Grecki obiad – papoutsakia!… poniedziałek, 23 listopada 2020

 

 

Papoutsakia w tłumaczeniu na język polski, oznacza “buciki”!

Dla Greków to również nazwa bardzo popularnej w kuchni greckiej potrawy, z bakłażanem w roli głównej! Idealnie nadaje się na jesienno – zimowe dni. Robi się ją szybko i smakuje naprawdę bardzo dobrze.

Macie ochotę zrobić?

Niżej filmik, na którym papoutsakia wykonuje Jani.

Ale zanim filmik, to najpierw oczywiście…

 

SKŁADNIKI

-bakłażany

-mięso mielone (wołowe)

-pomidory

-przecier pomidorowy

-cebula

-czosnek

-feta

-oliwa z oliwek

-sół, pieprz, liść laurowy, tymianek

 

TU! zobaczysz jak wygląda nasza wycieczka kulinarna KUCHNIA KORFU.

TUTAJ! jest pomysł na greckie śniadanie w wersji zimowej…

TU! jest przepis na kleftiko, czyli ekspreswy obiad po grecku!

 

A teraz możemy zabierać się do pracy! Oto jak zrobić to danie obiadowe z bakłażanu…

 

 

Papoutsakia

 

 

 

Żebracy na Korfu… niedziela, 15 listopada 2020

 

 

W przeciwieństwie do Janiego, trzymam się zasady, by nie dawać pieniędzy osobom, które żebrzą na ulicach. Uważam, że nie jest to żadne rozwiązanie i jeśli już chcę komuś pomóc – wpłacam na konkretny cel, albo organizację.

Jani ma odwrotnie. Tacy już jesteśmy – zupełnie różni w wielu sprawach. W kieszeniach ubrań Janiego, zawsze znajdzie się kilka drobniaków, które da każdemu, kto o to poprosi. Nie odmawia nikomu! Zawsze jest więc idealnym łupem dla żebrzących również na Korfu, Cyganów. Ostatnio jednak diametralnie się to zmieniło…

 

Kilka dni temu Jani wrócił z zakupów w popularnym w Grecji markecie sieci AB. Wszedł do domu i wniósł torby z zakupami do kuchni. Zajrzałam w pośpiechu, żeby sprawdzić czy jest w nich wszystko czego właśnie potrzebowałam. Patrzę i trochę niedowierzam, bo wśród różnych artykułów, był również rogalik 7 Days, na dodatek… z ekstra czekoladą!

-Uuuu… Na bogato! – trochę się podśmiałam, bo już od bardzo dawna, dbając o zdrowie jedzenie, nie jemy takich rzeczy. Co prawda nauczyłam się tolerować zamiłowanie Janiego do czekolady, ale nie mogłam się powstrzymać od wbicia szpili. Dla jego zdrowia, więc nie zaszkodzi!

-Kupiłeś sobie 7 Daysa? A co cię tak naszło?

-Nie, on nie był dla mnie…

-To niby że dla mnie??? Przecież wiesz, że ja nie jem takich rzeczy! I nie zamierzam!

-Nie, nie dla ciebie…  To miało być dla tego małego Cygana, co żebrze pod sklepem… Ten młody, pamiętasz, ma jakieś 12, 13 lat. Już więcej szczeniakowi nic nie dam i niczego mu nie kupię!

-A co się stało? – pytam.

-Wchodzę do sklepu, a mały jak zawsze prosi mnie, żebym dał mu pieniądze. Ale tym razem pomyślałem, że nie dam mu pieniędzy, tylko coś mu do jedzenia kupię, bo nie wiadomo co stanie się z gotówką. Wiesz jak to z nimi bywa… A jak mu kupie jedzenie, to nie będzie głodny. I tak wpadł mi do głowy 7 Days! I myślę sobie… A co mi szkodzi! Niech będzie dodatkowo z czekoladą! Miło mu się zrobi. Zrobiłem zakupy, zapłaciłem i wychodzę. Podchodzi mały. Wyciągam 7 Daysa i mu go daję. A on na to: „To dla mnie?”. No to odpowiadam, że tak, że kupiłem to właśnie dla niego. Mały się pyta: „Ale on chyba ma w środku czekoladę?”. Mówię, że tak, a ten na to, że w takim razie to on nie może tego przyjąć. Że jest mu bardzo, bardzo przykro, ale musi odmówić. To się pytam: „Dlaczego?”. I wiesz co ten mały Cygan mi odpowiedział?

-Co???

-Że czekolada jest bardzo niezdrowa! I że on jej nie je, bo dba o zdrowe zęby, a od słodyczy to mu się psują! I że jak nie mam drobniaków, to naprawdę nie szkodzi, ale on tego 7 Daysa to na pewno nie zje, bo ta czekolada mu zaszkodzi! Czy ty to rozumiesz???

No cóż… Ja to akurat rozumiem. I to bardzo dobrze! Ale ze śmiechu nie byłam w stanie wyksztusić z siebie ani słowa.

 

Kilka dni później, rzecz jasna, jeszcze przed lockdownem, poszliśmy na kawę. Kiedy tak siedzieliśmy podszedł do nas żebrzący dziadek, którego dobrze znam z widzenia. Wyciągnął rękę w moim kierunku. Z mojej strony jak zawsze – ściana. W międzyczasie Jani już coś tam grzebie w kieszeni. Wyciągnął monetę 50€ centów i daje ją do ręki żebrakowi.

Dziadek spojrzał na monetę. Zobaczył, że jest to pół euro. Jego wzrok wbił się w cyfry „50” i tkwił tak przez następne kilka sekund. Chwilę później spojrzał na Janiego. W jego wzroku dało się wyczuć pytanie: „Co to jest? Nie wstyd ci? Tylko tyle!”. Następnie raz jeszcze spojrzał na monetę. Dziadek od niechcenia wrzucił 50€ centów do kieszeni spodni. Nic nie mówiąc, z pogardą odwrócił twarz i szorując rozklekotanymi butami, poszedł w swoją stronę.

Spojrzałam na Janiego, na jego zmieszaną minę i wybuchłam niepochamowanym śmiechem.

-Koniec! To był już ostatni raz! Już nigdy, nigdy więcej nie dam niczego żadnemu żebrakowi tu na Korfu! Skończyło się! Kropka!

 

TU! przeczytasz post o nowych spodniach Janiego.

TUTAJ! przeczytasz o 10ciu najlepszych plażach Korfu.

