O co tak naprawdę chodziło temu Zorbie?…czwartek, 22 marca 2012

„-Zmiana życia – zmiana planów! Przestałem wspominać, co było wczoraj, przestałem myśleć, co będzie jutro! Interesuje mnie tylko to, co się dzieje dziś, teraz! Pytam siebie: „Co właśnie robisz, Zorba?”, „Śpię”. „Więc śpij dobrze!” „A co robisz obecnie, Zorba?” „Pracuję”. „Więc pracuj dobrze!” „Co robisz teraz, Zorba?” „Całuję kobietę”. „Więc całuj ją mocno, Zorba, zapomnij o wszystkim, nic więcej nie istnieje na świecie, tylko ona i ty!”[1]
       -A co teraz ciekawego czytasz Dorota? – spytała mnie jakiś czas temu moja dobra przyjaciółka.
-„Greka Zorbę”.
     Nie wiem zupełnie jaki był wtedy mój wyraz twarzy, ale jak do dziś wspomina Estera, wyrysowało się na niej coś takiego – że tak jak stałyśmy zawróciłyśmy do księgarni po jeden egzemplarz.
     Zorba to z pewnością najbardziej popularny grecki bohater. (Nie licząc oczywiście tych mitologicznych, ale to już zupełnie inna bajka.) Zorba i Zorba – wszędzie gdzie pojawia się temat Grecji, to nazwisko pojawia się niezmiennie. Na czym więc właściwie polega fenomen tego bohatera?
     Gdyby streścić całą książkę, brzmiało by to mniej więcej tak: … młody człowiek z pewną ilością pieniędzy przybywa na Kretę, by tam robić interesy. W drodze spotyka owego Zorbę – typowego z wyglądu, krzykliwego Greka, który staje się jego współpracownikiem i przyjacielem, z którym mieszka na Krecie.  … Ogólnie, szczerze ujmując – nudy. Podobnych historii setki, jak nie tysiące. Dlaczego więc to właśnie nie kto inny jak Zorba tak mocno osiadł we współczesnej kulturze?
    Ta książka to po prostu  fenomen. Po jej pierwszym zdaniu „Po raz pierwszy spotkałem go w Pireusie…”, nie można się od niej odkleić. To jest czysta poezja, można  uśmiać się do łez. Ma się przy tym ochotę  naprawdę odłożyć w kąt wszelkie psychologiczne poradniki.
      Zobra to człowiek, który … – on naprawdę wiedział jak żyć. Jeśli przeczytacie gdzieś, że tańczy i ciągle się śmieje – to wielkie spłycenie. Jak sam się przyznaje: kradł, zabijał i cały czas romansował – nigdy nie przestawał jednak po prostu żyć. Chodzi zawsze jakby brudny, w czymś umorusany i jakby zawsze lekko spocony. Jeśli je lub pije – to zawsze tylko jak wygłodniałe zwierze. Jeśli pracuje – zdziera skórę do samej krwi. A jeśli w końcu kocha – zapomina o całym świecie i wtedy nie liczy się już zupełnie, zupełnie nic.  Jest jednym z ludzi, którzy nie skończyli żadnej szkoły. Być może nie przeczytał do końca jednej  książki – o życiu jednak wszystko wie.  Śmieje się całym sobą. Tańczy każdą najmniejszą komórką. Walczy zawsze jakby do uratowania  miał cały świat.
    Zorba to również uosobienie wszystkiego, co w Grekach jest najpiękniejsze: wolność, radość i lekkość życia, niesamowita szczerość i głęboki śmiech. Być może trochę naiwnie myślę, ale  w nim tkwi jakiś klucz do rozwiązania problemu greckiego kryzysu. Jeśli bowiem Zorba nie musiał – nigdy nie pracował. Lenił się i zawsze z gestem wydawał wszystko co miał. Robił  tak – zawsze kiedy mógł. Jeśli istniała jednak potrzeba – pracował za trzech i z całą pasją oddawał się w każdą najdrobniejszą rzecz.
    Z rzadka można znaleźć przypadki, kiedy film jest tak samo dobry jak książka. Książka jest w każdym zdaniu piękna, ale z drugiej strony – nie ma nic bardziej genialnego jak w tej roli Anthony Quinn. 
    Tak samo ja jak i zapewne Estera, mamy ostatnią stronę pokarbowaną od łez. Nie zdradzę, choć bardzo bym chciała, jak(!) umiera ten najsłynniejszy Grek. Dodam tylko, że zawsze jak o tym myślę – przechodzi mi każda chandra, zaczynam śmiać się trzy razy głośniej i prozaicznie – chce mi się żyć.
„Naucz mnie tańczyć Zobra”, czyli „Naucz mnie tak właśnie żyć.”

 


[1] Nikos Kazantzakis, Grek Zorba, Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 236

14 myśli nt. „O co tak naprawdę chodziło temu Zorbie?…czwartek, 22 marca 2012

    • :)Tylko w tawernie gdzie się pije ,je,tańczy i rozbija zapłacone wcześniej talerze.Czasem jakaś butelka spadnie ze stołu,ale to wypadek.Fantazja dobrze bawiącego się Greka nie zna granic.

    • haha:)) Wydaje mi się, że to jest dobre na rozładowanie energii. Często sama mam na to ochotę!Kiedyś byłam na takiej studenckiej imprezie domowej, gdzie gospodarz sam nagromadził butelki i własnoręcznie walił nimo pod koniec o podłogę… Ubaw miał po pachy!

  1. Polecam wszystkim!! Można delektowałam się łykiem kawy, Ja delektowałam się każdym akapitem książki. Czytałam bez pośpiechu, niechcąca by historia dobiegła końca. I choć przepłakałam ostanie strony, to wciąż jej treść jest dla mnie żywa…

    • Napewno we dwie nigdy tego nie zapomnimy! Ja też czytałam tą książkę bardzo długo….Nie skłamię jak powiem, że jakieś pół roku. Taszczyłam ją w torbie wszędzie, pewnie za jakiś czas znowu do niej wrócę.Ściski Estera!!

  2. Dorotko,

    Uwielbiam Twojego bloga, odkryłam go parę dni temu i było to odkrycie wprost jak parę lat temu…”spotkałem go w Pireusie…” powiem, tak że prawdziwą poezją są nazwy tysiąca greckich wysp, brzmią jak najpiękniejsza melodia. Książką się delektowałam z prawdziwą przyjemnością, a na końcu łzy. Pierwszy chyba raz w życiu tak szczerze pokochałam postać literacką! Zaskakująca i odkrywcza była dla mnie filozofia Aleksego. Bo ja…pragnę tak żyć! dlatego kocham Grecję i Greków bo oni naprawdę tacy są, dokładnie tak jak piszesz: hedonisci. Uwielbiam powiedzenie Babci Twojego J, bo uważam, że jest najprawdziwiej doskonałe “problemy powierzam Bogu, dlatego nie mam ich wcale” . CUDOWNE!!! Pozdrawiam Cię Dorotko i wracam do Twojego cudnego, pełnego humoru bloga 🙂 wiola

  3. Amazing blog! Is your theme custom made or did you
    download it from somewhere? A theme like yours with a few simple adjustements would really make my blog stand out.

    Please let me know where you got your design. Cheers

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *