Gdzie znajduje się Campiello? I co to jest “kandounia”? Przewodnik po KORFU, cz. 32… niedziela, 18 maja 2020

 

Miasto Korfu, Campiello

 

Piękno tego mikro – świata, potrafi być nieco abstrakcyjne. Często kryje się w odpadającym tynku i przypadkowym zestawieniu barw warstw, które się pod nim odsłaniają. Zbyt jaskrawym kolorze okiennic, które na wpół już wiszą, jakby przy następnym powiewie wiatru miały odpaść. Roślinach, które wyrastają wszędzie, którym do szczęścia potrzeba tylko kilka ziaren ziemi i kropla wody. Słońce robi tu przecież swoje. W wiszącym między budynkami praniu, które faluje na wietrze. Zgarbionej postaci, która cicho się przemieszcza. Jeszcze tu jest, ale za chwilę już zniknie za zakrętem, w następnej uliczce. I już nigdy jej nie będzie.

 

*

 

Campiello, to najstarsza część miasta Korfu, która właściwie w całości została zbudowana jeszcze przez Wenecjan. Dlatego jej zabudowania, to idealny przykład architektury typowo włoskiej. Domy są wysokie, zazwyczaj kilkupiętrowe, bo tak można było wykorzystać dla większej ilości mieszkań, cenną tu przestrzeń. Są zbudowane bardzo blisko siebie. Każdy budynek ma inny kolor, dlatego w Campiello wszędzie jest kolorowo. Najstarsze budynki powstały jeszcze w XVI wieku.

Kiedy spaceruje się po Campiello, jest się jakby w innym świecie. Nigdy nie ma tam zbyt wielu osób, bo przecież wszyscy zwiedzają centrum. Ale to właśnie w tej części cicho toczy się to prawdziwe życie. W labiryncie wąskich uliczek, czyli z języka włoskiego – kandounii. Tu nie działają już żadne nawigacje. Nie sprawdzają się żadne mapy. A jedynym wyjściem, jest się tu zgubić…

 

 

TUTAJ! przeczytasz więcej o najważniejszych zabytkach miasta Korfu.

TU! zobaczysz filmik o mieście Korfu.

TUTAJ! przeczytasz o historii wyspy Korfu.

 

 

 

 

Mój marzec. Ależ pieprznęło! Jak zbroję się na co dzień i co planuję w kwietniu… sobota, 4 kwietnia 2020

 

 

Boże, kto by pomyślał… Jakby ktoś podgrzewał mleko i na chwilę wyszedł z kuchni. Mleko zaczyna delikatnie, lekko wyczuwalnie się przypalać, a ten ktoś jeszcze nie biegnie, bo myśli, że nic jeszcze się nie dzieje. Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą. Za chwilę podejdę i sprawdzę, co z zawartością garnka. I nagle wykipi. Rozleje się po rozgrzanej kuchence, oblepi ją i zacznie śmierdzieć przeokropnie. Dopiero wtedy ten ktoś biegnie. Rozlało się. Przypaliło się na gorącym palniku. Śmierdzi w kuchni i w całym mieszkaniu. Słodko śmierdzący zapach czuć już wszędzie. I trochę potrwa czyszczenie, a później bardzo dokładne wietrzenie całego domu, całej kuchni.

Przeglądam zdjęcia w moim telefonie. Jedno z nich zrobione w pierwszych dniach marca. Dzień, kiedy tak po prostu, wyszliśmy z domu, podjechaliśmy do miasta i poszliśmy na kawę na Liston. Ciepły, słoneczny dzień greckiego przedwiośnia. Promienie słońca, tak samo jak ludzie tego dnia, rozlewały się wszędzie. Siedzieliśmy i piliśmy kawę. Ciesząc się chwilą. To była moja ostatnia przed czasem kwarantanny taka spokojnie wypita kawa w mieście. Na następną będę musiała jeszcze trochę poczekać.

 

Ostatnie wyjście na kawę przed kwarantanną

 

Wciąż jednak uważam, że zdarzają się sto razy gorsze rzeczy na świecie niż ta epidemia i cała kwarantanna. Tuż za naszymi granicami toczą się wojny. Gdzieś indziej przechodzą tsunami, ziemia trzęsie się tak, że walą się całe domy i ludzie tracąc wszystko muszą zaczynać życie zupełnie od zera. My wciąż mamy dużo. I właśnie teraz trzeba przestawić swój tok myślenia z narzekania i czarnowidztwa, na docenianie tego, co teraz mamy.

 

Na początku marca miasto Korfu pełne było ludzi…

I dosłownie kilka dni później… Pusto.

Kawiarnia “Bristol”, nigdy nie widziałam jej zamkniętej za dnia.

Ale nawet przed ogłoszeniem kwarantanny, nie było paniki. W sklepach spokój.

 

TU! zobaczysz nasz filmik o mieście Korfu.

 

Kiedy patrzę na wszystkie moje zdjęcia z marca, nie widzę w moim życiu żadnej katastrofy, żadnej tragedii. Widzę, że z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień moje życie bardzo się zmieniło. Na samym początku pozamykano kawiarnie, restauracje i kina. Ostatni spacer ulicą Liston i od tego czasu wychodziliśmy już tylko do parku, później na plaże gdzie nie ma ludzi, aż w końcu do teraz poruszamy się tylko blisko naszego domu. Ja już chyba się tak trochę nauczyłam, po którymś życiowym kryzysie, że kryzys to wyzwanie, żeby wyjść ze swojej codzienności, zacząć robić coś zupełnie innego, sprawdzić swoją wytrzymałość i przekonać się o swojej sile i o swoich słabościach. Jeszcze nigdy w moim życiu nie było aż tyle cichego kontaktu sam na sam z przyrodą. Po raz pierwszy, pomimo całego huku, który dzieje się na zewnątrz, w moim prywatnym świecie jest bardzo dużo spokoju, ciszy, życiowego wyhamowania. Po raz pierwszy czuje, że nic nie muszę. Mogę wyspać się do woli, do niczego nie muszę się śpieszyć, mam czas i wiem, że wiele rzeczy może jeszcze poczekać.
Kiedy stało się oczywiste, że sytuacja na świecie jest bardzo poważna, przeprowadziłam ze sobą rozmowę i wyobraziłam sobie co może mi się stać teraz najgorszego. Pogodziłam się, że tak może być. Jestem na to przygotowana, jednocześnie mając wiarę że tak nie będzie i robiąc wszystko żeby tak się nie stało. I każda trochę lepsza sytuacja od tego, co dla mnie najgorsze, jest już dobrą niespodzianką. Dzięki temu z mojej rzeczywistości usunęłam lęk i dzięki temu mogę już bez jego ciężaru wziąć moją rzeczywistość w moje ręce. I ulepić z niej to, co mi odpowiada.

Codziennie, choćby nie wiem jaka była pogoda, idziemy z Janim na dłuższy spacer. Codziennie przebywamy blisko przyrody. Codziennie wystawiamy twarze do słońca. Codziennie dbam o to, by zjeść coś super zdrowego. Coś, co będzie dla mnie bombą witamin i zdrowych składników. Na potęgę wyciskamy soki, robimy warzywno-owocowe smoothie, albo zdrowe mikstury. Codziennie również słucham podcastów, filmików na YouTube, czy też czytam w temacie rozwoju, radzenia sobie z problemami i zdrowego myślenia. Te trzy elementy stały się obecnie trzema żelaznymi nawykami mojej kwarantannowej rzeczywistości.

 

Jeden z pierwszych spacerów w parku Mon Repos

Tu widok w Paleokastritsa

Główna plaża w Paleokastritsa

Spacer w marinie Gouvia

Plaża św. Barbary na samym południu Korfu

Gdyby nie kwarantanna, nie wiedziałabym w jak pięknej okolicy mieszkam…

 

TU! przeczytasz więcej o Paleokastritsa.

TUTAJ! przeczytasz o najlepszych plażach Korfu.

 

Przed nami najpewniej cały kwiecień siedzenia w domu na podobnych zasadach, o ile nie stanie się cud. Cały miesiąc życia, którego dopiero wstęp mieliśmy w marcu. Później będzie, co ma być. Bóg jeden wie, ale to On przecież ma nas w opiece. Chcę jak najlepiej wykorzystać ten czas dla siebie. Nie chcę obudzić się w maju z poczuciem zmarnowanych, szarych dni, mimo wiosny na zewnątrz. Nie chcę by moim codziennym ubraniem stała się wymięta w śnie pidżama, albo wyciągnięte dresy. Nie chcę by jedyną wartością mojego dnia była obejrzana kolejna komedia, albo serial. A codziennością stała się paczka czipsów. W moim życiu przez ostatnie kilka lat, było pół roku intensywnej pracy w sezonie i drugie pół roku odpoczynku i przygotowanie do następnego lata. Rok za rokiem biegł mi jak szalony. I w końcu teraz czuje, że ktoś dał mi czas, którego wcześniej nie miałam. Nie mam już żadnego wytłumaczenia, dlaczego teraz nie mogę, bo jest coś ważniejszego. Dla mnie cały kwiecień będzie czasem pisania od „a” do „zet” mojego przewodnika po Korfu… To jest mój główny cel na kwiecień.

 

 

 

 

Zbytnia bezpośredniość. Rzecz, która najbardziej mi w Grecji przeszkadza… środa, 11 marca 2020

 

Padnięta ja, już pod sam koniec tego sezonu…

 

Krok za krokiem, coraz mniej, ale jednak – każdego lata mam ten sam problem. W sezonie praca właściwie nigdy się nie kończy. Cały czas bieganina, a na dodatek stres. Częste jedzenie na mieście, też nie jest najzdrowsze. Cierpi na tym przede wszystkim mój żołądek. Czasami czuje, że jest ściśnięty, a czasami zwyczajnie w biegu nie ma czasu, żeby ze spokojem siąść i zjeść. Co roku moim problemem jest walka o to, żeby pozostać przy zdrowej wadze i nie tracić kilogramów. Wiem, że u większości osób, problem jest odwrotny, ale my chudzielce już tak mamy!