 

 

 

Dlaczego Grecy myją kości swoich zmarłych?… poniedziałek, 9 listopada 2020

 

Cmentarz na Korfu

 

-Nie byłam w stanie tego zrobić, ale Marija naciskała i mówiła mi, że powinnam! Marija mówi, że ona sama myła kości swojej matki i swojego ojca. No, taka jest tradycja… Ale ja się nie mogłam przełamać. Więc do umycia kości mojej mamy, wynajęliśmy specjalistę.

 

Przy okazji Święta Zmarłych, przypomniało mi się jak kiedyś rozmawiałam z mamą Janiego – Fetą. Feta wspominała swoją matkę, która zmarła dobrych kilka lat temu. Jej wypowiedź utkwiła mi w głowie, ale jakoś tak wyszło, że nie drążyłam tego tematu. Dopiero teraz wypytałam Janiego i przyznam szczerze, że sama byłam zszokowana na wiadomość o tradycji, o której wcześniej nie miałam zielonego pojęcia.

 

W kościele prawosławnym w Grecji, po kilku latach od pogrzebu, wyjmuje się zmarłego. Jego kości, wkłada się do specjalnej skrzynki, która ląduje w specjalnym niewielkim budynku cmentarnym. Więcej o tej tradycji i o tym, dlaczego w Grecji cmentarze są tak małe, przeczytacie w TYM poście! O tej tradycji już wiedziałam. Dla katolików jest szokująca, ale dopiero teraz dowiedziałam się, że to jeszcze nie wszystko…

 

Tzw. ektafi, czyli w tłumaczeniu na język polski – ekshumacja, ma w Grecji miejsce zazwyczaj trzy lata po pogrzebie. Choć bardzo smutna, to jednak ważna uroczystość, jest nierozłączna z całą tradycją chowania zmarłych w Grecji. Podczas tej uroczystości wyjmuje się trumnę i kości, które się w niej znajdują. Osoby, które były bliskie zmarłemu, myją jego czaszkę oraz kości. Najpierw kości myje się zwykłą wodą, następnie obmywa się je czerwonym winem oraz bazylią. Następnie, przykryta białym płótnem czaszka, jest całowana przez najbliższych członków rodziny. Dopiero po takim rytuale czaszka oraz kości są wkładane do specjalnej skrzynki, którą wkłada się do specjalnego budynku na cmentarzu. Cała uroczystość jest aktem wspomnienia zmarłego, oddania mu czci oraz wyrazem miłości.

 

***

 

-Serio??? – chciałam się jedynie upewnić czy dobrze usłyszałam, kiedy o całym tym rytualne powiedział mi Jani.

-No…

-I ta tradycja funkcjonuje nawet teraz?

-No, tak! Zazwyczaj trzy lata po pogrzebie, trzeba odkopać kości, umyć je i schować do skrzynki. No i co w tym takiego dziwnego! – Janiemu opadły ręce.

Wciąż bardzo mnie to zaskakuje. Że Grecję od Polski, dzielą jedynie dwie i pół godziny lotu samolotem, a różnice kulturowe pomiędzy naszymi krajami, potrafią być często ogromne. Jak teraz wytłumaczyć Janiemu, że wyciąganie kości kogoś bliskiego, mycie ich, a później całowanie czaszki zmarłego członka rodziny, to jest jednak… Na jak to ująć??? Co najmniej… trudne?

-Ale zacznijmy od początku… – pytam, bo staram się zrozumieć –Po co coś takiego robić? Po co jest taka tradycja, taki zwyczaj? Co ma to na celu?

-Po to… – zaczyna Jani – Żeby człowiek uświadomił sobie, sam zobaczył, że śmierć jest częścią życia, żeby się z nią OSWOIŁ, a nie się jej bał! Żeby wiedział, że każdego z nas to czeka i że prędzej czy później każdy z nas stanie się takim zbiorem kości, które później zamienią się w proch…

Zaniemówiłam, bo było to zbyt mądre, żeby o coś go tu jeszcze uszczypnąć. Racja. Ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie, myć kości kogokolwiek z moich bliskich! W ogóle jakichkolwiek kości! Mimo wszystko… Nie! A no właśnie…

-No dobra… A dajmy na to, że… Tak hipotetycznie, że ja właśnie kopnęłam w kalendarz, pochowaliście mnie i mijają trzy lata. Odkopują mnie, zostają już jedynie kości… Czy jesteś w stanie je umyć i pocałować moją czaszkę?

-Pewnie! Przecież to jest wyraz szacunku, miłości, oddania! Oczywiście, że tak! – powiedział Jani krótko i zdecydowanie.

-Jani, mam do ciebie prośbę… To żeby między nami było jasne! Ja informuję cię o tym już teraz, że jestem zdecydowana na kremację!!!

 

TU! przeczytasz o tym, jak Grecy rozmawiają o śmierci.

 

 

Wyluzuj! Po co tak się spinasz?… niedziela, 1 listopada 2020

 

 

-Szok! Normalnie szok! Serio? Bo ja dalej nie wierzę! Zadzwonili do ciebie, że ta poczta jest czynna nie do 16.00, a do 17.00?! Jestem w szoku, jak to oni na tej poczcie nagle są „zorganizowani”! A tę karteczkę, gdzie moje nazwisko przekręcone jest na „Kaminskowicz”, to sobie zachowam! Prześlę mamie, albo lepiej… oprawię sobie w ramkę! – powiedziałam, po czym parsknęłam wypełnionym ironią śmiechem.

-Ale ty się nie cieszysz, że w końcu ta paczka do ciebie przyszła? – spytał cicho Jani.

-Cieszę się? Ja jestem… Po prostu przeszczęśliwa! – odpowiedziałam cynicznie i dodałam -Czekam na nią już trzy tygodnie! Trzy tygodnie! Co za „ekspresowy” serwis! Sprawdzałam… W Atenach trzymali ją całe trzy dni! No i powiedź ty mi, co ta paczka tam robiła całe trzy dni i to na dodatek robocze! Zawiadomienia, że paczka jest już na Korfu, to ten szanowny listonosz, którego w życiu raz na oczy nie widziałam, nawet nie raczył  wrzucić nam do skrzynki! I sobie spryciarze zapisali, że adresata nie zastano w domu! A przecież wiesz dobrze, że jak odbiorcy nie ma w domu, to listonosz zostawia jedną głupią, małą kartkę w skrzynce, że był, a odbiorcy nie było, więc niech se odbiorca odbierze przesyłkę na poczcie! Nawet tego nie było! I staliśmy na poczcie, w tej zasranej kolejce całe 20 minut, tylko po to żeby się dowiedzieć, że paczka jest w zupełnie innym urzędzie pocztowym! I nikt nie raczył nam to wcześniej powiedzieć!  I teraz ta baba z tej poczty dzwoni i niby taka ogarnięta i niby taka super dokładna i taka zorganizowana i mówi, że ta druga poczta jest zamykana o godzinę później? No, było jej powiedzieć, że dziękuję bardzo za informacje! Że dzięki niej, został uratowany honor całej greckiej poczty! Co za nonsens! To jest szczyt! – odpowiedziałam, a raczej odkrzyczałam tak, że aż tchu mi zabrakło.

-Wiesz co… – zaczął Jani –Weź wyluzuj. Po co ty się tak spinasz?

 

Tooonk!!! Jakbym dostała patelnią w głowę.  Te dwa krótkie zdania podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody.  Boże… Co ja wygaduje? Co ja takiego plotę? I że Jani musi tego słuchać… A skąd to się we mnie wzięło? I poczułam, że zrobiło mi się wstyd.

Wstyd przed sobą.

Wstyd przed Janim.

Wstyd przed Grekami.

Dokładnie jak pewien typ turystów, którzy wpadają na chwilę do Grecji. Nic im się tutaj nie podoba i najchętniej to wszystko by według siebie pozmieniali. Trajkoczą jak stare katarynki, narzekają na… Nierówno położone kafelki w hotelowej łazience. Niewykastrowane koty na greckich ulicach. Autobus, który się spóźnił. Że plaża miałam być pięć metrów od hotelu, a jest dziesięć. Że coś kosztowało siedem, a miało kosztować sześć. Że tynk odpada. Że druty wystają z dachów. Że nie mogą znaleźć kosza na śmieci… I że woda w morzu jest za słona. Że słońce za mocno świeci. I te delfiny… To one tak bez żadnej ochrony sobie w tej wodzie pływają? (Nie… nic tu sobie nie wymyśliłam. Każde z tych zdań, kiedyś od turystów słyszałam…) I tak gadają, gadają, gadają, gadają… Zazwyczaj na początku sezonu staram się być tolerancyjna. Tak mniej więcej w środku, zaczynam czuć, że nie mogę tego słuchać. A pod koniec lata… To jakbym tylko miała gdzieś pod ręką jakąś patelnię… To z przyjemnością bym jej użyła…

Znacie to. Najbardziej denerwują nas u innych NASZE WŁASNE WADY! Znacie, znacie. Każdy tak ma. I ja też nie jestem bez winy. Pracuję nad tym, bo o tym wiem, ale też czasami tak mam. Przyznaje, że jednym z moich grzechów, bywa narzekanie jak rozklekotana katarynka.

 

Rzeczywiście. Poprzedni tydzień był ciężki. Tyle się złego nagromadziło. Ale to ja sama wkręciłam się w oglądanie wiadomości, relacji ze strajków, wirtualne siedzenie w świecie, który jest daleko ode mnie.

Stop. Wzięłam głęboki wdech. A później powolny wydech. I spojrzałam wysoko w górę. Na niebie nie było ani jednej chmury. Słońce świeciło wysoko, oświetlając wszystko ze zdwojoną siłą. Takie światło jest domeną Grecji. W taki słoneczny dzień wszystko widać dużo wyraźniej. Kształty, kolory, cienie. Staliśmy na samym środku ulicy, która prowadziła do placu San Rocco. Ulice zalane były ludźmi. A tutaj na Korfu, jakoś tak, nikt nigdy nie pędzi. Jakby czas miał tu  inne znaczenie. Kawiarnie wypełnione po same brzegi. Ludzie przystają, rozmawiają, wciągając się w godzinne dyskusje, tak niby tylko w przelocie. I takie Korfu kocham najmocniej. Do takiego Korfu tęskniłam, kiedy zimą mieszkałam pod Atenami. O takie Korfu walczyliśmy, kiedy tego lata wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania. I takie właśnie Korfu wyśnione i wywalczone, mam.

-Wiesz co… Masz rację. No, tak ostatnio trochę ciężko mi było. Więc pewnie stąd to spięcie. – powiedziałam i poczułam,  że aż mięśnie twarzy mi puściły i że moja buzia przybrała zupełnie innego wyrazu.

-Choć, pójdziemy na kawę. Porobimy jedno wielkie „nic”, a jak już skończymy, to wracając odbierzemy tę paczkę. Przecież to tylko 10 minut autem stąd. Więc co za problem?

Tak zrobiliśmy. W  paczce był przepiękny wełniany, zimowy sweter w kolorze ciepłego beżu. Chwyciłam go i przyłożyłam do twarzy. Ucieszyło mnie, że na paczce są znaczki z Polski i pomyślałam, że gdzieś je sobie schowam. Przecież nie wszystko musi być tak konkretnie po coś.  Pierwszy raz odkąd mieszkam w Grecji, nie mogę zaplanować Świąt w domu. Nie wiem, czy uda mi się spotkać zimą z rodziną. Nie mogę zaplanować właściwie niczego. Ciekawe, co czekać będzie nas tej zimy?

 

TU! zobaczysz nasz filmik o jesieni na Korfu.

 

 

Sałatka z granatem… poniedziałek, 26 października 2020

 

Sałatka z granatem

 

Wyglądają tak pięknie, że naprawdę trudno się im oprzeć! Jakiś czas temu zalały nasze miejskie targowisko na Korfu. Czasem kupuje ich kilka, kładę na zwykłym białym talerzu i traktuję jako dekorację stołu.

Owoc granatu już od wieków, uznawany był za symboliczny owoc życia. Eliksir młodości, czy też symbol długowieczności. Dla starożytnych Greków był owocem Demeter, bogini płodności i urodzaju. Dlaczego? Rzecz jasna przez wzgląd na szalenie pozytywne właściwości dla naszego zdrowia. Granat mocno opóźnia procesy starzenia. Bardzo wzmacnia organizm. Świetnie wpływa między innymi na… płodność!

 

 

Dziś propozycja jak wykorzystać pestki owocu granatu. Co można z nimi zrobić?

Ta sałatka jest moim jesiennym odkryciem. Zasmakuje wam bez dwóch zdań. Smakuje jeszcze lepiej, niż wygląda na zdjęciach… To bardzo ciekawe zestawienie kilku różnych smaków. Cierpko – słodkiego smaku granatu i jabłka. Słonego parmezanu. I kwaskowatego sosu. Kto ma ochotę – do dzieła! Robi się ją bardzo szybko!

 

Składniki sałatki…

mieszanka liści sałaty lub najzwyklejsza sałata

solidna garść pestek granatu

kilka plasterków jabłka

orzechy włoskie (mogą być wcześniej uprażone)

kilka cienkich plastrów parmezanu

 

Sos do tej sałatki…

oliwa z oliwek 2 łyżki

ocet balsamiczny 1 i 1/2 łyżki

musztarda 1 łyżeczka

miód 1/2 łyżeczki

 

Składniki sosu trzeba bardzo dobrze razem rozmieszać i następnie polać powstałym sosem sałatkę.

To wszystko! Smacznego, już gotowe!

 

TU! przeczytasz na temat kuchni Korfu.

TUTAJ! zobaczysz jak wygląda nasza wycieczka kulinarna “Kuchnia Korfu”.

 

 

 

 

Podsumowanie sezonu 2020. Co działo się za kulisami?… niedziela, 18 października 2020

 

Czy jeszcze widać, że to ja?

 

Przetrwaliśmy sezon 2020 w turystyce. Ten fakt, jest dla mnie wielkim powodem do dumy. Standardowo, każdy sezon pracy na Korfu zaczynamy pod koniec kwietnia i pracujemy prawie do ostatnich dni października. W tym roku mogliśmy pracować dopiero po kilku pierwszych dniach lipca, a nasza praca niespodziewanie zakończyła się z początkiem października. W plecy mieliśmy więc połowę sezonu. Z powodu panującej pandemii w tym roku na Korfu przyleciało o 80% turystów mniej, w porównaniu do lata ubiegłego. Na wyspie mówi się, że sytuację uratowali Brytyjczycy i właśnie… Polacy, których w porównaniu do innych narodowości od początku sezonu, do końca września,  było naprawdę wielu. Mimo wszystko, spora liczba dużych hoteli, przez całe lato pozostała zamknięta. I nawet jeśli liczba turystów z Polski w porównaniu do innych narodowości była duża, to i tak w porównaniu do lat ubiegłych, była to ilość szczątkowa.

Restrykcją, która podczas tego sezonu była dla nas najcięższa to prawo,  według  którego w busach, autobusach oraz na statkach rejsowych, a nawet w niewielkich motorówkach i w taksówkach, mogliśmy zabierać jedynie 65% turystów. W znacznej mierze zarówno busy do samych transferów, jak i autobusy wycieczkowe musiały być w puste. Straty pracy w takich warunkach, łatwo przekalkulować. A straty dla całej greckiej turystyki, są  tego lata przerażające. Kolejnym utrudnieniem tego sezonu naszej pracy na Korfu, było zamknięcie granicy między Grecją, a Albanią. Nie mogliśmy więc działać z wycieczką do Albanii, która wśród polskich turystów cieszy się zawsze ogromną popularnością. Nikt nie przewidywał, że podczas tego sezonu będziemy musieli zmagać się z aż takimi trudnościami. Choć zdaje sobie sprawę, że i tak wielkim pozytywem jest to, że w ogóle mogliśmy pracować. Najgorszy scenariusz zakładał coś zupełnie innego.

Są takie sytuacje, których nie można zmienić. Nie da się zrobić niczego innego, jak się do nich dostosować. I to im szybciej, tym lepiej.

 

TU! przeczytasz na temat kuchni Korfu.

 

Greków kojarzy się zazwyczaj z lekkoduchami, którzy prawo bardziej intepretują niż przestrzegają. Podczas pandemii, ten stereotyp zupełnie się nie sprawdził. Zwłaszcza w samym środku tego szalonego sezonu, co chwilę mieliśmy kontrole. Kontrolowane były szczególnie wycieczki na statkach rejsowych. Jeśli na statku rejsowym policja portowa znalazła kogoś bez maseczki, kara dla tej osoby wynosiła 150 € i tym samym dla właściciela statku 2 tysiące €. Nie sposób kontrolować nieustannie wszystkich pasażerów. Kar nazbierało się więc sporo. W sierpniu sytuacja dotycząca wycieczek rejsowych wisiała już na włosku. Kilka razy właściciele statków wycieczkowych, grozili strajkiem lub definitywnym zakończeniem pracy w tym sezonie. Zwyczajnie nie byli w stanie sprostać tak surowym restrykcjom i nakładanym ciągle karom finansowym.

 

TU! przeczytasz o tym, co to jest „mati”.

 

Na to wszystko nałożył się totalny chaos informacyjny, ciągle zmieniające się prawo i coraz to inne restrykcje. Dodatkowo stres i napięcie. Myślę, że dla wielu osób sam fakt, że pracuje się w dobie pandemii z ludźmi z różnych części świata, był dodatkowym stresem.

Mimo wszystko, udało nam się! Po prostu zagryźliśmy zęby i postanowiliśmy, że będziemy pracować tyle, ile jest nam dane, najlepiej jak możemy w zaistniałych warunkach. Ostatecznie dostosowując się do wszystkiego co nowe, już po pierwszym przylocie naszych turystów z Polski, pracowaliśmy prawie codziennie, do momentu kiedy zmieniło się prawo. Od trzeciego października każdy turysta lecący do Grecji z Polski musi wykonywać test na koronawirusa. Co zrozumiałe, znaczyło to zakończenie dla nas i tak bardzo krótkiego sezonu letniego. Działaliśmy więc jedynie przez połowę sezonu, z wiele mniejszą liczbą turystów, bez jednej z najpopularniejszych wycieczek, dodatkowo dostosowując się do surowych obostrzeń. Pracowaliśmy przez dany nam czas na maksymalnych obrotach, ale myślę, że to również przez pomoc siły wyższej, udało się nam otrzymać jedną trzecią dochodu w stosunku do ubiegłego lata i tym samym uratowaliśmy nasz sezon. Przetrwaliśmy, myślę najgorsze. A to co nas nie zniszczyło, teraz nas tylko wzmacnia.

 

TUTAJ! przeczytasz o najpiękniejszej plaży na Zakinthos – Zatoce Wraku.

