Palcem po wodzie pisane… sobota, 8 sierpnia 2020

 

Pierwszy dzień po zbyt długiej przerwie w pracy…

 

Nie zdążyłam… Nie wyrobiłam się z planem… Nawaliłam…

Życie… Które palcem po wodzie jest nam pisane…

 

Mój ostatni post na blogu, to zapowiedź ciszy, która będzie zakończona przewodnikiem. “Prawie skończony”, a “skończony” to jednak dwa zupełnie różne stany. Ten przewodnik jest taki właśnie  “prawie” już skończony. Miała być już dawno całość. Ale uśmiecham się sama do siebie… Że tak jak każdego roku śnieg zaskakuje kierowców w lutym, tak samo i mnie, zaskoczyli turyści na samym początku lipca…

 

Zaczęło się tak jak zakładaliśmy. Pierwsze samoloty odwołane, pozostałe prawie puste. Ale świat się odradza i już w pierwszym tygodniu lipca, mieliśmy ręce pełne roboty. Z dania na dzień i turystów i wycieczek było jeszcze i jeszcze więcej.

 

Turyści, którzy przylecieli na Korfu pierwszym samolotem 1 lipca. Przecieraliśmy oczy, kiedy ich widzieliśmy. Ludzie na lotnisku tego dnia płakali…

W lipcu po tym molo nie da się przejść…  By wziąć udział w rejsach przechodzą nim tłumy ludzi z każdej części Europy! W tym roku… No cóż, w lipcu turystów było “nieco” mniej…

Nasza pierwsza wycieczka w tym roku, na samym początku lipca – tu jesteśmy na Paxos!

 

Ten sezon jest zupełnie inny niż wszystkie wcześniejsze. Turystów na wyspie jest o jakieś 80% mniej. Wszędzie jest bardzo spokojnie i kameralnie. Fakt, że w Grecji i na Korfu są turyści, dla mnie jest niezwykłym szczęściem. A to, że nadal możemy pracować – jest dla mnie wielkim osiągnięciem. W mniejszych grupach, na innych zasadach, ale mimo wszystko – DO PRZODU!

 

W tym roku pływamy również do kontynentalnej Pargi! Tam jest przepięknie…

Kolejny dzień pracy za nami… Kolejny port zdobyty!

Ja za sterem! Kto płynie?!

 

Jest już pierwszy tydzień sierpnia. Od momentu, kiedy na Korfu pojawili się pierwsi turyści, pracujemy pełną parą, wyciskając z każdego danego nam dnia pracy, tyle ile się da! Bo tegoroczny seon jest już bardzo krótki.

Mój przewodnik po Korfu już jest, ale nie zdążyłam z zakończeniem korekty. A zostało jej jeszcze kilkanaście stron. Przez kilka pierwszych dni lipca, przysięgałam sobie, że ją skończę, ale kończyło się tak, że zasypiałam nad klawiaturą komputera. W tej chwili nie mam ani trochę czasu wolnego. Na szczęście mimo wszystko możemy pracować, postanowiłam więc skupić całą moją uwagę wyłącznie na pracy, a zakończenie przewodnika przenieść na koniec października. Mam nadzieję, że jesteście całości ciekawi…

 

Zawsze najlepiej z piratami! Giorgos, czyli jeden ze sterników z Paleokastritsa.

A tu nasz dj, ze statku którym pływamy w rejsy na Paxos i do Pargi. Jest przezabawny! Bomba pozytywnej energii!

Te widoki… Bardzo mi ich brakowało!

 

Tegoroczny sezon na Korfu, jest dla mnie szkołą życia. Sprawdzianem dla mnie. Sprawdzianem mojej siły i wytrzymałości psychicznej. Codziennie coś się tu zmienia. Nic nie jest pewne. Wiele dni obfituje w stres i liczne problemy. Jest to okres, w którym czuje jak grunt pod moimi nogami faluje, namacalnie wiem, że większość rzeczy jest pisana palcem po wodzie. To sprawdzian również dla relacji z innymi ludźmi. Żeby poznać drugiego człowieka, trzeba zjeść z nim beczkę soli. Ciekawe życiowe doświadczenie…

 

Są dni, kiedy przecieram oczy… Że mimo tych wszystkich problemów na świecie, na naszych trasach potrafi być was aż tak wiele!

 

No, ale… Po burzy ZAWSZE przecież wychodzi słońce…

Wczoraj miałam zaszczyt pokazywać najpiękniejsze widoki Korfu Kindze Preis.

Dla mnie, niesamowite doświadczenie.

Są takie dary od losu, takie dni, takie doświadczenia, które wynagradzają tak wiele…

Trzymajcie za nas bardzo mocno kciuki!

Bardzo się teraz przydają…

 

Kinga Preis i jej przewodnik po Korfu, czyli ja!

 

 

 

Gdzie znajduje się Campiello? I co to jest “kandounia”? Przewodnik po KORFU, cz. 32… niedziela, 18 maja 2020

 

Miasto Korfu, Campiello

 

Piękno tego mikro – świata, potrafi być nieco abstrakcyjne. Często kryje się w odpadającym tynku i przypadkowym zestawieniu barw warstw, które się pod nim odsłaniają. Zbyt jaskrawym kolorze okiennic, które na wpół już wiszą, jakby przy następnym powiewie wiatru miały odpaść. Roślinach, które wyrastają wszędzie, którym do szczęścia potrzeba tylko kilka ziaren ziemi i kropla wody. Słońce robi tu przecież swoje. W wiszącym między budynkami praniu, które faluje na wietrze. Zgarbionej postaci, która cicho się przemieszcza. Jeszcze tu jest, ale za chwilę już zniknie za zakrętem, w następnej uliczce. I już nigdy jej nie będzie.

 

*

 

Campiello, to najstarsza część miasta Korfu, która właściwie w całości została zbudowana jeszcze przez Wenecjan. Dlatego jej zabudowania, to idealny przykład architektury typowo włoskiej. Domy są wysokie, zazwyczaj kilkupiętrowe, bo tak można było wykorzystać dla większej ilości mieszkań, cenną tu przestrzeń. Są zbudowane bardzo blisko siebie. Każdy budynek ma inny kolor, dlatego w Campiello wszędzie jest kolorowo. Najstarsze budynki powstały jeszcze w XVI wieku.

Kiedy spaceruje się po Campiello, jest się jakby w innym świecie. Nigdy nie ma tam zbyt wielu osób, bo przecież wszyscy zwiedzają centrum. Ale to właśnie w tej części cicho toczy się to prawdziwe życie. W labiryncie wąskich uliczek, czyli z języka włoskiego – kandounii. Tu nie działają już żadne nawigacje. Nie sprawdzają się żadne mapy. A jedynym wyjściem, jest się tu zgubić…

 

 

TUTAJ! przeczytasz więcej o najważniejszych zabytkach miasta Korfu.

TU! zobaczysz filmik o mieście Korfu.

TUTAJ! przeczytasz o historii wyspy Korfu.

 

 

 

 

Są w życiu pewne stałości. Rejsy w Paleokastritsy, sternicy i święto sardynki… środa, 22 kwietnia, 2020

 

No i w drogę! Szczęśliwie płyniemy w rejs…

 

Na całej Korfu mówi się, że Paleokastritsa to jest zupełnie inny świat. Tak między nami – nie tylko z powodu rajskich widoków, chociaż przez to również. Ale przede wszystkim, dlatego że w tej niewielkiej wiosce, panuje bardzo specyficzny klimat pracy. Paleokastritsa, to jedna z najpiękniejszych wiosek na Korfu, znajduje się w północno – zachodniej części wyspy. Jest tam tak pięknie, że kiedy jedzie się tam pierwszy raz, dosłownie nogi się pod człowiekiem uginają. Atrakcją numer jeden w tej wiosce, są słynne rejsy po wybrzeżu i okolicznych grotach.  Żeby wziąć udział w tych rejsach, czy też by wypłynąć do Rajskiej Plaży, do Paleokastritsy zjeżdżają się ludzie z każdej części świata.

Dla większości osób, które pracują w turystyce, na hasło „Paleokastritsa” ciśnienie od razu się podnosi. W Paleokastritsy zawsze wszyscy się kłócą. Kiedy jest szczyt sezonu to nie bata, że przyjedzie się z grupą i wszystko pójdzie gładko. W starciu ze sternikami, zawsze trzeba się postawić, przekrzyczeć, nie da się uniknąć kłótni. Jeden sternik strajkuje. Drugi chce płynąć jako pierwszy. Trzeci popłynie tu, ale już nie tam. Czwarty ma teraz przerwę  i w tej chwili musi koniecznie wypić kawę. Biorąc pod uwagę ilość turystów, gdzie każdy jest przedstawicielem innej mentalności, kultury i mówi w innym języku – zawsze panuje tam turystyczna Sodoma i Gomora.

TU! zobaczysz filmik o rejsach w Paleokastritrsa.

TUTAJ! przeczytasz więcej o Rajskiej Plaży na Korfu.

 

*

 

Było to albo pod koniec ubiegłego sezonu, albo jakoś dwa lata temu. Powoli kończyło się już gorące, greckie lato. I nagle lunął deszcz. Raz silniej, raz lżej padało na Korfu przez kilka dni prawie bez przerwy na słońce. Tak czasem dzieje się na wyspie i jest to oznaka, że zbliża się jesień. Podczas jednego z tych dni jechaliśmy z grupą na wycieczkę. Pamiętam, że kiedy już wjeżdżaliśmy do Paleokastritsa pomyślałam, że co prawda z rejsu to raczej będą nici, ale przynajmniej dziś będzie spokojnie. W spokoju wypiję kawę i choć raz w życiu miło z chłopakami sobie pogadamy.

Kiedy sezon trwa w pełni, dla każdego nawet dzień, dwa przerwy w pracy stanowią zwyczajnie stres. W trakcie dość krótkiego sezonu, każdy dzień który minął, już przecież nie wróci. Mnie osobiście stresuje to zawsze, kiedy dzieje się coś, co uniemożliwia mi plany związane z pracą. Kiedy więc już wjeżdżaliśmy do Paleokastritsy byłam przekonana, że sternicy będą w stresie.

Chwila czasu wolnego, więc siadam obok grupy sterników i zamawiam kawę. Rzeczywiście, dziś co prawda ulewy nie ma, ale są bardzo wysokie fale. Morze jest wściekłe. Nikt nigdzie nie popłynie. Niewielkie molo bezwładnie buja się na wysokich falach. Dwóch sterników, którzy siedzą obok mnie ubrani w jesienne swetry, grają w tawli. Jeden wali kostkami o tablicę, mocniej od drugiego. Trochę tak jakby ta gra polegała na tym, kto uderzy kostkami mocniej. Obydwaj klną przy tym jak szewcy! Cała uwaga i wszystkie zmysły, skoncentrowane na grze. Siedzę i się uśmiecham. Do mojego stolika dosiada się trzeci sternik. Rozchodzone buty wysuwają mu się ze stóp, rozczochrane włosy, kurtka wyjęta jak psu z gardła. Siada i od razu się śmieje. Zastanawiam się, co mu tak wesoło. Niby piję ciepłą herbatę, ale ja czuje zapach Metaxy.

-Jorgo!

-No co… Wolne dziś! Herbatki nie można się napić? Chcesz, to ci też naleje! Ta najlepsza, zobacz, z pięcioma gwiazdkami.

-Daj mi spokój! Ja nie mogę…

-Oj, tam nie mogę, nie mogę… – siedzi, pije, śmieje się i patrzy w morze, a ja czuje, że chyba nikomu dziś nie w głowie już praca. Próbuje nieco zmienić temat, więc pytam, bo to akurat pierwsze co mi na myśl wpada:

-A wiesz, że dziś w Ipssos jest święto sardynek? Jak skończymy wcześniej, to jadę zobaczyć, spróbować… Ciekawe jak będzie?

-Taaak! To może ja też pojadę! Spiro! – woła do przechodzącego obok kolejnego sternika. Swoją drogą to ciekawe, że mają dzień wolny, a widzę, że wszyscy na stanowiskach pracy. Podchodzi Spiro. Idzie z paczką chipsów i beztrosko sobie je podjada. – Spiro, słyszałeś że dziś w Ipssos jest święto sardynek? Może podjedziemy?

-Ach, tak… No, a w jakiej cenie będą te sardynki? – pyta Spiro.

-Ja nie wiem, ale jak święto, no to chyba będą za darmo! – mówi Jorgo.

Jeden ze sterników, co gra z drugim w tawli, woła:

-Jakie za darmo! Nic za darmo nie masz! Na pewno trzeba płacić!

-Ale jak święto, to święto! Za darmo powinni dawać te sardynki, no bo to święto!– krzyczy Spiro jedząc chipsy.

-Wiesz coś o tym? – dopytuje Jorgo i patrzy mi głęboko w oczy. Zanim jeszcze zdążyłam otworzyć usta, jedne ze sterników, ten co gra w tawli, woła:

-A jak jest festiwal piwa Sipro, ten w Arillas, to piwo dostajesz za darmo? Jakby było za darmo, to przecież by zbankrutowali!

 

TU! przeczytasz o festiwalu piwa w Arillas.

 

-Ale piwo, to piwo. A sardynka, to sardynka! Ja nie jadę nigdzie, jak nie ma za darmo.

Nie minęło dziesięć minut, a zebrało się ich grubo ponad dziesięciu. Skąd ich tam tylu, sama nie wiem. Tych dwóch co grało w tawli, to nawet o tawli już zapomnieli i jeden krzyczy przez drugiego: że te sardynki to powinny być za darmo, bo jak nie to jest głupota, drugi że trzeba płacić, a jeszcze inny, że one to na pewno będą nawet droższe i to ze dwa razy.

-Co, ale to jest już nonsens! Poczekaj, czekaj… To ja mam jechać z Liapades do Ipssos, wydawać na benzynę, płacić piwo, które będę sobie chciał kupić i jeszcze mam płacić za sardynki??? To jaki jest cel tego święta? My mamy świętować, czy rybakom trzeba dać więcej zarobić?

-No… Co ja mam ci powiedzieć? Tak to w tym Ipssos działa. Z tego co słyszałem za sardynki na święto sardynek w Ipssos, trzeba będzie płacić!

-To ja zrobię tak! Ja na  jutro uchwalam święto sternika, tutaj w Paleokastritsy i  niech przyjadą wszyscy i rejs po grotach będzie kosztować nie dziesięć euro, a dwadzieścia! No bo jak święto sternika, to święto! Więc będzie to polegać na tym, że tego dnia będziemy zarabiać podwójnie!

-Co ty opowiadasz! Spiro! Zidiociałeś! Słońce ci mózg chyba przypaliło!

-Co? Ja… Nie mów tak do mnie! Tak do mnie nie mów! Chcesz, żebym  ci przywalił?

I się zaczyna… Jeden krzyczy przez drugiego. Wyzwiska i przekleństwa. Zebrali się już wszyscy i jest wielka dyskusja: czy sardynka podczas święta sardynki w Ipssos ma być za darmo, po normalnej cenie, czy ma kosztować podwójnie…

Na szczęście widzę, że wraca moja grupa. Podnoszę się z krzesła, ale nawet nikt nie widzi, że wstaje. Więc mówię właściwie sama do siebie:

-Do widzenia, do jutra! To ja panom dziękuję!

Idę do autobusu, a raczej już się ewakuuję.

Po co ja  o tym w ogóle mówiłam? O tym święcie. Ipssos i sardynkach… Nawet jak mają wolne, kłócą się jak zawsze! A może to i dobrze, że są w tym życiu jakieś stałości?

 

Kiedy jest szczyt sezonu, kolejka na na rejs po grotach potrafi być taka…

…albo nawet taka!

