli: Olivka ze swoim mężem Pieprzem. Postanowili odwiedzić nas na kilka dni, korzystając z tego, że jeszcze się nie przeprowadziliśmy i jeszcze chwilę jesteśmy dość blisko Aten.

U Olivki i Pieprza, wszystko ukłda się dość dobrze i spokojnie. Bardzo lubię ich wizyty, bo po pierwsze są niezwykle barwną parą, a po drugie – nadajemy na podobnych falach.

 

Ostatniego dnia, przed ich wyjazdem, postanowiliśmy iść na obiad do rybnej tawerny. Jani musiał pracować, więc tym razem udaliśmy się we trójkę. Olivka, Pieprz i ja.

 

To w Grecji przekonałam się, że jedzenie może być jedną z największych życiowych przyjemności. To, że można się nim rozkoszować, odkryłam naprawdę dopiero w Elladzie. Był przepiękny, słoneczny dzień, jeden z tych zwiastujących długo oczekiwaną wiosnę. Słońce świeciło z taką siłą i odbijając się od tafli morza, dodawało całemu światu intensywności i blasku. Usiedliśmy przy stoliku blisko morza. Spokojny szum fal i delikatny zapach soli. Po chwili zjawił się kelner i zamówiliśmy wszystko na co mieliśmy ochotę od rana. Smażone krążki kalmar. Krewetki. Sardynki. Ośmiorniczkę. Porcję frytek, sałatkę po grecku, tzatziki i tzipouro, czyli grecki bimber. Olivka składała całe zamówienie, wbijając ciemne oczy w kenera i brzmiało to, jakby recytowała poezję.

Chwilę po tym, na naszym stole zjawiły się wszystkie cuda, wyłowione z głębin greckiego morza. Niebo, albo raczej morze w gębie…

 

-Dorotaaaa… – spytała Olivka, żując jeszcze frytki – Muszę cię o coś zapytać…

-Słucham! – odpowiedziałam i napiłam się tzipouro.

-A gdyby tak… Gdybyś się dowiedziała, że mój brat, że Jani cię zdradza… To co byś zrobiła?

-Co ja bym zrobiła? – dolałam do szklanki jeszcze trochę bimbru i zamoczyłam świeży, chrupiący chleb posypany sezamem, w sosie tzatziki. Boże, jak to możliwe, że w Grecji to zupełnie najprostsze jedzenie jest tak pyszne…

-Wiesz co Olivka… To zależy… Uważam, że nic w życiu nie jest czarno – białe i wiele zależy od kontekstu. Jak? Z kim? Dlaczego? Inaczej jest, jeśli facet ma, dajmy na to… podwójne życie. A inaczej, jak… Powiedzmy upije się, straci kontrolę i zdradzi. Nie, nie potrafię ci odpowiedzieć. Wszystko zależy od sytuacji…

W międzyczasie domówiliśmy jeszcze więcej frytek, bo były przepyszne! Robione domowo, z niezwykle smacznych ziemniaków. Pieprz, niby słuchał, ale bardziej zajmował się swoimi kalmarami, które też przyżądzone były popisowo.

-Też tak uważam! Wszystko zależy od kontekstu i od sytuacji. Bo dajmy na to, że jest tak… No zdarzyło mu się! Raz… Po pijaku. Stracił nad sobą kontrolę i mnie zdradził! I wtedy… I wtedy to ja w przeciągu jednego dnia spakowałabym wszystkie jego rzeczy i wystawiła, za drzwi. Koniec. Do widzenia! Fajnie było, przykro mi, takie jest życie… Ale, jak jest dajmy na to taka sytuacja…

Pieprz w tym momencie zaczął żuć kalmarę jakby nieco bardziej powoli, uważnie…

-Że prowadzi podwójne życie. Ma drugą kobietę, z którą jest jakiś czas i z nią sypia… To wtedy… Ja już to sobie wszystko przemyślałam w razie takiej sytuacji… Wraca do domu… A ty nic nie tłumaczysz i o nic nie pytasz… Wyciągasz z szuflady zaostrzony tasak, ściągasz spodnie i zanim spyta o co chodzi – nie ma już penisa!

Pieprz w tym momencie zrobił się czerwony, zaczął kaszleć i wypluł kalmarę, którą żuł, a nie mógł przełknąć od dłuższego czasu. Z jego gardła wydobył się głośny dźwięk krztuszenia. Głośny chark i o mały włos, a Pieprz prawieby się udusił!

-No i jak jest już po sprawie, to dalej postępujesz tak jak w przypadku pierwszym. Weź powiedz Dorota… Czy myślisz, że dobrze sobie to obmyśliłam???

Zabrakło mi języka. Zawołałam więc kelnera i poprosiłam o jeszcze jedną szklaneczkę z tzupouro. Przyznać trzeba, że Olivka ma dość kategoryczne podejście do zdrady.

 

TU i TUTAJ przeczytasz jeszcze więcej o Olivce.

 

 

 

Rejs na Blue Lagoon i BBQ. Jak wygląda ta wycieczka?… piątek, 22 marca 2019

 

Wycieczka Blue Lagoon i BBQ

 

Morze. Fantastyczne widoki i świetna plaża, a przy tym fajne jedzenie i relaks na całego. Właśnie o tym marzy przeważająca większość turystów, którzy latem przyjeżdżają na Korfu na wakacje. Żeby przebywając w przepięknym miejscu i wygrzewając się na słońcu, zwyczajnie odpocząć, korzystając przy tym z uroków lata. Wszystkie te potrzeby spełni idealnie nasza wycieczka Blue Lagoon i BBQ.

 

 

Jak przebiega ta wycieczka?

 

W godzinach porannych odbieramy cię spod samego hotelu i jedziemy prosto do miasta Korfu. Stamtąd odpływa nasz statek. Na samym początku płyniemy wolno, żeby zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki miasta Korfu z perspektywy morza: Starą Fortecę, pałac św. Michała i św. Jerzego, monastyr Vlacherna oraz Mysią Wyspę. Panorama na miasto Korfu z perspektywy morza zapiera dech w piersiach. Następnie wypływamy na głębokie morze i kierujemy się do słynnej Błękitnej Laguny.

 

Widok na miasto Korfu

 

Najciekawsze miejsca wybrzeża, które oglądamy przed wpłynięciem do Blue Lagoon

 

 

Co to jest Błękitna Laguna i gdzie się znajduje?