 

Jakie są prorokowania na nadchodzące lato 2021? Raczej nie ma co liczyć na to, że już w przyszłym roku, sytuacja w greckiej turystyce wróci zupełnie do stanu sprzed roku 2020. Z pewnością jednak nie będzie tak ciężko, jak tego lata. To co najgorsze, mamy już za sobą. Na Korfu mówi się o tym, że latem 2021 będzie od 60% do maksymalnie 80% turystów w porównaniu do lata 2019. Czy znikną wszystkie restrykcje? Trudno to przewidzieć. Ale raczej nastawiamy się, że również w przyszłym roku, podczas podróżowania będziemy musieli bardzo dbać o nasze zdrowie. I tak krok po kroku… Stopniowo świat będzie wracał do normalności.

 

 

 

 

Flamingi na Korfu. Przewodnik po KORFU, cz. 33… niedziela, 11 października 2020

 

 

Różnorodne, fantastyczne plaże rozsiane są na całym wybrzeżu Korfu. Niesamowite widoki, znajdują się tu wszędzie. Korfu to przy tym raj dla osób, które lubią zabytki, bo na wyspie jest ich ogromna ilość. A to jeszcze nie koniec! Nie można przecież zapomnieć, że na Korfu znajduje się wiele miejsc, gdzie można obcować z dziką przyrodą i spotkać wiele ciekawych gatunków roślin, ptaków, zwierząt. Z pewnością jednym z najciekawszych gatunków, które zobaczyć można na Korfu – są różowe flamingi!

 

 

Flamingi na Korfu są właśnie teraz, czyli jesienią. Już pod sam koniec lata przylatują na samo południe wyspy, gdzie znajduje się Laguna Korission. To szczególne miejsce powstało około 200 tysięcy lat temu, przez oddzielenie części morza wałem drobnego piachu, który dziś stanowi dziką plażę nazywaną Chalikounas. Laguna ma powierzchnię 427 ha, a jej teren znajduje się pod ochroną. Część laguny jest pod patronatem programu Natura 2000, którego celem jest szczególna ochrona ważnych dla terenu Unii Europejskiej obszarów przyrody.

 

Durrellowie na Korfu

 

Wybrzeża morza blisko Laguny Korission słyną z dzikich, ciągnących się kilometrami plaż, o jedwabiście delikatnym piachu. Jednak przede wszystkim jest to teren, który jest idealnym środowiskiem dla ptaków. Żyje tam około 120 różnych gatunków ptaków, z czego aż 86 jest pod ochroną! Na ternie laguny można spotkać między innymi kaczki, pelikany oraz kormorany, ogromną ilość motyli, żółwie wodne oraz węże. Trzeba przyznać, że najbardziej spektakularnie prezentują się przylatujące tam różowe flamingi.

Flaming Różowy, który występuje na terenie laguny, jest jednym z najbardziej popularnych gatunków flamingów na świecie. Można go spotkać w Afryce, w Azji Środkowej, ale również na terenie Europy, krajach takich jak Francja, Hiszpania czy też właśnie Grecja. Jest to bardzo duży gatunek ptaka, jego wysokość potrafi przekraczać 150 cm. Dzięki swojej eleganckiej sylwetce i niezwykle ciekawemu biało – różowemu ubarwieniu z elementami czerni, flamingi na stałe weszły do współczesnego świata pop kultury, jako częsty motyw dekoracyjny, który pojawia się właściwie wszędzie! Długie nogi, mocno wygięty dziób, część upierzenia skrzydeł, zawsze u flamingów są różowe. Zagięta końcówka dzioba oraz końcówki skrzydeł, są czarne. Cały korpus oraz esowato wygięta szyja zazwyczaj jest biała.

Dlaczego flamingi tak bardzo upodobały sobie teren Laguny Korission? Woda laguny w dużej części jest słona, a takiej właśnie wody potrzebują te ptaki. Na terenie laguny znajduje się również idealny dla flamingów pokarm, którym są skorupiaki, mięczaki oraz owady, robaki, glony i fragmenty roślin. W swoim naturalnym środowisku flamingi żyją około 30 lat.

 

 

Mini video – przewodnik po Salonikach

 

Każdego lata różowy flaming jest uwielbianym przez turystów motywem ubrań, gadżetów, różnych elementów dekoracji. Ale tak naprawdę zawsze najpiękniej wyglądają, kiedy widzi się je na łonie natury, zupełnie na dziko. Zestawienie bieli z delikatnym różem oraz mocnym kontrastem czerni, przyznać trzeba, że jest szalenie gustowne. Nie od dziś przecież wiadomo, że to właśnie natura jest niedoścignionym autorem wiecznie topowych na  świecie trendów!

 

 

Za udostepnienie tych pięknych zdjęć flamingów, podziękowania dla ich autora  – Giannis Gasteratos.

 

Caretta Caretta, czyli żółwie z wyspy Zakinthos

 

 

 

Jesteśmy w drugiej połowie szalonego sezonu 2020! Jak wygląda tegoroczne lato na Korfu?… niedziela, 23 sierpnia 2020

 

 

Kiedy w samym apogeum kwarantanny, w środku kwietnia, napisałam TEN post, w mediach społecznościowych wiele osób wylało na mnie wiadro pomyj. Że wakacje w Grecji nie będą możliwe. Że Korfu w ogóle nie będzie istnieć dla turystyki w tym sezonie. Że chyba nie mam piątej klepki, pisząc o tym, że otworzą się granice, a samoloty będą znów fruwać po niebie.

Z nieopisaną przyjemnością mogę napisać… A jednak miałam racje!

Stało się dokładnie tak jak napisałam w tym poście. Wakacje w Grecji i na Korfu były możliwe już od połowy czerwca, bo już wtedy można było przyjeżdżać autami. A pierwsze samoloty na lotnisku Korfu witaliśmy dokładnie 1 lipca. Działanie z naszymi wycieczkami zaczęliśmy kilka dni później.

Sezon ruszył. Turyści przylatują i tuż po otwarciu granic z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień było i jest ich coraz więcej. Co prawda nie w pełnym wymiarze i dostosowując się do bardzo restrykcyjnych zasad, ale na tyle na ile jest to możliwe na teraz, my pracujemy pełną parą.

Jakie są w tym roku wakacje na Korfu i wakacje w Grecji?

Kiedy rozmawiam z naszymi turystami, wszyscy są co do tego zgodni. Nie mogło być lepiej! Okazuje się, że i pandemia może mieć swoje spore plusy, bo dla typowego turysty tegoroczne wakacje w Grecji są dużo bardziej komfortowe niż we wszystkich poprzednich sezonach.

Mamy już drugą połowę sierpnia. Zawsze jest to szczyt szczytów turystycznego sezonu w Grecji. W najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscach, nie można zazwyczaj wbić szpilki! Wszędzie wylewają się tłumy ludzi z każdej części świata. Cała wyspa jest zakorkowana. Od ilości turystów można dostać zawrotu głowy. Niekończące się kolejki, korki, ścisk.

To jest już moja druga wizyta w Achillionie (więcej przeczytasz TU!). Byłam na Korfu cztery lata temu. I pamiętam dokładnie, że kiedy zwiedzaliśmy pałac, w środku było tyle ludzi, że nie mogłam oddychać! Z tej wizyty nie pamiętam nic poza tłumem ludzi. Tak bardzo chciałam zobaczyć to miejsce, ale te cztery lata temu,  miała ochotę jak najszybciej stamtąd wyjść! W tym roku w pałacu byliśmy raz jeszcze. Cały pałac zwiedzaliśmy my i jeszcze kilka pojedynczych osób.  Było przepięknie! Wszędzie cicho, spokojnie. W większości komnat byliśmy praktycznie sami! Mieliśmy to miejsce dla siebie! Dopiero teraz pałac Sisi zrobił na mnie wrażenie. Potwierdzam! Będąc na Korfu trzeba zobaczyć to miejsce!

To wypowiedź jednej z naszych tegorocznych turystek. No właśnie… Co prawda turystykę światową czeka poważny dół finansowy, ale dla turystów wakacje na Korfu w tym roku pozostają wyjątkowe. Wszędzie jest bardzo kameralnie. W wielu miejscach panuje błogi spokój, jakiego w środku lata nie było tu od ponad połowy wieku! Można spokojnie zwiedzać, doświadczać, odkrywać wyspę, z dala od tłumów. To największy plus tego lata, a tak komfortowa dla turystów sytuacja być może już więcej się nie powtórzy.

 

Paleokastritsa, kolejka na rejsy motorówkami, lipiec 2019

 

Paleokastritsa, kolejka na rejsy motorówkami, lipiec 2020 (dokładnie to samo miejsce…)

 

Co prawda samoloty na wyspę przylatują wypełnione, ale na terenie całej Grecji panują bardzo restrykcyjne obostrzenia. W autobusach i na statkach wycieczkowych nie może być zajętych więcej niż 65% miejsc. W praktyce oznacza to, że na wycieczkach i rejsach poza Korfu jest dużo bardziej kameralnie, a ceny większości wycieczek nie uległy wcale zmianie. Dzięki temu każdy turysta ma zapewniony komfort zwiedzania wyspy w dużo bardziej kameralnym gronie, na co nikt wcześniej nie mógł sobie pozwolić. Nigdzie nie trzeba stać w kolejkach, bo zwyczajnie tych w tym roku nie ma. Jakość wszelkiego typu usług znacznie również wzrosła. Każdy bardziej stara się by zatrzymać przy sobie turystę.

Kameralność i podwyższenie poziomu usług to jeszcze nie wszystko. Jadąc w tym roku na wakacje do Grecji, można wyszukać sporo ofert w dużo lepszej cenie. Pojawiły się dużo tańsze oferty lotów, hoteli i usług. Po całościowej kalkulacji często okazuje się, że wakacje spędzone w Grecji przy dobrze dobranej ofercie, są tańsze niż te w Polsce.

A co ze zdrowiem? Myślę, że mogą być sporo zaskoczeni ci, którzy mają Greków za lekkoduchów, którzy prawo bardziej „interpretują” niż rzeczywiście przestrzegają. A jednak… Tegoroczne restrykcje są w Grecji przestrzegane bardzo rygorystycznie. Na drogach są częste kontrole policji, która sprawdza liczbę pasażerów w autobusach oraz na statkach. Nie ma szans, by ktoś do sklepu wszedł bez maseczki! Tłumów nie ma, ale wszędzie dba się o zachowanie dystansów. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że przebywając na wakacjach w Grecji, można poczuć się bardziej bezpiecznie niż w Polsce… Turyści, którzy wracają z tegorocznych wakacji, są zgodni… Na Korfu można teraz spędzić swoje najlepsze wakacje! Warto przefiltrować wiadomości z serwisów informacyjnych. Konfrontacja sensacyjnych njusów, z tym co dzieje się po wyjściu z samolotu, okazuje się być często nonsensem. Warto łapać okazje, bo wakacje w Grecji, już chyba nigdy więcej nie będziemy spędzać w tak komfortowych warunkach!

Sprawdź ofertę ITAKI wakacji w Grecji!

 

 

O Kefalonii z perspektywy niezapowiedzianego mieszkańca… niedziela, 16 sierpień 2020

 

Assos

 

Tym razem na Sałatce post gościnny…

Agata Biedna mieszka na Kefalonii  i zna tę wyspę jak własną kieszeń. Razem ze swoim mężem Arisem są właścicielami biura, które organizuje wycieczki po Kefalonii. Koniecznie wpadnijcie na ich stronę, jeśli w swoich wakacyjnych planach macie właśnie tę wyspę! Dziś o Kefalonii – pisze Agata!

 

ecotravel-kefaloniaitaka.com

 

***

 

Widok na okolicę Lassi

 

Czasem zastanawiam się, czy to możliwe, że miejsce wybiera człowieka… Może jestem dziwakiem, ale uważam się za idealny tego przykład. Tak, miejsce może wybrać człowieka.

Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, jak dynamicznie potoczyła się moja historia. Zostawiłam całe dotychczasowe życie i zamieszkałam na jednej z najpiękniejszych wysp greckich – Kefalonii. Nigdy o tym nie marzyłam, nigdy nie przeszło mi to nawet przez myśl. Można powiedzieć, że znalazłam się tutaj zupełnie przez przypadek. Niekiedy nieśmiało myślę, że może było to moje przeznaczenie, odnaleziona karta z życia, którą los kiedyś zagubił, lecz odnalazł i to, co na niej napisane zaczęło się uparcie wypełniać.

 

Jedna z najpiękniejszych i najbardziej strzeżonych greckich wysp

Kefalonia jest wyspą wyjętą z zupełnie innego wymiaru. Zatrzymała się gdzieś na osi czasu, zbuntowała przeciw masowej turystyce, rosła w siłę z każdym dniem, gdy inne greckie wyspy oblegane przez turystów, zatracały swą dziewiczość. Ona, wyspa sponiewierana przez trzęsienia ziemi i liczne najazdy, nie poddała się i odbudowała swoje królestwo. Wyszła naprzeciw ludziom o wrażliwych sercach, przepełnionych emocjami nakreślonymi od nowa za każdym razem, gdy wkraczają w tajemniczy świat Kefalonii. Mimo kilku ładnych i kompletnie różnych lat tutaj, moje oczy nie przywykły do blasku, jaki zsyłany jest z nieba. Tak jak napisał Louise de Bernieres w swojej powieści “Mandolina kapitana Corellego”: (…) Światło jest tu tak jasne i tak czyste, że oślepia na moment i poraża, choć nie czuje się bólu (…). Wyspa kradnie serca, potwierdzam to ja i pewnie wiele innych osób, które powracają tu co roku lub nawet porzucają miejsce urodzenia, by móc usłyszeć dźwięk mandoliny, cicho nastrajającej i kojącej najbardziej skołatane myśli.

Na Kefalonii mamy jedne z najpiękniejszych plaż — pojawiającą się na szczycie rankingów plażę Myrtos, która usadowiła się pomiędzy dwoma górami, w pięknej zatoce i błyszczy niczym perła. Piękne plaże to tylko dodatek, akcent, niewielka dekoracja, która spowija antyczną ziemię. To, co ją jednak ukształtowało to niezliczone miejsca historyczne, pierwsze miasta założycielskie z ruinami akropoli, klasztory, których legendy to opowieści na miarę niejednej baśni, przyciągające tysiące osób. To moje ukochane i bardzo sentymentalne wioski tzw. ghost towns, czyli wioski zniszczone przez trzęsienia ziemi, gdzie można dostrzec, że życie ludzi zostało przerwane w pewnym, niespodziewanym momencie, ale nadal czuć tam ich obecność, żal i smutek, łzy wylane na spadające zewsząd mury domów… Ta wyspa jest kopalnią zagadek, których pewnie nigdy nie rozwiążemy. Są tu szczególne obszary, gdzie jaskinie połączone są ze sobą siecią podziemnych korytarzy. To raj dla osób kochających adrenalinę.

 

Plaża Myrtos

Plaża Lefka

Plaża Vouti

Plaża Dafnoudi

Plaża Avithos

 

Poszukuj, a znajdziesz i już nigdy nie zadowoli cię żadna komercja 

Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. I ja zgadzam się z tym w stu procentach. Im więcej na Kefalonii widziałam, im więcej ukrytych miejsc, gdzie ludzka stopa rzadko stąpa, tym mniej zachwycają mnie typowe atrakcje turystyczne i miejsca znane każdemu. Chcę czegoś więcej i nie liczę przy tym na łatwe rozwiązania. Nie oczekuję, że na wyciągnięcie ręki znajdę nowe plaże, nowe szlaki. Wiem, że jest to proces, który składa się z wielu etapów. Dlatego szukam, nieustannie szukam miejsc, o których wielu ludzi nie wie, zapomniało lub nigdy się nie dowie, bo już na samym starcie przekreśla je z uwagi na pewne trudności.

 

Mój nowy dom – chcę by każdy go szanował

Kefalonia jest teraz moim domem, miejscem, dla którego chcę jak najlepiej. Miejscem, które żyje w sezonie i poza nim. Pragnę więc, by ludzie dostrzegli lub chociaż spróbowali dostrzec, jaka jest na co dzień, jakie emocje towarzyszą osobie, która mieszka tutaj na stałe. Chcę, aby wiedzieli, że w najbardziej upalne dni w ciągu roku, gdy opowiadamy o Kefalonii, na naszej skórze mimowolnie pojawia się gęsia skórka. Chcę, aby wiedzieli, że czasem nie starcza czasu, by przekazać wszystkie informacje, które przewodnik powinien powiedzieć, bo tak bardzo skupiliśmy się na uczuciach płynących prosto z serca oraz opisem najróżniejszych, codziennych sytuacji, które nas spotkały. Życzę Kefalonii, by była zawsze miejscem, gdzie ludzie przeżywają swą pierwszą miłość do Grecji, żeby nie była miejscem dla przyjezdnych na kilka godzin, by poganiani z miejsca do miejsca, nie potrafili dostrzec jej czaru.

 

Farsa

Okolice Farsy

 

Jaka jest Moja Kefalonia?

Często sama zadaje sobie pytanie: jaka jest moja Kefalonia? Pierwsze co zawsze przychodzi mi na myśl to słowo zwariowana. Tak, to szalona wyspa, która śmie za każdym rogiem chować przed ludźmi, to o czym nie marzą w najśmielszych myślach. Każdego dnia jednak odpowiedź jest inna. Nigdy nie powtórzy się, bo kieruje nią to, co aktualnie dzieje się w moim życiu. Dzisiaj powiem Wam, że moja Kefalonia to wysokie, majestatyczne góry, obsiane przez skały wyrzeźbione przez wietrzne nożyce. To szlaki pokryte czerwoną ziemią, przez którą prześwitują stróżujące głazy. To plaże, do których schodzisz z uśmiechem i werwą, a wracasz przeklinając swe irracjonalne pomysły. To drogi na skróty, przez stado owiec czy byczków, zastanawiając się sto razy czy w razie potrzeby wygrasz z nimi bitwę. To wzgórza, gdzie jest się władcą widoków z owej minuty, która się nigdy już nie powtórzy. To miejsce, w którym możesz być sam, bez najbliższej rodziny, ale nigdy nie doświadczysz samotności – bo jesteś otoczony dobrem, energią i miłością, dzięki którym nawet największa tęsknota mija szybciej niż mrugnięcie oka. To miejsca, gdzie komercja nie zawitała ze strachu nad brakiem podręcznikowego wytłumaczenia emocjonalnych cudów. To miejsca z punktami, do których nie ma wyrysowanej mapy, gdzie czasem na drodze jest się zupełnie samemu, i ma się przeczucie, że w gęstych zaroślach tysiące kozich oczu obserwuje każdy krok, a drzewa kładą swe gałęzie we wskazującym kierunku. Tutaj wszystko ma miejsce, zwyczajnie — bo może. Nie ma przymusu, przyroda rządzi, czasem z poczuciem humoru a czasem ze złością, ludzie są tylko gośćmi, niezdarnie przeskakującymi strumień co z gór płynie, tworząc błotną barierę, w której utkwi nie jedna stopa… Słońce w tych miejscach zachodzi jakby wolniej, zmieniając barwy i grając światłem na zielonych liściach drzew, gdzie gdzieniegdzie szeleści usypiające życie… Całe te krajobrazy niczym z fikcji wyjęte są rzeczywistością dla tych, co wyobraźni dają upust, patrzą oczami duszy, nie boją się zanurzyć swych stóp w morzu życia… Są realne dla tych, co potrafią odnaleźć w sobie dziecięcą radość i poszukują, bo wiedzą, że w tym jest sens podróżowania. Kefalonia to w końcu miejsce, za którym tęsknota jest niewyrażalna, przeszywa duszę i serce na wskroś i drążyć będzie, dopóki nie wrócisz do tej ziemi spokojem i ciszą usłanej…