 

 

Koronawirus w Grecji. Sytuacja na teraz. Prognozy na nadchodzący sezon na Korfu… środa, 15 kwietnia 2020

 

 

 

W ostatnim czasie żadne inne pytanie nie powracało tak często, jak pytanie o koronawirusa w Grecji i wakacje na Korfu. Stąd dzisiejszy post. Ważna uwaga. Wszystkie zawarte tu informacje, aktualne są na teraz, bo cała sytuacja zmienia się dynamicznie. Jednak kwarantanna w Grecji trwa już miesiąc. I po tym czasie można stwierdzić na czym stoimy. Myślę również, że przyszedł czas na pierwsze prognozy jak może kształtować się nadchodzący sezon na Korfu i w Grecji.

 

Dziś, czyli 15 kwietnia 2020 roku liczba osób, które zostały zarażone w Grecji koronawirusem wynosi około 2 200 osób, 102 osoby z tego powodu zmarły. Na Korfu wirusa stwierdzono u 4 osób. Porównując te liczby z innymi krajami Europy, sytuacja w Grecji jest bardzo dobra. Z tego wynika, że Grekom udaje się uniknąć włoskiego scenariusza.

W Grecji bardzo szybko została wprowadzona ostra kwarantanna. Z dnia na dzień Grecy pozamykali kawiarnie, restauracje, tawerny. Później zostały zamknięte sklepy odzieżowe, czy też kosmetyczne, czyli takie bez których można się na co dzień obejść. Wkrótce po tym został wprowadzony restrykcyjny zakaz wychodzenia bez powodu. Od dłuższego czasu wszystkie nasze wyjścia musimy zgłaszać za pomocą wysyłania smsa. Powodów jest tylko kilka, na przykład: wizyta u lekarza, apteka, niezbędne zakupy, sport. Przy sobie zawsze trzeba mieć potwierdzenie na przykład w postaci smsa zwrotnego oraz dowód osobisty. I to wcale nie jest zabawa. Wszędzie jest bardzo dużo policji, która wszystko kontroluje. Można dostać mandat, za to, że zakupy robi się nie w tym sklepie, który jest najbliżej naszego domu. Mi już nie udało się uniknąć mandatu za to, że nie miałam przy sobie dowodu osobistego. Najdroższy spacer mojego życia. Kosztował całe 150€ i nie ma przeproś. Wniosek o umorzenie – odrzucony.

Myślę, że to również dzięki temu sytuacja w Grecji jest naprawdę bardzo dobra. Grecy pokazują teraz swoją zupełnie inną twarz. Znacie ich pewnie jako wiecznie uśmiechniętych lekkoduchów, którzy prawo bardziej interpretują niż przestrzegają. W tym wypadku jest inaczej. Większość ludzi zwyczajnie się boi i zasady kwarantanny bierze naprawdę serio. I bardzo dobrze! Im bardziej będziemy się teraz pilnować, tym szybciej będzie lepiej.

 

My powoli przyzwyczailiśmy się do myśli, że nie możemy na sto procent przewidzieć co stanie się w sezonie letnim. Nic teraz nie jest pewne, z resztą jak na całym świecie. Jakieś dwa miesiące temu zakładałam, że już teraz będą odbywać się nasze pierwsze wycieczki. I zupełnym nonsensem wydawała mi się sytuacja, którą mamy teraz. Jednak w całym tym bałaganie, mamy już jakieś liczby, po miesiącu widzimy jak kształtuje się sytuacja i co się dzieje. Na chwilę obecną mówi się, że najpewniej ostra kwarantanna w Grecji trwać będzie do końca kwietnia. Szczególnie ma być pilnowana w okresie Wielkanocy, która  w Grecji zaczyna się w sobotę. Grecy obawiają się, że jeśli kwarantanna ściągnięta byłaby wcześniej, wtedy rodzinne spotkania i podróże, znacznie pogorszą sytuację. Dlatego dopiero po 27 kwietnia stopniowo kwarantanna będzie znikać, aż pewnie zupełnie po czasie zostanie ściągnięta.

Choć nie ma jeszcze oficjalnej informacji, na chwilę obecną wakacje w Grecji w maju będą raczej niemożliwe. Pod wielkim znakiem zapytania jest miesiąc czerwiec. Czas jeszcze pokaże, bo do czerwca mamy jeszcze półtora miesiąca, jednak czerwiec z pewnością nie będzie pracowitym miesiącem w Grecji. Coraz częściej powtarzaną informacją jest to, że turyści będą przylatywać do Grecji od lipca, aż do samego końca sezonu. To informacja, która pojawia się najczęściej i wydaje mi się, że na chwilę obecną jest ona najbardziej racjonalna.

W internecie, co jakiś czas pojawiają się informacje, że przyjazd do Grecji w tym roku będzie zupełnie niemożliwy. Z informacji które mamy, patrząc na statystyki i czytając greckie strony internetowe – te informacje są wyssane z palca. Zdajemy sobie sprawę, że to może nie być najlepszy sezon,  ale w żadnym wiarygodnym źródle nie ma informacji, że wyjazd w tym roku do Grecji będzie zupełnie niemożliwy. Grecja najprawdopodobniej będzie się otwierać dla turystów, ale w późniejszym terminie.

Maj pozostaje już raczej mało osiągalny. Czerwiec jest pod znakiem zapytania. Lipiec i dalsze miesiące to już terminy, kiedy będzie można przyjeżdżać. Być może nie wszyscy i być może dostosowując się do określonych zasad, ale jednak.

To jest moim zdaniem najbardziej racjonalna prognoza, o którą tak często teraz pytacie.