Zgodnie z poradą mojej dietetyk, kiedy mamy szczyt sezonu i pracy naprawdę dużo, idę do apteki i kupuję specjalny napój, który zastępuje kalorycznie jeden pełny posiłek. Piją go między innymi osoby, które przechodzą chorobę, albo właśnie z niej wyszły i muszą nadrobić zgubione kilogramy. To rozwiązanie pomogło mi już wielokrotnie i choć z roku na rok staram się poprawiać higienę mojej pracy, zawsze kiedy jest problem – idę na Korfu do mojej apteki i kupuje ten właśnie napój.

To był błąd! Że jakiś czas temu opowiedziałam aptekarce o moim problemie. Dlaczego to kupuję i jak mi to pomaga. Była zwyczajnie bardzo ciekawa.

Kilka dni temu, weszłam do tej samej apteki, po zupełnie inną rzecz. Aptekarka przywitała mnie uśmiechem i szczerą radością, bo dawno mnie nie widziała. Typowe sobotnie południe na Korfu. W aptece kilka osób stojących za mną w kolejce. Przy ladzie ja. Po drugiej stronie aptekarka:

-Ach! Już tak dawno cię tu nie widziałam! Wszystko u ciebie ok?

-Tak! – odpowiadam i czekam, aż zada mi pytanie „co podać”, ale nie…

-A jak tam twoja niedowaga? Ach, ale się nalatacie w tej pracy przy wycieczkach… Ciągle w biegu i ten stres! Czy dalej masz problem z żołądkiem? – zanim otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć i przerwać jej monolog o mnie, moim zdrowiu i moim problemie, aptekarka już zdążyła opowiedzieć o mojej niedowadze, o tym, że latem wyglądam znacznie szczuplej i że teraz przytyłam, itp. Aptekarka ma przy tym bardzo donośny głos, a w aptece jest raczej cicho. Więc wysłuchali tego monologu o mnie, mojej pracy, moich problemach z żołądkiem wszyscy klienci, którzy stali w kolejce.

Miałam już ochotę odwrócić się i poprosić, żebyśmy wszyscy razem utworzyli wspólny krąg. Wtedy mogłabym opowiedzieć o moich problemach jeszcze więcej. Później wysłuchać komentarzy, rad, opinii i słów wsparcia. Ale powiedziałam tylko:

-Tak, mam się dobrze. Wszystko ok. A teraz poproszę opakowanie gazy. Nic mi się nie stało. Nic mi nie dolega. Czuję się świetnie. Mam w planach zasadzić na parapecie rzeżuchę.

Płacę i wychodzę. Czuje, że spaliłam cegłę. I serio. Wszyscy się na mnie gapią.

 

Wciąż nie znoszę greckiej bezpośredniości, braku taktu i wyczucia sytuacji. Nie dotyczy ona na całe szczęście wszystkich, ale ma ją ogromna ilość osób. Szczególnie na samym początku  nie mogłam się przyzwyczaić, że kiedy jestem u fryzjerki, kosmetyczki, manicurzystki, kobiety potrafią się pytać o wszystko! Gdzie pracuje, gdzie pracuje mój mąż, ile zarabiamy, gdzie mieszkam, czy mam dzieci i dlaczego nie, gdzie byłam na wakacjach, a gdzie pojadę, kim są moi rodzice, czym zajmuje się moje rodzeństwo. I tak bez końca.

Do teraz, jednym z głównych kryteriów, jakie mam w głowie, kiedy wybieram osobę, która oferuje mi jakiś rodzaj usługi, jest: nie zadaje osobistych pytań i nie mówi bardzo dużo.

Do tej apteki pewnie znów pójdę, bo jest tam wszystko i otwarta jest prawie zawsze. Ale już nigdy, przenigdy więcej nie opowiem tam o swoim problemie.

 

TU! przeczytasz o tym jak rozpoczynam dzień.

TUTAJ! przeczytasz o moich trikach w czasie nawału pracy.

TU! zobaczysz nasz filmik z Angelocastro.

 

 

Mój luty. Najspokojniejszy czas, jaki pamiętam… sobota, 7 marca 2020

 

Garitsa w jeden ze słonecznych dni. Uwialbiam tam spacerować.

 

Luty był jednym z najspokojniejszych okresów jakie pamiętam od dawna, chyba nawet od dobrych kilku lat wstecz. Pierwszy raz po bardzo długim czasie przyszła do mnie taka myśl, że przez najbliższy czas nie muszę o nic walczyć. Mój telefon przyjemnie milczy, nikt niczego nie chce, wokół mnie jest spokojnie. Poczułam, że całą sobą odpoczywam i tak jest mi dobrze. Po kilku latach walki o to, co teraz mam,  potrzebne było mi wytchnienie.

W lutym nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Nic wielkiego się nie działo.

Moją codziennością były wizyty w mieście Korfu, robienie zakupów na naszym targowisku, czytanie książek, oglądanie filmów, chodzenie na kawę i dużo sportu. W końcu przyszedł taki czas, że czuje że mogę korzystać z życia, cieszyć się z tego co mam, gdzie i z kim jestem.

 

Takie skarby na targu w mieście Korfu!

Warzywa i owoce, tylko z targowiska!

 

W naszym nowym domu mieszkamy pełne pięć miesięcy. Czas śmignął nie mam pojęcia kiedy, a ja zorientowałam się, że mieszkam tu już trochę i nie wiem, co znajduje się w naszej najbliższej okolicy. Zabawne, że często chcemy odkrywać inne kraje i inne kultury, a tak naprawdę nie wiemy, co jest na końcu naszej ulicy. Pierwszy raz poszliśmy na dłuższy spacer po naszej wiosce. To jedno z najbardziej korfiańskich miejsc na całej wyspie. Może dlatego tak mi się tu podoba?

Dużo spacerów. Dużo pysznego, zdrowego jedzenia i spotkań ze znajomymi. Czuje jak regeneruje się teraz całe moje ciało. Tak spokojnego czasu nie pamiętam od momentu przeprowadzenia się do Grecji.

 

Miasto Korfu w lutym…

Liston zalana słońcem

Na wyspie jest spokojnie, ale w mieście zawsze jest sporo ludzi.

Stara Forteca

 

Ze spokojem i wielką przyjemnością  przygotowujemy się do nowego sezonu. Ostatnie poprawki na stronie i nowa oferta lotów Janiego na paralotni. O tym wszystkim będzie już w marcu.

Jakim największym osiągnięciem mogę pochwalić się w lutym? W tym miesiącu zrobiłam fantastyczne pierogi z soczewicą! Najlepsze na świecie! To co zrobione ręcznie i w domu, ma smak nie do podrobienia.

 

O matko… Jakie to było dobre!!!

 

Taki czas skoncentrowania się na sobie, jest dla mnie okresem przemyśleń. Przygotowaniem do nowego etapu.

Kilka dni temu wyszłam z domu i poszłam na dłuższy spacer sama ze sobą. Podjechałam do Garitsy, czyli długiej promenady, która ciągnie się wzdłuż morza, z widokiem na Starą Fortecę. Pomyślałam, że osiągnęłam na ten moment życia wyznaczony cel. Teraz odpoczywam, ale w sercu już powoli czuje potrzebę czegoś jeszcze. Od czasu do czasu potrzebne są mi takie spacery samej ze sobą. Odpowiadam sobie wtedy na pytania, w którą stronę chcę iść… Czego potrzeba mi jeszcze… Jak chcę żeby wyglądał mój świat za jakieś pięć lat… Co chcę zmienić, z czego jestem dumna, co chcę ulepszyć… I powoli doszukałam się w sobie tych właściwych odpowiedzi.

Życie staje się jedną wielką frajdą, kiedy z całej siły trzymamy za jego stery…

 

 

TU! przeczytasz 10 faktów i mnie

TU! jest przepis na “kleftiko”, ekspresowy grecki obiad jednogarnkowy

TU! przeczytasz jak poradzić sobie z emigracyjną depresją

 

 

 

Muzeum Archeologiczne – Przewodnik po KORFU, cz. 31… środa, 29 stycznia 2020

 

 

To jest naprawdę wielka radość dla wszystkich, którzy interesują się starożytnością. Po siedmiu latach generalnego remontu, zostało ponownie otwarte Muzeum Archeologiczne na Korfu.  I jest naprawdę rewelacyjne!

Najcenniejsze pozostałości starożytnej architektury Korfu, znajdują się na terenie tzw. paliapoli (starożytne miasto), które jest na terenie parku Mon Repo oraz Kanoni. Jednak takie przedmioty jak rzeźby, biżuteria, ceramika czy też przedmioty codziennego użytku, przez siedem lat nie były udostępnione do oglądania. Teraz, po siedmiu latach,  znajdują się w nowoczesnym, odnowionym budynku Muzeum Archeologicznego, pod należytą opieką.

Muzeum Archeologiczne jest w mieście Korfu, w regionie Garitsa, który znajduje się w drodze do Kanoni. Połączenie zwiedzania muzeum razem ze spacerem po parku Mon Repo, gdzie znajdują się ruiny starożytnych budowli, jest świetnym pomysłem dla osób, które interesują się starożytnością.

 

 

Budynek muzeum ma dwa piętra. Na pierwszym piętrze znajdują się artefakty, które pochodzą z najróżniejszych części wyspy, od czasów prehistorycznych, aż do czasów rzymskich. Są to najczęściej dobrze zachowane fragmenty ceramiki, biżuteria, czy też elementy architektury.