 

Błękitna Laguna (Blue Lagoon) jest uznawana za jedną z najpiękniejszych plaż tuż obok greckiego kontynentu. Dostępna jest jedynie od strony morza. Znajduje się na niewielkiej wyspie Murtos, tuż miasteczku Sivota, przy samym południowym krańcu Korfu. Sceneria tej plaży przypomina Karaiby, dlatego często zwykło się na nią mówić „greckie Karaiby”. Morze jest tam turkusowe, ramują je wysokie klify, porośnięte zielenią. Pływanie i nurkowanie w tym niewiarygodnym błękicie, jest niezwykłym doświadczeniem. Dodatkową atrakcją są rybki, które podpływają do człowieka. Podczas tej wycieczki, po opłynięciu najciekawszych fragmentów wybrzeża, to właśnie tam zatrzymujemy się na kąpiel.

 

Błękitna Laguna

 

 

 

 

 

TUTAJ! zobaczysz jak wygląda nasza autorska wycieczka WIDOKI KORFU.

 

BBQ

 

Fantastyczna plaża, przepiękne widoki i bbq. Czego chcieć więcej? Atrakcją tej wycieczki jest również BBQ, które organizowane jest podczas cumowania przy Błękitnej Lagunie. Souvlaki (TU! przeczytasz co to jest), czyli rodzaj typowo greckiego szaszłyka z grilla, chleb, sałatka i sos tzatziki.  Podczas tej wycieczki BBQ wliczone jest w cenę! Nikt zatem nie może zostać głodnym!

 

Podczas kąpieli – bbq!

 

Tak właśnie wygląda lunch, który w tej wycieczce jest już w cenie.

 

Sivota

 

Sivota to niewielkie miasteczko, które znajduje się już na greckim kontynencie, tuż obok południowej części Korfu. Jest chętnie odwiedzanym przez turystów greckim kurortem. Mamy tu spokojny czas na spacer, kupienie pamiątek, wypicie kawy. Później znów ruszamy w drodę, ale to jeszcze nie koniec.

 

Widok na Sivotę

 

Uliczki Sivoty

 

 

Drugi przystanek na kąpiel

 

Podczas tej wycieczki najważniejsze jest morze! Dlatego na kąpiel cumujemy po raz drugi! Zatrzymujemy się na kolejnej niezwykle malowniczej plaży, która jest idealnym miejscem do pływania i nurkowania. Jest to kolejne miejsce, w którym można poczuć się jak w raju.

Po drugim przystanku kąpielowym, w godzinach wieczornych wracamy do portu w mieście Korfu.

 

Drugi przystanek na pływanie!

 

 

 

Wracamy pod wieczór…

 

Miasto Korfu o zachodzie słońca

 

 

INFORMACJE, KTÓRE MOGĄ CI SIĘ PRZYDAĆ

-koniecznie zabierz ze sobą wszystko do plażowania i pływania

-jeśli nie lubisz długich rejsów, możesz wziąć coś do czytania w czasie drogi

-jeśli masz chorobę morską, jeszcze przed podróżą weź odpowiednią tabletkę

-pamiętaj by dobrze nasmarować się kremem przeciwsłonecznym i mieć ze sobą okulary przeciwsłoneczne

-naładuj baterie w aparacie i zrób dużo miejsca na nowe zdjęcia – widoki będą fenomenalne!

 

CZAS TRWANIA WYCIECZKI

-start z portu miasta Korfu:  godz. 9.00

-koniec w porcie miasta Korfu: godz. 19.00

Doliczyć trzeba również transfer z i do hotelu. Godzina odbioru autobusem z hotelu oraz powrotu,  jest uzależniona od tego, w której dokładnie miejscowości znajduje się dany hotel.

 

Chcesz zarezerwować tę wycieczkę lub dowiedzieć się o niej czegoś więcej?

WEJDŹ NA STRONĘ:

https://salatkapogreckuwpodrozy.pl/pl/wycieczki-rejsowe/

 

 

 

 

Mój luty. Nic w życiu nie jest czarno – białe… poniedziałek, 2 marca 2019

 

 

Z jednej strony nie lubię zimy. Nie znoszę, kiedy jest zimno, kiedy tak wcześnie robi się ciemno, a na zewnątrz wieje i pada. Luty jest chyba najcięższym pod tym względem miesiącem, bo do wiosny jest jeszcze trochę, a człowiek jest już zmęczony zimą.

Z drugiej strony… Uwielbiam moją pracę, ale ona  ma również spore minusy. Od maja, do środka października rzeczy które lubię robić, wszystkie moje zainteresowania, schodzą na właściwie nieistniejący plan. Praca jest na pierwszym, drugim i trzecim miejscu. Dlatego właśnie znajduję ogromną przyjemność w długich, zimowych wieczorach,  kiedy z miską popcornu mogę zakopać się pod kocem i oglądać ukochane filmy. Właściwie każdą wolną chwilę lutowych dni, spędzałam na oglądaniu filmów. Powoli przyjemność, którą z tego czerpię przeradza się w coś większego. Zobaczymy, co z tego wykiełkuje. Kupiłam zeszyt i zapisuje w nim wszystkie obejrzane filmy, a obok najważniejsze dane i krótkie recenzje.

Który film wywarł na mnie największe wrażenie w lutym? Ubiegłoroczny film Giorgosa Lanthimosa „Faworyta” wcisnął mnie w kinowy fotel. Lanthimos, jest dość kontrowersyjnym greckim reżyserem i tak jak poprzednich filmów nie byłam w stanie zobaczyć, tak „Faworyta” to dla mnie świetny film. Zdecydowanie, jeśli interesuje was temat Grecji, powinniście go zobaczyć.

Po kilku latach, przymierzam się do bardzo ważnego artykułu, który pojawi się na Sałatce pod sam koniec marca. Tekst o rodzinie Durrell na Korfu, jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem, bo pisanie o takim temacie, to pewna odpowiedzialność. Czytam teraz „Durrellowie na Korfu”, książkę która opisuje prawdziwą historię rodziny Durrell na Korfu i to skąd właściwie tam się wzięli. Kiedy czytam, to aż czasem nie chce mi się wierzyć, że taka rodzina istniała naprawdę.

Dużo filmów… Dużo książek… Zajęcia jogi, które bardzo lubię i dużo uwagi na zdrowy tryb życia. Ale nic w życiu nie jest czarno – białe. Gdzieś w środku mnie rozlało się uczucie rozczarowania.

Ostatniego dnia stycznia obchodzę urodziny. Zaprosiliśmy z Janim wszystkich przyjaciół i znajomych, z którymi chcieliśmy miło spędzić czas. To przecież moje ostatnie urodziny, które spędzam w tym malutkim miasteczku, gdzieś nad Zatoką Koryncką. To było kilka fajnych chwil, ale po tych urodzinach stało się coś dziwnego. Oficjalnie potwierdziliśmy z Janim plotkę, że pod koniec kwietnia wyprowadzamy się na Korfu i zaczynamy nowy etap naszego życia. Ta informacja zbiegła się z moimi urodzinami. Znacie, to przysłowie, że przyjaciół poznaje się w biedzie? Ja uważam, że ono nie jest pełne, bo tych prawdziwych, prawdziwych przyjaciół poznaje się również w czasie szczęścia i sukcesu. Od moich urodzin, przestały dzwonić nasze telefony. Nikt nas nigdzie nie zaprasza. Nikt nie ma czasu wyjść na kawę, bo albo nie może albo jest chory. Tego już nauczyłam się wcześniej, że ludzie nie zwykli spełniać naszych wyobrażeń o nich i wiem, że tacy są ludzie i takie jest życie. Jednak nie mogę zdławić w sobie rozczarowania. Na szczęście jest ono przygniatane przez radość, którą czuje na nowy etap naszego życia.

 

Luty był ostatnią chwilą, kiedy zdecydowaliśmy się na małe wakacje przed sezonem. I tak dokładnie w środku miesiąca polecieliśmy do Londynu. Nic innego tak intensywnie nie rozwija i nie poszerza horyzontów jak podróże. Londyn to przepiękne miasto, z fantastyczną architekturą i rewelacyjną organizacją. Genialne jest to, że większość muzeów ma wejścia za darmo. Jednak dla mnie nie jest to miasto do którego, tak jak do Paryża, będę chciała wracać. Dlaczego? Trochę trudno jest mi to nazwać, ale nie czuję energii tego miasta. Zdecydowanie najfajniejszą częścią Londynu było dla mnie China Town, w którym azjatyckie jedzenie jedliśmy codziennie!

 

Londyn, Notting Hill

London Eye

Portobello

-Taxi please!

Angielskie śniadanie… Nie wygląda i nie było smaczne!

Co innego… RAMEN! Pycha! I takie zdrowe! Mogłabym jeść codziennie.

China Town. Dla mnie najfajniejsza część Londynu

Jedna z azjatyckich knajp na Soho

I znów azjatyckie pyszności!

 

TU! przeczytasz o naszej podróży do Myken.

 

Pod sam koniec miesiąca, klamka już zapadła. Ułatwiającym wiele spraw zbiegiem okoliczności, okazało się że jeden z moich znajomych z Korfu ma ciężarówkę. Zadzwoniliśmy  i zaklepaliśmy dzień na przeprowadzkę. I tak wszystko jest już ustalone. Od 25 kwietnia oficjalnie jesteśmy już stałymi mieszkańcami Korfu. Razem z wiosną, przeprowadzamy się już do domu…

 

TUTAJ! zobaczysz jak kwitną drzewa migdałowe.

 

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co tam się u mnie działo w styczniu?… poniedziałek, 4 lutego 2019

 

Cały styczeń był dla mnie taki jak chciałam żeby był. Dużo działo się i w pracy i dużo fajnego działo się w moim czasie wolnym. Cały pierwszy tydzień stycznia spędziliśmy w domu Sałatki, gdzie nie było mnie całe dwa lata! Chyba nigdzie nie odpoczywa mi się tak dobrze jak właśnie tam. Nie muszę zajmować się gotowaniem, sprzątaniem, itp. Mogę więc cały czas poświęcić na pracę i odpoczywanie na przemian. I to właśnie na samym początku stycznia stało się dla nas coś bardzo ważnego. Jani odbył pierwszy lot w parze na swojej nowej paralotni. Choć czekaliśmy naprawdę długo na dobry wiatr, całość wyszła po prostu pięknie! To było naprawdę coś… Taki jeden lot i bardzo duży krok do przodu…

 

I polecieli!

 

Jednym z moich postanowień noworocznych jest jeszcze bardziej dbać o swoje zdrowie. Moje badania wykazały, że mam niedobór witaminy D, więc zaczęłam się suplementować. Nie wiem czy to od tej witaminy, czy potężnej ilości warzyw i owoców, które codziennie jem, ale prawie każdego dnia czułam taki przypływ energii, że działałam jak królik z reklamy baterii Duracell. Co prawda jeszcze tego nie widać, ale już już niedługo dostępna będzie nowa oferta naszych aż pięciu wycieczek rejsowych. Bardzo cieszę się, że będziemy je mieć, bo są świetne i wiem, że bardzo się Wam spodobają. Pracujemy, pracujemy, pracujemy cały czas nad ofertą i możliwością ich kupowania on line! W styczniu zaczęły się pojawiać również moje LIVE INSTA, które dotyczą różnych ciekawych codziennych spraw związanych z Grecją i rzecz jasna – Korfu! Wpadajcie na nie na moje konto Instagram w każdą środę pod wieczór!  Poza tym, kilka dni temu pojawiła się nasza nowa grupa na Facebooku, która nazywa się zwyczajnie: KORFU (kliknij TU!). Wasze zainteresowanie tą grupą dyskusyjną przeszło moje oczekiwania. Liczba członków rośnie. Ale przede wszystkim w tej grupie aż dudni! Rozmawiacie tam między sobą o wszystkim związanym z Korfu. Wpadajcie, jeśli interesuje Was ta tematyka. Chcecie zadać pytanie, czy też podzielić się czymś związanym z Korfu – grupa będzie idealna dla Was!

 

Nasza nowa Facebookowa grupa KORFU!

 

 

TUTAJ! przeczytasz o tym, dlaczego wakacje w Grecji są dla nas zdrowe.

 

 

W roku 2018 nie udała mi się jedna szalenie ważna dla mnie rzecz. Ale rozumiem, że takie jest życie i nie zawsze od razu mamy to, czego tak bardzo chcemy. Już dwa lata pracowałam nad moją książkę o Grecji. Dokończyłam. Postawiłam ostatnią kropkę. I stwierdziłam, że to co stworzyłam zupełnie nie trzyma się poziomu. Książka o której tak wiele ode mnie słyszeliście – jest. Ona istnieje. Ale zupełnie mnie nie zadawala. Dlatego na chwilę obecną, trzymam ją w szufladzie. Zamknęłam na teraz ten rozdział i stwierdziłam, że nie jest to jeszcze właściwy etap. Czasem warto zamknąć pewien rozdział i postawić sprawę jasno, po to, żeby zrobić miejsce na coś innego. Przewodnik o Korfu, który właśnie teraz piszę ma już całe 8 stron. Czyli jest takim niemowlakiem. Ale z dnia na dzień rośnie…

 

Prace nad moim pierwszym przewodnikiem po Korfu…

 

 

 TU! przeczytasz o greckich strajkach.

TUTAJ! możesz zobaczyć nasz odcinek „Pokaż nam Świat” Jakuba Porady.

 

 

 

 

Kiedy (w końcu) zajdę w ciążę?… sobota, 26 stycznia 2019

 

SAŁATKA PO GRECKU

 

 

Czas minął jak z bicza strzelił i nim się obejrzałam, jak się okazało  że całe dwa lata nie byłam w sałatkowym domu. Ostatni post o tym co takiego dzieje się u członków zwariowanej rodzinki, był… straciłam rachubę. Z pewnością dawno, dawno temu…

 

TU! przeczytasz kto kim jest w sałatkowych opowieściach.

 

Oregano, czyli dziadek Janiego i ojciec jego matki – Fety, jest już po osiemdziesiątce. Jego żona zmarła jakieś dziesięć lat temu. Od tego momentu całą opiekę nad obecnie najstarszym członkiem sałatkowego rodu przejęła Feta. Co rozumiem przez pojęcie „opieka”? Feta gotuje, organizuje dziadkowi zakupy, pierze i prasuje, a przy tym dba, żeby dom w którym się wychowała, był najprawdziwszą świątynią czystości. Od czasu do czasu, kilka razy w tygodniu, dziadek jest zabierany na jakieś pół dnia do domu Sałatki. Zjawia się najczęściej rankiem, a po obiedzie jest odwożony do siebie, żeby zgodnie z tradycyjnym rytmem greckiego dnia, przebrać się w pidżamę, popatrzeć z balkonu co tam słychać na ulicy, a później udać się na drzemkę.

Podobno  ostatnio z dziadkiem jest nieco gorzej. Podobno, że nie dosłyszy, że trzeba mówić mu wszystko kilka razy, a i tak później sobie zapomina.

 

 

Był przepiękny, zimowy, sobotni poranek. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i dość głośną rozmowę:

-Niech tata siada! Niech się tata rozgości! Zabiorę tacie kurtkę. Wszystko na stole dla taty jest już gotowe.

Oregano jak zawsze rozsiadł się przy stole, który w tym momencie nadawał się idealnie na okładkę książki kucharskiej zawierającej przepisy na typowe greckie przystawki. W niewielkich naczyniach ułożonych elegancko na białym obrusie leżały: wędzone szprotki w oleju, kilka czarnych oliwek posypanych oregano, domowej roboty tzatziki i tirosalata, gruby kawał fety, świeżo kupiony rankiem chleb, skordalia czyli sos czosnkowy, kawałki ośmiorniczek oraz dolmadakia. Do tego na samym środku stała buteleczka z ulubionym przez dziadka trunkiem – tsipouro, bez dodatku anyżu.

 

TUTAJ! przeczytasz o greckim bimbrze, czyli tsipouro.

 

Dziadek siedział w towarzystwie Fety, która przygotowała domowy obiad – moussakę, która w jej wersji jest popisowa. Wszystkie te przystawki były więc jedynie zapowiedzią pysznego obiadu, który na oczach dziadka powstawał. Oregano siedział, skubał, popijał bite dwie godziny. Nic przy tym nie mówił. Daję słowo! Z jego ust w tym czasie nie wyszedł ani jeden wyraz. Pogryzał, popijał, patrzył się przed i milcząc był w swoim świecie.

 

TUTAJ! zobaczysz nasz filmik jak zrobić grecką moussakę.

 

Kiedy w końcu skończył, rozsiadł się wygodnie i wyciągnął swoje komboloi, którym zaczął zręcznie bawić się między palcami. Dziadek miał równo, jak od linijki przycięty wąs pod nosem. Wygładzone brylantyną gęste, lekko kręcone włosy misternie zaczesane do tyłu, wyprasowane w niemożliwie równy kant spodnie i wiekową ale jednocześnie śnieżno – białą koszulę w drobne, brązowe  paseczki. Patrzył przed siebie, za okno, lekko znużonym, ale jak zawsze srogim wzrokiem. Nagle głośno odchrząknął i  ucichł dźwięk stukania koralików komboloi. Odwrócił  głowę i ożywionym wzrokiem spojrzał wprost na mnie:

-Dziewczyno! Przecież ty jesteś już po trzydziestce. Powiedz ty mi. Kiedy się ogarniesz i w końcu zajdziesz w ciążę?

Feta, która stała tyłem myjąc naczynia, zamarła w bezruchu. Pomidor przy czymś się kręcił. Przestał na chwilę, po czym odwrócił się i z przestrachem spojrzał na mnie.

Znacie tę ciszę? Tę w rodzaju: i jaka padnie teraz odpowiedź? Wybuchnie, zacznie ryczeć czy się spowiadać?

Zakładałam właśnie buty, bo za chwilę Jani miał mnie podrzucić do fryzjera. Nie ma to jak sobotni poranek w pięknym mieście z dobrze zrobionymi włosami. Tego dnia miałam w planach zrobić sobie na włosach fale. Czegoś w rodzaju loków nie miałam na głowie chyba od skończenia studiów. Otworzyłam szafę, gdzie wisiała moja kurtka i spokojnie zaczęłam ją nakładać.

-Wie dziadek… Jani tak naprawdę nie jest najstarszy w rodzinie, więc to wcale nie ja powinnam być teraz na tapecie. Chciałam tylko nadmienić, że Ogórek, jest od  Janiego o całe: Półtora.  Roku. Starszy.

-Ale on przecież nie wziął jeszcze ślubu! – dziadek uderzył ręką o swoje kolano.