 

 

 

Mój marzec. Ależ pieprznęło! Jak zbroję się na co dzień i co planuję w kwietniu… sobota, 4 kwietnia 2020

 

 

Boże, kto by pomyślał… Jakby ktoś podgrzewał mleko i na chwilę wyszedł z kuchni. Mleko zaczyna delikatnie, lekko wyczuwalnie się przypalać, a ten ktoś jeszcze nie biegnie, bo myśli, że nic jeszcze się nie dzieje. Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą. Za chwilę podejdę i sprawdzę, co z zawartością garnka. I nagle wykipi. Rozleje się po rozgrzanej kuchence, oblepi ją i zacznie śmierdzieć przeokropnie. Dopiero wtedy ten ktoś biegnie. Rozlało się. Przypaliło się na gorącym palniku. Śmierdzi w kuchni i w całym mieszkaniu. Słodko śmierdzący zapach czuć już wszędzie. I trochę potrwa czyszczenie, a później bardzo dokładne wietrzenie całego domu, całej kuchni.

Przeglądam zdjęcia w moim telefonie. Jedno z nich zrobione w pierwszych dniach marca. Dzień, kiedy tak po prostu, wyszliśmy z domu, podjechaliśmy do miasta i poszliśmy na kawę na Liston. Ciepły, słoneczny dzień greckiego przedwiośnia. Promienie słońca, tak samo jak ludzie tego dnia, rozlewały się wszędzie. Siedzieliśmy i piliśmy kawę. Ciesząc się chwilą. To była moja ostatnia przed czasem kwarantanny taka spokojnie wypita kawa w mieście. Na następną będę musiała jeszcze trochę poczekać.

 

Ostatnie wyjście na kawę przed kwarantanną

 

Wciąż jednak uważam, że zdarzają się sto razy gorsze rzeczy na świecie niż ta epidemia i cała kwarantanna. Tuż za naszymi granicami toczą się wojny. Gdzieś indziej przechodzą tsunami, ziemia trzęsie się tak, że walą się całe domy i ludzie tracąc wszystko muszą zaczynać życie zupełnie od zera. My wciąż mamy dużo. I właśnie teraz trzeba przestawić swój tok myślenia z narzekania i czarnowidztwa, na docenianie tego, co teraz mamy.

 

Na początku marca miasto Korfu pełne było ludzi…

I dosłownie kilka dni później… Pusto.

Kawiarnia “Bristol”, nigdy nie widziałam jej zamkniętej za dnia.

Ale nawet przed ogłoszeniem kwarantanny, nie było paniki. W sklepach spokój.

 

TU! zobaczysz nasz filmik o mieście Korfu.

 

Kiedy patrzę na wszystkie moje zdjęcia z marca, nie widzę w moim życiu żadnej katastrofy, żadnej tragedii. Widzę, że z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień moje życie bardzo się zmieniło. Na samym początku pozamykano kawiarnie, restauracje i kina. Ostatni spacer ulicą Liston i od tego czasu wychodziliśmy już tylko do parku, później na plaże gdzie nie ma ludzi, aż w końcu do teraz poruszamy się tylko blisko naszego domu. Ja już chyba się tak trochę nauczyłam, po którymś życiowym kryzysie, że kryzys to wyzwanie, żeby wyjść ze swojej codzienności, zacząć robić coś zupełnie innego, sprawdzić swoją wytrzymałość i przekonać się o swojej sile i o swoich słabościach. Jeszcze nigdy w moim życiu nie było aż tyle cichego kontaktu sam na sam z przyrodą. Po raz pierwszy, pomimo całego huku, który dzieje się na zewnątrz, w moim prywatnym świecie jest bardzo dużo spokoju, ciszy, życiowego wyhamowania. Po raz pierwszy czuje, że nic nie muszę. Mogę wyspać się do woli, do niczego nie muszę się śpieszyć, mam czas i wiem, że wiele rzeczy może jeszcze poczekać.
Kiedy stało się oczywiste, że sytuacja na świecie jest bardzo poważna, przeprowadziłam ze sobą rozmowę i wyobraziłam sobie co może mi się stać teraz najgorszego. Pogodziłam się, że tak może być. Jestem na to przygotowana, jednocześnie mając wiarę że tak nie będzie i robiąc wszystko żeby tak się nie stało. I każda trochę lepsza sytuacja od tego, co dla mnie najgorsze, jest już dobrą niespodzianką. Dzięki temu z mojej rzeczywistości usunęłam lęk i dzięki temu mogę już bez jego ciężaru wziąć moją rzeczywistość w moje ręce. I ulepić z niej to, co mi odpowiada.

Codziennie, choćby nie wiem jaka była pogoda, idziemy z Janim na dłuższy spacer. Codziennie przebywamy blisko przyrody. Codziennie wystawiamy twarze do słońca. Codziennie dbam o to, by zjeść coś super zdrowego. Coś, co będzie dla mnie bombą witamin i zdrowych składników. Na potęgę wyciskamy soki, robimy warzywno-owocowe smoothie, albo zdrowe mikstury. Codziennie również słucham podcastów, filmików na YouTube, czy też czytam w temacie rozwoju, radzenia sobie z problemami i zdrowego myślenia. Te trzy elementy stały się obecnie trzema żelaznymi nawykami mojej kwarantannowej rzeczywistości.