To co dla starożytności Korfu najcenniejsze, znajduje się na pierwszym piętrze. W jednej z sal bocznych, jest przepiękna rzeźba przedstawiające scenę z obchodów święta Dionizosa. Scena jest częścią frontonu starożytnej świątyni ( z około 500 r. p.n.e.) Przedstawia najpewniej  Dionizosa, który leży w łóżku z nagim młodzieńcem. Rzeźba jest świetnie zachowana i kiedy podejdzie się bliżej, rzeczywiście robi wrażenie.

 

Przedstawienie najprawdopodobniej Dionizosa (około 500 r. p.n.e.)

 

Najważniejszy obiekt muzeum, znajduje się w samym środku największej sali.  Jest to fronton świątyni Artemidy (590 – 570 p.n.e.) i znajdujące się w jego środku płaskorzeźby, które są uznawane za jedne z najpiękniejszych rzeźb archaicznych. Środkową część frontonu wypełnia postać Gorgony. Wg greckiej mitologii, Perseusz odcina Gorgonie głowę. Z jej krwi rodzą się dwaj synowie: Pegaz oraz Chrysaor. Oryginalnie postacie obu synów znajdowały się po obu stronach Gorgony. Do dziś przetrwała jedynie postać Chrysaora. Obok, po obu stronach, znajdują się przedstawienia dwóch hybrydycznych bestii o głowach lwów i ciałach panter. W najwęższych częściach frontonu pozostały niewielkie postacie. Te zachowane, przedstawiają najpewniej postać Matki Ziemi czyli Gai, przebijanej włócznią.  W drugiej części frontonu przedstawiona jest scena walki Tytanów.

 

Fronton świątyni Artemidy (590 – 570 p.n.e.)

Gorgona (zbliżenie frontonu)

 

Z całej kompozycji,  najbardziej rzuca się w oczy głowa Gorgony, środkowej części frontonu. Dziś Gorgona z przerażającymi oczami i wężami oplatającymi głowę, stanowi symbol starożytności Korfu. Aż trudno uwierzyć, że ta rzeźba ma już ponad 2 500 lat…

 

O pozostałych muzeach w mieście Korfu, przeczytasz TU!

O historii wyspy Korfu, przeczytasz TUTAJ!

Filmik o najważniejszych zabytkach miasta Korfu, zobaczysz TU!

 

 

Do napisania tekstu korzystałam z przewodnika:

Korfu. Achillion. Historia, zabytki, muzea, wycieczki po wyspie, S. Antonakos, wyd. Editions S. Toumbis, ss. 50 – 53.

 

 

JESIEŃ NA KORFU – filmik… piątek, 13 grudnia 2019

 

Jak na Korfu wygląda jesień? Jaka jest wtedy pogoda? Jak jesienią wygląda miasto Korfu? Co takiego robię, kiedy zakończy się już turystyczny sezon na Korfu? O tym wszystkim w tym filmiku…

 

 

Przewodnik po mieście Korfu jest TU!

TUTAJ! znajdziesz filmik o rejsach w Paleokastritsa.

A TU! jest nasz filmik z zamku Angelocastro.

 

 

 

Co mieszkańcy Korfu robią zimą? I czy im się nudzi?… czwartek, 28 listopada 2019

 

Widok na miasto Korfu jesienią

 

Nawet jesienią Korfu cała jest zielona. Tylko gdzieniegdzie, od drugiej połowy września żółkną nieliczne drzewa. Wyjechaliśmy z Paleokastritsy i kierowaliśmy się do Kanoni. Wjechaliśmy do krętej uliczki jednej z niewielkich, typowych dla wyspy wiosek. Pomiędzy oliwkami i drzewami cyprysowymi, widać było kilka drzew z pożółkłymi liśćmi,  które częściowo spadły na soczyście zieloną trawę.

-Jesień… – pomyślałam i mówiąc prędzej, niż się zastanawiając, spytałam mojego kierowcę, bo naprawdę byłam bardzo ciekawa:

-Niko… A jak skończymy pracę i przyjdzie jesień, a później zima, to ci się nie ludzi?

-Mnie? A skądże! – odpowiedział i jednocześnie bardzo się ożywił.

-Co robisz jesienią i zimą, kiedy nie pracujesz?

-Mam się bardzo dobrze!

-Acha… – ciekawa odpowiedź, ale mnie nie satysfakcjonowała -No, ale tak dokładnie… Jak wygląda twój dzień, zimą, jesienią jak nie musisz już pracować?

-Jak wygląda mój dzień…? Już ci mówię… Zimą nigdy nie nastawiam budzika i zawsze(!) sam wstaję równo o piątej.

-CO??? O piątej? Na Boga? A po co? Dlaczego?

-Bo jesienią i zimą, nie mam żadnych zmartwień! Nikt z pracy do mnie nie dzwoni, nikt niczego ode mnie nie chce. Kasę mam i mogę robić, co mi się podoba. Więc jak w nocy śpię, to śpię tak mocno i jestem tak zrelaksowany, że nie potrzeba mi wielu godzin snu. Wstaję wypoczęty jak nowo narodzony! Zawsze o piątej! Za nic nie mogę dłużej spać! Wstaję, tak żeby nie obudzić żony i pierwsze co robię, to idę napalić w kominku. Ach! Jak ja to lubię! Ten zapach drewna, lasu i skwierczenie jak się pali. Ciepło z komina jest zupełnie inne niż z kaloryfera. I kiedy już jest napalone, idę zrobić sobie kawę, a później jem śniadanie.

-A co jesz na śniadanie? – wiem, wiem… potrafię być wścibska. Ale Nikos odpowiada z widoczną satysfakcją.

-Kawę, a do tego jakieś ciasto. Zawsze jakieś jest w domu. Pomarańczowe, albo czekoladowe. Więc odkrajam gruby kawał i jem popijając kawą. I później… Spodnie moro, kalosze, strzelba i idę po psy.  Mam dwa dorodne, tylko trochę skundlone charty. Idę je wybiegać i każdego dnia przy tym poluje! Tym głównie zajmuje się jesienią i zimą. Kocham naturę, a szczególnie moje polowania!

-Każdego dnia polujesz? Oj…

-Nie chodzi w tym o samo polowanie… Zabijanie… Wiesz… Szczególnie, kiedy zimą jest słoneczny dzień, to w tych zielonych gajach jest tak pięknie. Rankiem, kiedy wstaje dzień. Są takie miejsca, gdzie widzisz pół wyspy, morze, a dalej Albanię. Czasem przy tym ustrzelę zająca, czasem kuropatwę, a czasem nic – kończy, łapie się za lekko wystający brzuch i dodaje: – O! Nie myśl sobie, że ja tak wyglądam zimą! Zimą po tym nie będzie śladu! Wychodzę z pasami codziennie! Nawet jak pada deszcz… I później wracam w południe na obiad. Jemy całą rodziną. Gadamy i zazwyczaj kończy się tak, że kłócę się z moim ojcem.

-Twój ojciec jeszcze żyje? – spytałam, zanim ugryzłam się z język. Nikos jest grubo po sześćdziesiątce.

-No i ma się całkiem dobrze. Skurczybyk… Mój ojciec ma 98 lat! I całe życie się kłócimy! I jak już mi się znudzi to kłócenie, to idę spać! Później wstaję i na 18 idę do kafenijo (przeczytaj o tym, co to jest kafenijo TU!) do chłopaków. Siedzimy, pijemy, coś małego przegryziemy. I gadamy.

-A o czym…?

-Najczęściej to o trzech rzeczach: o pracy plus pieniądzach, polityce i kobietach.

-Acha… – padła konkretna odpowiedź, na tyle konkretna że więcej pytań już nie miałam.

-No i później wracam do domu i tak powoli szykuję się spać. Co jakiś czas wyjeżdżam z Korfu, na przykład do Salonik, gdzie pracują moje dwie córy! Widziałaś jakie piękne są moje córki! Pokazywałam ci na telefonie, weź zobacz… – dojeżdżamy do zakrętu, ale co tam – koniecznie w tej chwili muszę zobaczyć dwie piękne córy Nikosa. Patrzę… Rzeczywiście, greckie piękności, z czarnymi długimi włosami i lekko zgarbionymi nosami. Jedna pracuje w podstawówce, a druga jest nauczycielką angielskiego. I tak zaczyna się dłuższa wypowiedź, na temat córek, tego co dokładnie robią, ale już podjeżdżamy autobusem do Kanoni i za chwilę całą wycieczką będziemy wychodzić. Więc biorę mikrofon do ręki…

-Tylko ci jeszcze koniecznie coś dopowiem… Zimą, jedź z rana na kawę tutaj do Kanoni, jak będzie słoneczny dzień. Sama zobaczysz, jak tu jest pięknie jak nie ma już tylu ludzi. Pójdziesz, zobaczysz i przypomnisz sobie co ci powiedziałem…

Dojechaliśmy. Wychodzimy na punkt widokowy przeciskając się pomiędzy wielkimi autobusami i tłumami turystów z każdej części świata.

Tak, rzeczywiście. Przyznaję mu rację. Jesienią na Kanoni jest jeszcze  piękniej.

 

TU! przeczytasz post na temat Kanoni.

TUTAJ! zobaczysz film YouToube o Kanoni.

 

 

PRZEWODNIK PO KORFU YT cz. 2 – MIASTO KORFU… niedziela, 16 grudnia 2018

 

Miasto Korfu jest uznawane za najpiękniejszą stolicę wysp Grecji. Wg mnie jest to najpiękniejsze greckie miasto. Jest absolutnie najważniejszym miejscem, które trzeba odwiedzić, kiedy przylatuje się na wakacje na Korfu. Dlatego w dzisiejszym filmiku – miasto Korfu. Z tego filmu dowiesz się najważniejszych informacji na temat miasta Korfu i zobaczysz wszystkie najważniejsze miejsca dla stolicy Korfu.

TUTAJ! przeczytasz na temat historii, zabytków i atrakcji miasta Korfu.