-No właśnie. Ale ma  przecież dziewczynę. A wszyscy wiemy, że ślub do spłodzenia potomka, wcale nie jest potrzebny…

Oregano płynnym  ruchem wygładził swoje wąsy. Znów zaczął obracać komboloi.

-Feta… Może to jest jakaś myśl. Czy ty myślisz, że Ogórek mógłby mieć dziecko z tą laską?

Nie czekając na poparcie mojej teściowej, nakładając jednocześnie już na szyję szalik, odpowiedziałam:

-Mógłby. A co więcej, taki potomek mógłby przyśpieszyć pewne sprawy… Nie ukrywajmy, że wszyscy się modlą, żeby Ogórek w końcu się z Natasą ustatkował… Racja?

Założyłam już kurtkę i szalik. Zapięłam się dokładnie guzik po guziku i jakbym szykowała się do operacji, zaczęłam nakładać rękawiczki. Palec po palcu, tak żeby leżały idealnie.

-No widzi dziadek… Tak się sprawy mają.

-Ty, Feta… Może byś tak z nim porozmawiała… Że już czas… Że już pora…

 

Na zgięty łokieć założyłam torebkę i byłam gotowa do wyjścia. Wyszliśmy, a zamykając drzwi poczułam się bardziej grecka niż wszyscy domownicy razem wzięci. Loki tego dnia wyszły genialnie. Później poszliśmy na zakupy, a później do centrum na kawę.

 

Tak w życiu właśnie jest. Że szczęśliwi ludzie, żyją swoim życiem. I opinię innych w tym temacie, nie za bardzo biorą pod uwagę.

 

 

 

10 rzeczy, których nauczył mnie ten sezon na Korfu… środa, 3 października 2018

 

Sezon 2018 jeszcze trwa, a ja piszę ten post z naszego biura w Dassia. Więc nie jest to podsumowanie. Na zewnątrz lekko pada i nagle bardzo szybko robi się ciemno. Nie ma się co oszukiwać. Czy mi się to podoba, czy też nie, lato 2018 powoli dobiega końca. Było dla mnie niesamowite. Nie tylko dlatego, że w tym roku otworzyliśmy nasze pierwsze lokalne biuro w Dassia i tak ładnie poszliśmy w tym sezonie do przodu. Choć to oczywiście gigantyczny powód do dumy. Ale ten sezon był dla mnie wielką szkołą życia. W życiu prywatnym i zawodowym. Dziś 10 rzeczy,  których nauczyłam się tego lata…

 

1 WDZIĘCZNOŚĆ. DOCENIAJ WSZYSTKO(!!!) CO MASZ

Autentycznie. Doceniam wszystko, co mam. Wszystko co dotyczy rzeczy materialnych i niematerialnych. Staram się nigdy nie narzekać. Dlaczego? Docenianie tego co się ma i wdzięczność, za każdą dobrą rzecz, którą daje świat, przyciąga jeszcze więcej dobrego.

 

2 SPOKÓJ. ZACHOWUJ GO ZAWSZE

Tak jest! Nie ma co szarpać swoich nerwów. Martwić się na zapas, przejmować. Nawet w trudnych sytuacjach, zawsze zachowywać trzeba spokój, bo to właśnie on pozwala nam prawidłowo reagować.

 

3 BAW SIĘ ŻYCIEM. NIE BIERZ ŻYCIA NA SERIO

To stało się całkiem niedawno. Zauważyłam jedną życiową prawidłowość. Problemy są ZAWSZE! Są nieodłączną częścią życia. Znacznie lepiej chodzi mi się po tej planecie, od kiedy przestałam życie brać tak bardzo na serio i zaczęłam się nim zwyczajnie bawić. Tak jest – życie traktuję nieco jako zabawę!

 

4 DAJ SIĘ ŻYCIU PONIEŚĆ!

Często na upór staramy się brnąć wyznaczoną sobie ścieżką pomimo, że wszystko staje nam na drodze. Skłonność do kończenia zadań i osiągania wyznaczonych przez siebie celów jest dobra. Ale! To życie samo pokazuje najlepszą drogę… Często najlepsze ścieżki, najlepsze rozwiązania pojawiają się same! Nie można się zacietrzewiać w wyznaczonych przez siebie planach. Trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte na to co niesie życie.

 

5 INTUICJA. SŁUCHAJ JEJ ZAWSZE

Pierwsze wrażenie, pierwsza myśl, to pierwsze uczucie. Zawsze, to właśnie intuicja jest pierwszym głosem, którego słucham w życiu prywatnym i zawodowym. I zawsze jest moim najlepszym doradcą.

 

6 PRZYJACIELE. TO ONI LICZĄ SIĘ NAJBARDZIEJ

Pieniądze są super ważne, ale naprawdę nie są w życiu najważniejsze. Kiedy myślę o tym sezonie i wspominam najfajniejsze chwile, wcale nie są nimi momenty kiedy zarobiłam większe pieniądze, albo kiedy większa ilość gotówki właśnie wpłynęła na moje konto. To są takie zwykłe momenty z przyjaciółmi przy dobrym jedzeniu i winie. Chwila wytchnienia i dużo śmiechu z bliskimi mi ludźmi. Bo właśnie oni liczą się najbardziej.

 

7 UFAJ LUDZIOM

Kiedy zaczynałam pracę na Korfu, co chwilę ktoś podpowiadał mi, żeby uważać tu i tam. Nie ufać nikomu, nie mówić nic, przed nikim się nie otwierać. Jestem ostrożna, ale ufam ludziom i nigdy na rozsądnym zaufaniu się nie przejechałam.

 

8 NICZEGO NIE OCZEKUJ

Nigdy nie zawodzę się na ludziach z prostego powodu. Nie oczekuję od nikogo niczego. We wszystkim, co robię jestem niezależna. Jeśli robię komuś przyjemność, albo przysługę, nie oczekuję niczego w zamian. Dzięki temu, jeśli ktoś robi coś dla mnie, nigdy nie jest to spełnianie moich oczekiwań, bo na nich zawsze najłatwiej jest się przejechać. Kiedy ktoś robi coś dla mnie, zawsze traktuję to jako miłą niespodziankę.

 

9 SZACUNEK. DLA KAŻDEGO

Bez udawanej skromności mogę stwierdzić, że jestem na Korfu bardzo lubiana. Trudno jest znaleźć osobę, z którą mam jakiś problem. Dobre stosunki z ludźmi na Korfu, bazują na tym, że szanuję tu każdego. Od ludzi, którzy pracują na najniższych stanowiskach, po właścicieli firm. Równo szanuję i odnoszę się do wszystkich. W zamian otrzymuję dokładnie to samo.