 

Jeden z pierwszych spacerów w parku Mon Repos

Tu widok w Paleokastritsa

Główna plaża w Paleokastritsa

Spacer w marinie Gouvia

Plaża św. Barbary na samym południu Korfu

Gdyby nie kwarantanna, nie wiedziałabym w jak pięknej okolicy mieszkam…

 

TU! przeczytasz więcej o Paleokastritsa.

TUTAJ! przeczytasz o najlepszych plażach Korfu.

 

Przed nami najpewniej cały kwiecień siedzenia w domu na podobnych zasadach, o ile nie stanie się cud. Cały miesiąc życia, którego dopiero wstęp mieliśmy w marcu. Później będzie, co ma być. Bóg jeden wie, ale to On przecież ma nas w opiece. Chcę jak najlepiej wykorzystać ten czas dla siebie. Nie chcę obudzić się w maju z poczuciem zmarnowanych, szarych dni, mimo wiosny na zewnątrz. Nie chcę by moim codziennym ubraniem stała się wymięta w śnie pidżama, albo wyciągnięte dresy. Nie chcę by jedyną wartością mojego dnia była obejrzana kolejna komedia, albo serial. A codziennością stała się paczka czipsów. W moim życiu przez ostatnie kilka lat, było pół roku intensywnej pracy w sezonie i drugie pół roku odpoczynku i przygotowanie do następnego lata. Rok za rokiem biegł mi jak szalony. I w końcu teraz czuje, że ktoś dał mi czas, którego wcześniej nie miałam. Nie mam już żadnego wytłumaczenia, dlaczego teraz nie mogę, bo jest coś ważniejszego. Dla mnie cały kwiecień będzie czasem pisania od „a” do „zet” mojego przewodnika po Korfu… To jest mój główny cel na kwiecień.

 

 

 

 

Zbytnia bezpośredniość. Rzecz, która najbardziej mi w Grecji przeszkadza… środa, 11 marca 2020

 

Padnięta ja, już pod sam koniec tego sezonu…

 

Krok za krokiem, coraz mniej, ale jednak – każdego lata mam ten sam problem. W sezonie praca właściwie nigdy się nie kończy. Cały czas bieganina, a na dodatek stres. Częste jedzenie na mieście, też nie jest najzdrowsze. Cierpi na tym przede wszystkim mój żołądek. Czasami czuje, że jest ściśnięty, a czasami zwyczajnie w biegu nie ma czasu, żeby ze spokojem siąść i zjeść. Co roku moim problemem jest walka o to, żeby pozostać przy zdrowej wadze i nie tracić kilogramów. Wiem, że u większości osób, problem jest odwrotny, ale my chudzielce już tak mamy!

Zgodnie z poradą mojej dietetyk, kiedy mamy szczyt sezonu i pracy naprawdę dużo, idę do apteki i kupuję specjalny napój, który zastępuje kalorycznie jeden pełny posiłek. Piją go między innymi osoby, które przechodzą chorobę, albo właśnie z niej wyszły i muszą nadrobić zgubione kilogramy. To rozwiązanie pomogło mi już wielokrotnie i choć z roku na rok staram się poprawiać higienę mojej pracy, zawsze kiedy jest problem – idę na Korfu do mojej apteki i kupuje ten właśnie napój.

To był błąd! Że jakiś czas temu opowiedziałam aptekarce o moim problemie. Dlaczego to kupuję i jak mi to pomaga. Była zwyczajnie bardzo ciekawa.

Kilka dni temu, weszłam do tej samej apteki, po zupełnie inną rzecz. Aptekarka przywitała mnie uśmiechem i szczerą radością, bo dawno mnie nie widziała. Typowe sobotnie południe na Korfu. W aptece kilka osób stojących za mną w kolejce. Przy ladzie ja. Po drugiej stronie aptekarka:

-Ach! Już tak dawno cię tu nie widziałam! Wszystko u ciebie ok?

-Tak! – odpowiadam i czekam, aż zada mi pytanie „co podać”, ale nie…

-A jak tam twoja niedowaga? Ach, ale się nalatacie w tej pracy przy wycieczkach… Ciągle w biegu i ten stres! Czy dalej masz problem z żołądkiem? – zanim otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć i przerwać jej monolog o mnie, moim zdrowiu i moim problemie, aptekarka już zdążyła opowiedzieć o mojej niedowadze, o tym, że latem wyglądam znacznie szczuplej i że teraz przytyłam, itp. Aptekarka ma przy tym bardzo donośny głos, a w aptece jest raczej cicho. Więc wysłuchali tego monologu o mnie, mojej pracy, moich problemach z żołądkiem wszyscy klienci, którzy stali w kolejce.

Miałam już ochotę odwrócić się i poprosić, żebyśmy wszyscy razem utworzyli wspólny krąg. Wtedy mogłabym opowiedzieć o moich problemach jeszcze więcej. Później wysłuchać komentarzy, rad, opinii i słów wsparcia. Ale powiedziałam tylko:

-Tak, mam się dobrze. Wszystko ok. A teraz poproszę opakowanie gazy. Nic mi się nie stało. Nic mi nie dolega. Czuję się świetnie. Mam w planach zasadzić na parapecie rzeżuchę.

Płacę i wychodzę. Czuje, że spaliłam cegłę. I serio. Wszyscy się na mnie gapią.