 

Jaskinia Melissani

Jaskinia z jeziorkiem

 

Odkrywaj Kefalonię bez pośpiechu razem z nami!

Zapraszamy Was serdecznie, byście otworzyli się na nowe doświadczenia, na coś, co z góry już przekreśliliście, podejmując decyzję o  zwiedzaniu Kefalonii na własną rękę. Zapraszamy Was, byście przyjęli od nas prezent, jakim jest nasza wiedza i uczucia, które wydrążyliśmy sami, nie oglądając się na innych, nie usiłując nigdy być kopią zastępczą, jakich dziś wiele. Cokolwiek uczynicie, wybierajcie mądrze, budujcie swoją świadomość i dojrzewajcie na prawdziwych podróżnych. Odkrywajcie, bądźcie dociekliwi i nigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń!

 

 

 

 

Palcem po wodzie pisane… sobota, 8 sierpnia 2020

 

Pierwszy dzień po zbyt długiej przerwie w pracy…

 

Nie zdążyłam… Nie wyrobiłam się z planem… Nawaliłam…

Życie… Które palcem po wodzie jest nam pisane…

 

Mój ostatni post na blogu, to zapowiedź ciszy, która będzie zakończona przewodnikiem. “Prawie skończony”, a “skończony” to jednak dwa zupełnie różne stany. Ten przewodnik jest taki właśnie  “prawie” już skończony. Miała być już dawno całość. Ale uśmiecham się sama do siebie… Że tak jak każdego roku śnieg zaskakuje kierowców w lutym, tak samo i mnie, zaskoczyli turyści na samym początku lipca…

 

Zaczęło się tak jak zakładaliśmy. Pierwsze samoloty odwołane, pozostałe prawie puste. Ale świat się odradza i już w pierwszym tygodniu lipca, mieliśmy ręce pełne roboty. Z dania na dzień i turystów i wycieczek było jeszcze i jeszcze więcej.

 

Turyści, którzy przylecieli na Korfu pierwszym samolotem 1 lipca. Przecieraliśmy oczy, kiedy ich widzieliśmy. Ludzie na lotnisku tego dnia płakali…

W lipcu po tym molo nie da się przejść…  By wziąć udział w rejsach przechodzą nim tłumy ludzi z każdej części Europy! W tym roku… No cóż, w lipcu turystów było “nieco” mniej…

Nasza pierwsza wycieczka w tym roku, na samym początku lipca – tu jesteśmy na Paxos!

 

Ten sezon jest zupełnie inny niż wszystkie wcześniejsze. Turystów na wyspie jest o jakieś 80% mniej. Wszędzie jest bardzo spokojnie i kameralnie. Fakt, że w Grecji i na Korfu są turyści, dla mnie jest niezwykłym szczęściem. A to, że nadal możemy pracować – jest dla mnie wielkim osiągnięciem. W mniejszych grupach, na innych zasadach, ale mimo wszystko – DO PRZODU!

 

W tym roku pływamy również do kontynentalnej Pargi! Tam jest przepięknie…

Kolejny dzień pracy za nami… Kolejny port zdobyty!

Ja za sterem! Kto płynie?!

 

Jest już pierwszy tydzień sierpnia. Od momentu, kiedy na Korfu pojawili się pierwsi turyści, pracujemy pełną parą, wyciskając z każdego danego nam dnia pracy, tyle ile się da! Bo tegoroczny seon jest już bardzo krótki.

Mój przewodnik po Korfu już jest, ale nie zdążyłam z zakończeniem korekty. A zostało jej jeszcze kilkanaście stron. Przez kilka pierwszych dni lipca, przysięgałam sobie, że ją skończę, ale kończyło się tak, że zasypiałam nad klawiaturą komputera. W tej chwili nie mam ani trochę czasu wolnego. Na szczęście mimo wszystko możemy pracować, postanowiłam więc skupić całą moją uwagę wyłącznie na pracy, a zakończenie przewodnika przenieść na koniec października. Mam nadzieję, że jesteście całości ciekawi…

 

Zawsze najlepiej z piratami! Giorgos, czyli jeden ze sterników z Paleokastritsa.

A tu nasz dj, ze statku którym pływamy w rejsy na Paxos i do Pargi. Jest przezabawny! Bomba pozytywnej energii!

Te widoki… Bardzo mi ich brakowało!

 

Tegoroczny sezon na Korfu, jest dla mnie szkołą życia. Sprawdzianem dla mnie. Sprawdzianem mojej siły i wytrzymałości psychicznej. Codziennie coś się tu zmienia. Nic nie jest pewne. Wiele dni obfituje w stres i liczne problemy. Jest to okres, w którym czuje jak grunt pod moimi nogami faluje, namacalnie wiem, że większość rzeczy jest pisana palcem po wodzie. To sprawdzian również dla relacji z innymi ludźmi. Żeby poznać drugiego człowieka, trzeba zjeść z nim beczkę soli. Ciekawe życiowe doświadczenie…

 

Są dni, kiedy przecieram oczy… Że mimo tych wszystkich problemów na świecie, na naszych trasach potrafi być was aż tak wiele!

 

No, ale… Po burzy ZAWSZE przecież wychodzi słońce…

Wczoraj miałam zaszczyt pokazywać najpiękniejsze widoki Korfu Kindze Preis.

Dla mnie, niesamowite doświadczenie.

Są takie dary od losu, takie dni, takie doświadczenia, które wynagradzają tak wiele…

Trzymajcie za nas bardzo mocno kciuki!

Bardzo się teraz przydają…

 

Kinga Preis i jej przewodnik po Korfu, czyli ja!