 

 

 

Miasto Korfu – Przewodnik po KORFU, cz. 27… środa, 28 listopada 2018

 

Miasto Korfu, widok na Starą Fortecę

 

Jest uznawane za najpiękniejszą stolicę wysp Grecji. Ale przyznaję, że między innymi ja, uważam że jest to najpiękniejsze miasto całej Ellady. O każdej porze roku, o każdej porze dnia i nocy wygląda nieco inaczej. I zawsze przebywanie w tym zupełnie niezwykłym miejscu,  jest czystą przyjemnością. Labirynt wąskich uliczek jest poplątany jak kłębek nici. Miło jest się w nim zgubić. A widok na morze, które oddziela Korfu od lądu Grecji i  Albanii, jest  jakby namacalnym dowodem, że będąc w mieście Korfu, jest się nieco w innym świecie.

 

 

Mieszkańcy Korfu, na miasto Korfu, mówią po prostu „miasto”. Bo w ich rozumieniu, miasto jest tu tylko jedno. Można mówić również zwyczajnie „Korfu”, albo „Kerkira”. Ale rozmawiając między sobą mieszkańcy, zawsze najczęściej mówią krótko „miasto”.

Dziś liczy około 40 tysięcy mieszkańców, więc w pojęciu greckim, jest dość duże. Od 2007 roku widnieje na liście UNESCO. Jest pierwszym miejscem, absolutnym numerem jeden, które każdy turysta powinien odwiedzić będąc na Korfu. Tak jak nie powinno się wyjeżdżać z Paryża, nie  widząc wieży Eiffla, tak samo nie powinno się wylatywać z wyspy, choć raz nie przechadzając się po ulicach tego miasta.

Do dziś jest niezwykle barwną mozaiką najróżniejszych wpływów, które miasto jak i całą wyspę kształtowały przez wieki. To niesamowite, że do dziś kolory tej mozaiki nadal są tak intensywne. Najważniejszym wpływem jest ten wenecki, ponieważ to właśnie Wenecjanie posiadali między innymi Korfu w swoich rękach przez ponad cztery wieki. Śmiało można stwierdzić, że miasto Korfu, to taka miniatura Wenecji. Widać również wpływ Bizancjum oraz Francji i Wielkiej Brytanii.

 

TUTAJ! przeczytasz wszystko na temat historii wyspy Korfu.

TU! przeczytasz więcej na temat nazwy wyspy.

 

Rotunda Maitlanda, na Placu Spianada

 

Na zwiedzanie miasta można zarezerwować sobie spokojnie cały dzień. Choć zazwyczaj wszystkim tak się ono podoba, że nawet jeden pełny dzień – to stanowczo za mało. Zwiedzanie najlepiej zacząć od spaceru na Placu Spianada. Jest to jeden z największych tego typu placów na terenie całych Bałkan. Dziś jest świetnie zagospodarowany. Spacerują tu ludzie, latem odbywają się najróżniejsze koncerty.  Jest kilka budowli i mnóstwo drzew. Ale jeszcze w czasach Weneckich, na tym placu było zupełnie pusto. Dlaczego? Stanowił on bowiem pole bitewne. Tak jest! Jeszcze w czasach Wenecjan, to właśnie na tym placu lała się krew.

 

Stara Forteca

 

Po wschodniej stronie miasta jakby leniwie  wyrasta z ziemi Stara Forteca, ukształtowana na dwóch wzgórzach. Kiedyś to właśnie w niej mieściło się całe miasto, ale z wieku na wiek, miasto przestało się mieścić w zabudowaniach fortecy i mocno się rozbudowało. W Starej Fortecy dziś znajduje się między innymi muzeum, które warto odwiedzić jeśli ma się nieco więcej czasu. W północnej stronie miasta, znajduje się monumentalny pałac – jest to budynek, który został wybudowany za panowania na wyspie Brytyjczyków. Wcześniej znajdowała się tam siedziba parlamentu Wysp Jońskich, a dziś w pałacu św. Michała i Jerzego, znajduje się jedyne w całej Grecji Muzeum Sztuki Azjatyckiej. Jego zbiory są naprawdę wspaniałe. Idąc w stronę pałacu, najlepiej przejść się ulicą Liston. Jest to najbardziej reprezentacyjna ulica w całym mieście Korfu. Powiew paryskiej elegancji, czuć na tej ulicy do dziś, pomimo upływu tylu wieków. Dziś jest to nieformalny wybieg mody Korfu. Jeśli macie ochotę na dobrą kawę – idealnym miejscem będzie właśnie Liston!

 

Ulica Liston

Latarnie charakterystyczne dla ul. Liston

 

TU! przeczytasz wszystko na temat samej ulicy Liston.

 

Dochodząc do końca ulicy Liston i kierując się na lewo, widać strzelistą wieżę. Jest to najwyższy punkt całego miasta – wieża  kościoła św. Spirydona – patrona całej wyspy. Jest to najważniejsze miejsce dla miasta. Dlaczego? Św. Spirydon jest patronem wyspy. To właśnie tam znajduje się ciało świętego, który żył w IV wieku. I to właśnie do tego miejsca przybywają ludzie często z całego świata.

 

Św. Spirydon, patron Korfu

 

TUTAJ! przeczytasz wszystko na temat patrona wyspy i kościoła św. Spirydona.

 

Spacerując wąskimi uliczkami, które z języka włoskiego nazywane są na Korfu kandunie, łatwo można zgubić drogę. Nie dają tu rady właściwie żadne mapy! Taka poplątana zabudowa ulic miała swój powód. Jeśli w mieście Korfu znalazłby się wróg, który chciałby zdobyć miasto, w labiryntowej zabudowanie łatwo gubił orientację. Uliczki, które są rodem jak z Wenecji niemal na każdym rogu kryją coś urokliwego. Chodząc po mieście warto dojść również do placu, gdzie znajduje się ratusz miasta. Jeszcze w czasach Wenecjan w tym pięknym renesansowym budynku, znajdowała się opera, która uznawana była za drugą po La Scala z najważniejszych oper w Europie. Do dziś mieszkańcy Korfu uznawani są za jednych z najbardziej muzykalnych mieszkańców Grecji.

 

Ratusz miasta

 

TU! przeczytasz post na temat Sakis Rouvas, jednej z największych gwiazd muzyki pop w Grecji.

 

Naprzeciwko budynku ratuszu miasta, jest siedziba banku greckiego. A tuż obok znajduje się katolicka katedra – św. Jakuba i św. Krzysztofa. Katolickie msze święte, które odprawiane są tutaj w kilku różnych językach, odprawiane są dwa razy w każdą niedzielę: godz. 10.00 i 19.00.

 

Katolicka katedra – św. Jakuba i św. Krzysztofa

 

Jeśli miasto Korfu chcecie zwiedzić dokładnie, warto udać się również do Nowej Fortecy. Ta znajduje się blisko głównego portu miasta. Wejście jest bezpłatne, ale trzeba być przed godziną 16.00. Sama budowla jest naprawdę wielka i dzieli miasto Korfu na dwie części: starą i nową. Tuż przed wejściem – element polski. Jest nim niewielki pomnik upamiętniający Żydów z Korfu, którzy zostali pomordowani w czasie II wojny światowej w Oświęcimiu. Do dzisiejszego dnia zachowały się żydowskie ślady w mieście Korfu – najważniejszym jest synagoga.  Na samym szczycie Nowej Fortecy, czeka to po co przychodzi tu większość turystów. Fenomenalna panorama na całe stare miasto Korfu. Widać Starą Fortecę, wieżę z kościoła św. Spirydona oraz całe muragia, czyli najstarszą część miasta, oraz wyspę Vido, która znajduje się po wschodniej stronie. Mimo upałów, warto tu być w okolicach południa, właśnie wtedy światło na panoramiczne zdjęcia  jest najlepsze.

 

Panorama na miasto z Nowej Fortecy

Brama wejściowa do Nowej Fortecy

Pomnik Żydów mieszkających na Korfu, zgładzonych w Oświęcimiu

 

Stara część miasta Korfu, to jeszcze nie wszystko. Za murami Nowej Fortecy, przechodzi się przez miejskie targowisko, gdzie nawet w szczycie turystycznego sezonu, życie  toczy się jakby nigdy nic. Tuż za targiem, zaczyna się nowa część miasta. Tam turystów zawsze jest mniej. To właśnie tam można iść na szybki obiad, kawę czy też zakupy. Albo zwyczajnie, popatrzeć jak toczy się na Korfu taki zwykły dzień.

 

Chcesz dokładnie zwiedzić miasto Korfu – TU! sprawdzisz program naszej wycieczki MIEJSCA KORFU. TUTAJ! natomiast zobaczysz filmik jak ta wycieczka wygląda krok po kroku.

 

My podczas wycieczki MIEJSCA KORFU

 

TUTAJ! przeczytasz co fajnego można kupić w mieście Korfu.

TU! jest filmik na temat lotniska Korfu i Kanoni.

TUTAJ! przeczytasz o kuchni Korfu.

TU! jest kilka sprawdzonych miejsc na obiad.

TUTAJ! znajdują się opisy najważniejszych muzeów na Korfu.

 

 

PRZEWODNIK PO KORFU YT cz.1 – KANONI… sobota, 17 listopada 2018

 

Mam nadzieję, że taka wersja też się Wam spodoba! Dziś pierwszy odcinek naszego YT-bowego przewodnika po Korfu. Raz w miesiącu tutaj i na naszym kanale You Tube będą się pojawiać filmiki z najważniejszymi miejscami na KORFU! Bohaterem pierwszego odcinka jest wizytówka Korfu, czyli KANONI! Wszystko o tym miejscu, w naszym najnowszym filmiku! Miłego oglądania!!!

 

TUTAJ! przeczytasz cały post o Kanoni.