 

Wciąż nie znoszę greckiej bezpośredniości, braku taktu i wyczucia sytuacji. Nie dotyczy ona na całe szczęście wszystkich, ale ma ją ogromna ilość osób. Szczególnie na samym początku  nie mogłam się przyzwyczaić, że kiedy jestem u fryzjerki, kosmetyczki, manicurzystki, kobiety potrafią się pytać o wszystko! Gdzie pracuje, gdzie pracuje mój mąż, ile zarabiamy, gdzie mieszkam, czy mam dzieci i dlaczego nie, gdzie byłam na wakacjach, a gdzie pojadę, kim są moi rodzice, czym zajmuje się moje rodzeństwo. I tak bez końca.

Do teraz, jednym z głównych kryteriów, jakie mam w głowie, kiedy wybieram osobę, która oferuje mi jakiś rodzaj usługi, jest: nie zadaje osobistych pytań i nie mówi bardzo dużo.

Do tej apteki pewnie znów pójdę, bo jest tam wszystko i otwarta jest prawie zawsze. Ale już nigdy, przenigdy więcej nie opowiem tam o swoim problemie.

 

TU! przeczytasz o tym jak rozpoczynam dzień.

TUTAJ! przeczytasz o moich trikach w czasie nawału pracy.

TU! zobaczysz nasz filmik z Angelocastro.

 

 

Loty na paralotni Korfu… piątek, 14 lutego 2020

 

Już jest gotowy! To nasz nowy filmik, który już w najbliższych tygodniach będzie reklamował loty Janiego na paralotni. Zobaczcie sami, jak wyglądają!

Więcej informacji, niebawem na naszej stronie. Tymczasem, jeśli już teraz chcecie dowiedzieć się więcej lub zarezerwować taki lot, piszcie na nasz adres: kontakt@salatkapogrecku.pl

 

 

 

 

 

 

Nad czym chcesz pracować w 2020 roku?… poniedziałek, 30 grudnia 2019

 

2020! Ładnie to brzmi…

 

To już taka moja blogowa tradycja, że ostatni post każdego roku jest o postanowieniach noworocznych.

Rok 2019 był dla mnie szalenie ważny, życiowo przełomowy. Jest dla mnie słodką nagrodą za ciężką pracę, podjęcie ważnych wyzwań, wyrzeczeń i poświęceń. Tą piękną nagrodą był moment, kiedy nasza firma stała się już na tyle stabilna, że została jedynym, pewnym źródłem utrzymania i fakt, że mogliśmy przeprowadzić się już na stałe na Korfu. Żyję dokładnie tak jak chcę i tam gdzie chcę. Jestem życiowo zupełnie niezależna. W tym roku szampana będę więc pić z podwójną satysfakcją, czekając na to, co nie tyle przyniesie… a bardziej – co stworzę w kolejnym roku 2020…

 

Mój sukces tego momentu życia, jest jednocześnie namacalnym dowodem, że postanowienia noworoczne są ważne. Od kilku lat robię je zawsze i to super dokładnie. Nawet nie zwracajcie uwagi na opinie, które mówią, że to bez sensu, że i tak się o nich zapomina, że i tak nic z tego nie wychodzi. To, co z nimi się stanie – zależy sto procent od was!

TU! przeczytasz o tym, jak w Grecji obchodzi się Nowy Rok.

 

Co takiego robię pod sam koniec każdego roku? I co się u mnie sprawdza?

 

  1. ZNAJDUJĘ CICHĄ CHWILE DLA SIEBIE…

Okres Bożego Narodzenia bardzo temu sprzyja. Pod sam koniec roku zaczynam rozmyślać nad moim życiem. Biorę pod lupę każdą jedną jego sferę. Następnie na kilka dni przed Nowym Rokiem (w tym roku będzie to dokładnie dziś!) znajduję taką cichą chwilę, sam na sam ze sobą i zadaje sobie kilka prostych pytań. Czy jestem zadowolona  z mojego życia? Co mnie gryzie? A co mi się w nim podoba? Co konkretnie chcę zmienić? Czy coś mnie boli? A z czego jestem dumna? Co na tym etapie życia chcę? Jakie mam potrzeby?

 

  1. CZYSTA KARTKA I DŁUGOPIS…

Dzielę życie na kilka sfer. Są nimi: praca, finanse, kariera / moja przyszłość, hobby i czas wolny, zdrowie (odżywianie, sport), mój wygląd, mój dom. I bardzo konkretnie zapisuje, co chcę zmienić / ulepszyć  w danej dziedzinie życia. Później już na spokojnie otwieram ostatnie kartki nowego kalendarza i na dwóch ostatnich zapisuje wszystko, używając jak najkrótszych haseł.

 

  1. TABLICA WIZUALIZACYJNA

To już ostatni etap. Najczęściej pracuję nad nią już na spokojnie w styczniu. Dobieram obrazki, które najbardziej kojarzą mi się z moimi postanowieniami. Tak bym mogła spojrzeć i wiedzieć, o co chodzi. Później używając programu Canva, tworzę tablicę z tymi właśnie postanowieniami w formie obrazków. Drukuję i mam ją ze sobą wszędzie, tak by patrzeć na nią co najmniej(!) kilka razy dziennie. Jeśli byliście ze mną na wycieczce, to być może zauważyliście, że ciągle wypada mi kartka z kolorowymi obrazkami, których znaczenie znam tylko ja. To właśnie ta tablica, która jest ze mną dosłownie wszędzie. Zabieram ją nawet na wycieczki!