 

10 ODPUSZCZAJ. NIGDY SIĘ NIE ZACIETRZEWIAJ

Zapominam o kłótniach, o tym że ktoś mi coś przykrego zrobił, albo powiedział. Wykasowuje z głowy przykre momenty. Odpuszczam. Nigdy się nie zacietrzewiam. W każdej sferze życia, idę do przodu!

 

 

Ze szczytu fali… piątek, 21 września 2018

Mamy naprawdę rewelacyjny serwis!

 

Co roku jest tak samo. Na chwilę przed rozpoczęciem sezonu na Korfu, robię dokładny plan i obiecuję sobie, że mimo turystycznego zawirowania i ogromnej ilości pracy, posty na Sałatce  co prawda nie tak często jak poza sezonem, ale będą pojawiać się systematycznie. Tym razem dałam ciała po całości. W tym sezonie pobiłam swój rekord milczenia na blogu. Ostatni post pojawił się na chwilę przed przypłynięciem na Korfu, a teraz jest już druga połowa września i na blogu cisza jakiej nie było.

Przepraszam. Ale wiem, że zrozumiecie i z pewnością też cieszycie się z ogromnego sukcesu, który odnosimy w tym sezonie.

Dlaczego nie ma mnie teraz na blogu???

Zwyczajnie. Pracy jest tak dużo, że nie mogę nadążyć z niczym co wychodzi poza pracę tu na Korfu.

Na naszych wycieczkach po Korfu, jest Was całkiem już sporo…

W tym roku zrobiliśmy Wam niezłą niespodziankę. Kosztowało mnie to sporo, ale  do samego końca nie zdradziłam się z niczym. Na początku tego sezonu otworzyliśmy nasze pierwsze biuro lokalne, które znajduje się w Dassia. Otworzyliśmy i się zaczęło. Turystyczny tajfun, który nieprzerwanie trwa aż do teraz.

Tak nasze biuro w Dassia, wyglądało w październiku 2017. Tak było na samym początku…

Zmiany zachodziły stopniowo…

Jestem zdania, że każdy biznes trzeba zaczynać od najbrudniejszej roboty – samodzielnie… Tak sama czyściłam ten kibel… Żeby wejść na szczyt, trzeba zacząć od podstaw… 😛 

A tak jest teraz! To biuro w Dassia, to moja DUMA!!! Na tej fotce również Paulina, bez której nie wyobrażam Sałatki! Paulina przejęła za mnie dużą część spraw organizacyjnych.

Otworzyliśmy pierwsze biuro, a chwilę po tym Was na naszych wycieczkach po Korfu nagle zrobiło się bardzo dużo. Na naszych trasach wiele razy jest Was maksymalna ilość. Wycieczkę Miejsca Korfu często prowadzimy w składzie pięćdziesięcioosobowym, co dla mnie na początku było sporym szokiem. Dodatkowo, otworzyliśmy kilka nowych wycieczek, o których informacje pojawią się już zimą na naszej stronie internetowej.  Czasami samolot trzeba budować w locie. Ale już teraz możecie z nami jeździć na rejsy na Paxos i Antypaxos, Sivotę oraz Pargę. Organizujemy również wycieczki do Albanii. Na naszych trasach jest Was często tak dużo, że musieliśmy przestać reklamować się, że organizujemy  „kameralne” wycieczki po Korfu. Ale… Ale… Znam dobrze Wasze potrzeby, dlatego specjalnie dla osób,  które chcą zwiedzać Korfu w wersji „prive” mamy specjalną ofertę wycieczek na max. 7 osób w wersji VIP-owskiej. Wczoraj znów wróciliśmy z takiej wycieczki i było genialnie.

A to nasze auto do wycieczek w wersji VIP!

Mój kierowca Spiros, który jest mi jak brat!

W tym roku dużym krokiem znów idziemy do przodu. Ale to nie wszystko. Bo praca to nie cały świat. Kolejna rzecz, której nauczyłam się właśnie w Grecji.

W tym sezonie… Prowadziłam sama autobus… 🙂

Prowadziłam SAMA motorówkę!

Udzieliłam wywiadu dla greckiej telewizji!

Miałam przyjemność oprowadzić po Korfu Anię Kęskę z bloga aniamaluje.com ! A TUTAJ! relacja z naszej wycieczki z kanału YT Ani!

Korfu już od dawna uznaję za swój dom, za moje miejsce na świecie. Tu mam też dużą ilość przyjaciół i bratnich mi dusz. To już piąty rok działalności naszej firmy. I ja również powoli zaczynam przestawać koncentrować się tylko na firmie. Korzystam z życia. Cieszę się każdą chwilą. Czasami zwyczajnie, zostawiam wszystko i idę z przyjaciółmi na piwo. Rozmawiamy o niczym i śmiejemy się do późnej nocy. A ja po raz kolejny i kolejny przekonuję się o tym, że najpiękniejsze chwile w życiu, są często takimi najzwyklejszymi.

Melduję więc, że u nas wszystko jest… bardzo dobrze! A moje milczenie, to wynik bardzo dużej ilości pracy. Ok, zmykam – bo jutro kolejna wycieczka. Dziś jeszcze garść zdjęć, z tego co u nas. W pracy i tak prywatnie… Buziaki z Korfu!!!

Tu na chwilę przed greckim ślubem z naszą przewodniczką Fei i moją najlepszą na Korfu przyjaciółką.

A tutaj zarywamy z dziewczynami piękną sierpniową noc na Korfu… Przecież żyje się TAKIMI MOMENTAMI…

 

My w „Pokaż nam Świat” w TVN24 BiS… niedziela, 20 kwietnia 2018

Pokaż nam Świat, TVN24 BiS

Kolejny telewizyjny program za nami! Na początku kwietnia w TVN24 BiS emitowano program Jakuba Porady „Pokaż nam Świat”, w którym braliśmy udział razem z Janim. Była to dla nas fantastyczna przygoda! Opowiadaliśmy o Korfu, o Grecji, robiąc przy tym sałatkę po grecku! Jeśli macie ochotę zobaczyć nasze wystąpienie i posłuchać garść ciekawych rzeczy na temat Grecji, Korfu oraz greckiej kuchni, link do naszego programu jest tu!

 

 

Cała nasza ekipa z TVN24 BiS oraz nasi przyjaciele

Jakub Porada i ja

Atmosfera na planie była ekstra!

Raz… Dwa… Trzy… Cisza na planie!

Raz jeszcze bardzo dziękujemy całej ekipie TVN za możliwość wzięcia udziału w programie. Restauracji Meltemi w Warszawie, za udostępnienie swojego prześlicznego wnętrza oraz naszym przyjaciołom, którzy tego dnia byli razem z nami i trzymali za nas kciuki! To z pewnością dzięki ich energii, całość nagraliśmy ekspresowo właściwie bez dubli.

A nasze kolejne wystąpienie w telewizji – mam nadzieję, że już niedługo!

Jeśli masz ochotę zobaczyć / posłuchać nas w mediach, kliknij TUTAJ! gdzie znajdują się wszystkie nasze wystąpienia medialne.

Nasza sałatka po grecku

Działamy! Działamy!

Jakub Porada, Jani i ja! Oraz… sałatka po grecku

Back stage! Było naprawdę wesoło! Adam rozbawił nas wszystkich!

Tu raz jeszcze my! Ekipa “Pokaż nam Świat”, przedstawiciele restauracji Meltemi oraz nasi przyjaciele

 

 

Co słychać u nas?… poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Ja, pisząc ten post 🙂

 

Wpadłam na pomysł, żeby rozpocząć na Sałatce nowy cykl: Co słychać u nas? Jednym z moich ulubionych typów postów u moich ulubionych blogerów, są posty w których blogerzy piszą o tym co działo się u nich, co takiego planują, jakie rzeczy ich zainspirowały, w czymś pomogły, zmieniły coś w ich życiu na lepsze. U nas  zazwyczaj dużo się dzieje, więc mam nadzieję, że posty z  nowego cyklu, które będą się pojawiać raz na miesiąc się Wam spodobają!

 

*

 

Zgodnie z planem, marzec miał być u mnie super intensywnym miesiącem,  w którym będę się koncentrować na przygotowaniach do sezonu na Korfu. Tak żeby na kilka dni przed wyjazdem na wyspę, z miłą świadomością, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ze spokojem relaksować się pijąc kawę. Ale w marcu NIC! nie poszło zgodnie z planem. Życie!

Na samym początku marca, Jani miał wypadek w pracy i poparzył nogę. Wydawało się, że to nic strasznego, ale kilka dni później… Noga bolała go tak bardzo, że z bólu prawie gryzł ściany i nawet wyjście do toalety stało się najprawdziwszym wyzwaniem. Właściwie przez większą połowę marca siedzieliśmy w domu. Ja kursowałam między kuchnią, chorym Janim i moim biurkiem, przy którym coś próbowałam pracować, a bardziej – nie robić zaległości. Był to trudny okres. Ale takie sytuacje też zawsze są po coś, bo wartościują to co  w życiu jest ważne i pomagają docenić takie najzwyklejsze rzeczy. Na przykład to, że nic nie boli. Żeby urozmaicić nasze dni, codziennie gotowałam coś super fajnego. Prawie uzależniłam się od strony Kwestia Smaku, na którą zaglądałam codziennie, żeby wyszukać zdrowych, prostych przepisów. Bez tej strony już nie wyobrażam sobie funkcjonowania!   Myślę, że to również dzięki zdrowym posiłkom z tej strony, Jani szybko wrócił już do zdrowia.

Kilkudniowy wypad do Polski, był dla mnie jak zastrzyk energii. Kilka dni byliśmy u moich rodziców pod Lublinem. Później wpadliśmy do Warszawy, żeby nagrać wejście do programu Pokaż Nam Świat na TVN24 BIS. Cały program – będzie emitowany już kwietniu. Był to świetny czas, który spędziliśmy z rodzinką i przyjaciółmi. Kilka spotkań, ważnych rozmów, które dodają skrzydeł i powodują, że w głowie aż dudni od dobrych pomysłów. Nagranie poszło nam świetnie! A dla mnie najlepszą motywacją były słowa Jakuba Porady, kiedy już wyłączono kamerę: „Nie sądziłem, że to będzie tak profesjonalne!” Sama nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę rezultat.

Nasza ekipa z Jakubem Poradą w “Pokaż Nam Świat”

Za chwilkę nagrywamy!

Ugotowaliśmy między innymi pasticio  (kliknij TU!)

Jeszcze przed odlotem do Aten, mieliśmy kilka chwil dla siebie i na to, żeby odwiedzić Stare Miasto w Warszawie. Jestem zachwycona, jak teraz wygląda Warszawa! To miasto tętni życiem, jest zadbane, nowoczesne i naprawdę pięknie! Dawno nie byłam w starej części stolicy i mam nadzieję, że niedługo znów będzie kolejna okazja.

My w Warszawie

Przecież to miasto jest tak piękne…

Nasi kochani przyjaciele z Warszawy!

A teraz… Teraz w Polsce trwają Święta. Te w Grecji będą dopiero za tydzień. My, po chorobie Janiego nie możemy usiedzieć w domu. Na dodatek jest przecież już wiosna! Przedwczoraj byliśmy na dzień w Atenach. Czy znacie Anię z bloga Nie Udawaj Greka??? Jeśli interesuje was temat Aten, koniecznie odwiedźcie jej blog, bo Ania to specjalistka od Aten! Razem z Anią byliśmy na fantastycznej kawie w jednej z przeuroczych kawiarenek ateńskiej Plaki. Ja nadal nie mogę wyjść spod wrażenia, jak po tak krótkim czasie mieszkania na stałe w Grecji (ponad półtora roku) Ania genialnie mówi po grecku! W Atenach, pierwszy raz po ponad miesięcznej przerwie (co dla mnie jest sporym rekordem) w końcu byliśmy w kinie. Padło na Red Sparrow! Rewelacyjny film! Do teraz siedzi mi w głowie…

Ania z bloga “Nie Udawaj Greka” i ja 🙂

Kawiarenka na Place

Kawa… Kawa… Kawa…

A jakie plany? Mój marzec potwierdził słynne greckie powiedzenie „człowiek planuje, a Bóg się śmieje”. Ale spraw do załatwienia jest cały stos, więc pora najwyższa zakasać wysoko rękawy. Ze zdrową równowagą. Przygotowania do naszego piątego(!) sezonu na Korfu, trwają już na pełnych obrotach. Do tego mamy w planach kilka filmików na YouTube z Korfu w roli głównej. Poprawiam nasz Newsletter, który w  formie, która w końcu będzie mnie zadowalać, wystartuje już na dniach. A poza tym… Czy wpadaliście na mojego Instagrama? Ilość obserwatorów bardzo mi tam rośnie, dlatego od kwietnia zaczynam przeprowadzać relacje na temat Grecji i Korfu w wersji Live! W międzyczasie załatwiania najróżniejszych spraw… Czytam Dolores Claiborne – genialny triller Stephena Kinga. Myślę co by tu fajnego obejrzeć, na co iść do kina. Za tydzień, jeszcze przed sezonem na Korfu, planujemy małe wakacje na wyspie Leonarda Cohena. Płyniemy na Hydrę!

Jak zawsze przed sezonem odnawiam moją letnią szafę. Nie jest to reklama, a najprawdziwszy zachwyt. Od bardzo długiego czasu szukałam najzwyklejszych koszulek na lato, o jak naj-le-pszej jakości. I w końcu znalazłam! Jeśli szukacie prostych ubrań, o genialnej  jakości wpadnijcie na strony tych dwóch polskich firm: Hibouessentials i Tyszert. Czy zgodzicie się ze mną, że koszulka, a koszulka potrafią być zupełnie innymi rzeczami. Podobnie jak: wycieczka, a wycieczka!;) Już nie mogę się doczekać kiedy w tych t-shirtach, będę na naszych trasach!

A tak poza tym… W Grecji jest już wiosna na całego! Wszystko pachnie i kwitnie! I to jest najlepsza wiadomość!

 

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Jak o problemach rozmawiają Grecy?… poniedziałek, 19 marca 2018

fot. Elżbieta Podrazka – Rybkowska

 

Działo się to podczas jednej z naszych wizyt w Sałatkowym domu. Wyszliśmy poszwendać się po mieście, a na obiad wróciliśmy do domu. Otworzyliśmy drzwi. Cała kuchnia przepełniona była fantastycznym zapachem domowej moussaki (kliknij TU!) autorstwa Fety. Usiedliśmy wszyscy do stołu. Pięć minut później pojawił się kuzyn Janiego, czyli Ogórek, który dosiadł się do obiadu.

Polała się Malamatina (kliknij TU!). Na wielkim talerzu rozsypały się domowej roboty frytki. A na samym środku stołu, pojawiła się idealnie zrobiona sałatka po grecku (kliknij TUTAJ!). O mój Boże… Jakie to było nieziemsko pyszne!

*

-Dobrze, że jesteście tu wszyscy, bo chciałbym się was czegoś doradzić – rozpoczął bardzo na serio Ogórek, zabierając się jednocześnie za swój gigantyczny kawałek moussaki. Znacie tę regułę??? Im lepiej jesz, tym bardziej szczerze  mówisz. Wszyscy zamienili się w słuch…

-Pokłóciłem się ze Stawrosem i już ze sobą nawet nie gadamy.

Jani aż opuścił widelec. Ogórek i Stawros, to przyjaciele od gimnazjum. Zawsze trzymali się razem.

-Co??? – szybko zareagowała Feta.

-Jak to? – dopowiedziała Olivka.

-A to ci dopiero… – jedynie Pomidor nie przerwał jedzenia.

-To było wtedy, jak miałem depresję. Czułem się, jak zwykły nieudacznik. Już rok minął jak nie miałem pracy i wróciłem do matki. Na dodatek, ten mój pomysł z firmą z grami komputerowymi, zupełnie nie wypalił. Stawros dobrze wiedział, że jest ze mną źle  i że paskudnie się czuje. I… Przespał się z Ianną!

-Przespał się z Ianną?! – powiedzieli wszyscy razem, przyznam, że również i ja! Dodam tylko, ze Ianna, to była dziewczyna Ogórka, z którą raz jest, a raz nie jest.

-Wiedziałam! Że ona jest taka! – powiedziała Olivka.

-Nie wierzę… W to nie uwierzę… Przecież przyjaźniliście się od dzieciaka. – dopowiedziała Feta.

-A czego wy się po niej spodziewaliście? To taki typ! – powiedział Pomidor, który zazwyczaj w swoich ocenach jest bardzo powściągliwy.

W kulminacyjnym momencie rozmowy, ktoś zastukał do drzwi. Zjawił się Ocet – brat Ogórka.

-A co wy tak siedzicie? Ktoś umarł? – spytał na wejściu.

-Rozmawiamy właśnie o Stawrosie. – poinformował brata Ogórek.

-A no… Ja jestem zdania, że komuś tu trzeba dać w ryj. Tylko komu…?  – mówił Ocet, ściągając jednocześnie kurtkę i wieszając ją na haczyk.

Rozmowa o tym, co się stało, toczyła się całe dwie godziny! Bite 120 minut analiz. Najpierw skończyliśmy przepyszną moussakę. Później jeszcze polało się wino. A później pojawiła się kawa i coś słodkiego. W te dwie godziny poznaliśmy szczegóły całego zajścia. Co… Jak… Gdzie… Ogórek powiedział też wszystko o swojej depresji. O tym jak się czuł i że było z nim naprawdę źle. Każdy przy tym musiał powiedzieć, co na ten temat sądzi. Opinie były różne, każdy miał swoje zdanie. Ja sączyłam moją ulubioną Malamatinę i naprawdę nie mogłam w to uwierzyć. Nie chodziło wcale ani o zdradę, czy też depresję. Ale o to z jaką szczerością Ogórek mówi o swoich problemach i z jaką szczerością wszyscy mówią swoje opinie. Bo przecież teoretycznie takie tematy jak zdrada, czy depresja, są tematami tabu. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że psychologowie muszą mieć w Grecji ciężko. Bo tu, najlepszą terapią jest wygadać się komuś bliskiemu…

Na koniec zawisło w powietrzu katharsis. Aż widać było po oczach, że Ogórkowi zwyczajnie jest lżej…

To wszystko miało miejsce jakiś rok temu. Kilka miesięcy później Ogórek znalazł pracę. Pogodził się ze Stawrosem. A z Ianną nadal na zmianę jest i nie jest… Wszystko inne, poszło już w niepamięć.