 

 

A później… Od dobrych kilku lat, tak się dzieje, że ostatnie dni mijającego roku są dla mnie wielką satysfakcją. Patrzę na wymiętą, często poplamioną tablicę i z niesamowitą satysfakcją widzę, jak wiele obrazków, przemieniło się w rzeczywistość… Zazwyczaj nie wszystkie, ale wiele z nich. A to już naprawdę coś!

 

Przez cały rok, w ulepszaniu mojego życia pomagają mi najróżniejsze poradniki rozwojowe, blogi, audycje i podcasty. W dzisiejszym poście – prośba do was! Po przeczytaniu zostaw koniecznie komentarz, w którym napisz: która książka, blog, audycja, czy też osoba w jakiś sposób pomogła ci ulepszyć twoje życie? Z wielką ciekawością sprawdzę!

 

TU! i TUTAJ! przeczytasz jak wygrać z emigracyjną depresją.

 

 

 

Dlaczego Grek się złości?… środa, 18 grudnia 2019

 

 

Umówiliśmy się, że około piętnastej podjadę na lotnisko, chwilę przed tym przedzwonię do Nikosa, on wyjdzie i da mi tego pendrive’a. Były w nim zdjęcia wybrzeża Paleokastritsy, zrobione przez profesjonalnego fotografa, również te ujęcia o które najbardziej mi chodziło, czyli te wykonane z lotu ptaka.

Mam taki folder, który już od sześciu lat pokazuję naszym turystom, na chwilę przed tym jak wjeżdżamy do  Paleokastritsy (przeczytaj więcej TU!), żeby mogli zobaczyć jak wygląda samo wybrzeże. Co roku mam zrobić nowoczesny folder, z zupełnie już profesjonalnymi zdjęciami. I co roku tego nie robię. Wiem, że racjonalnie powinnam. Ale nie mam na to serca, bo ten stary, już wysłużony jest wypełniony nie tyle pięknymi zdjęciami, co ciepłymi emocjami. Na samym początku mojej pracy, kiedy zaczęliśmy wypływać do Rajskiej Plaży (zobacz TU!), dał mi go jeden ze sterników, dumny że sam zrobił większość zdjęć i koncepcja całego folderu też była jego. Nie jestem pewna, czy też w tym roku zrobię nowy folder…

Podjeżdżamy na lotnisko. Jest za dziesięć trzecia. Dzwonię do Nikosa. Telefon wyłączony, na Messangerze, też go nie ma. Czekamy jeszcze pięć, dziesięć minut. W końcu zgodnie stwierdzamy z Janim, że chyba nic z tego, więc pojedziemy coś na szybko zjeść i wracamy do domu. A na lotnisko podjechać mogę jutro.

 

Souvlaki i najróżniejsze pity, to rodzaj najbardziej popularnego w Grecji fast foodu. (Więcej przeczytacie TU!) Podczas gdy Jani pałaszuje swoją pitę, a ja jem moje kawałki mięsa, dzwoni telefon. O! Widzę, że to Nikos! Patrzę na zegarek. 15.35.

-Halo! Cześć Niko!

-Dorota… No, naprawdę… Nie można z tobą się dogadać… Byłaś na tym lotnisku?

-Jasne, że byłam! Byłam o trzeciej, zadzwoniłam wcześniej jak prosiłeś, ale twój telefon nie odpowiadał.

-Próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale nie miałem zasięgu! Żarty chyba sobie jakieś robisz!… A gdzie ty w ogóle teraz jesteś?!?!

-Ja? Jem souvlaki

-Jak tak można? Dlaczego nie poczekałaś dłużej? Jak ja… – i tak toczy się mało logiczny monolog, z podniesionym stanowczo głosem, prawie już krzykiem. Nikos był wyraźnie wkurzony.

-Dobra, przestań. Podjadę jutro. Tylko będę wcześniej. Będę około 13, ok?

-Ok! Tylko pamiętaj, zadzwoń wcześniej…

 

Jani kończy już swoją pitę. I jak zwykle ma twarz i ręce w tzatzikach. Ja niczego nie potrafię jeść bez użycia noża i widelca i tak rozmyślam sobie, że on tak może. Jani jak zwykle skończył szybko, a ja jak zwykle mam jeszcze sporo do zjedzenia…

-Jani… – pytam – Ale to trochę jednak nielogiczne… Przecież byłam na czas, zadzwoniłam tak jak  się umawialiśmy wcześniej. A to on był niedostępny. Oddzwonił dopiero pół godziny później. To Nikos nawalił, nie ja. Więc dlaczego to on się na mnie wkurza? Jak to działa?

-No przecież to jasne, że to on nawalił! Ale zaplanował sobie, żeby być pierwszym!

-Co? Pierwszym? Ale w czym?

-Zaczął na ciebie krzyczeć, żebyś ty jeszcze nie zdążyła!

-Hahaha! Co ty opowiadasz? Jak to działa?

-A tak, że był przekonany, że jak już się zdzwonicie, to ty pierwsza będziesz na niego krzyczeć, bo masz powód. Więc żeby tego uniknąć, chciał być pierwszy. I zaczął wrzeszczeć, tak że ty już w zasadzie nie bardzo mogłaś, bo zbił cię z tropu.

-Ach… Więc to tak…

-Tak, stary numer. Często jest tak, że jak ktoś zawinił, to zaczyna wrzeszczeć jako pierwszy. I wtedy ten co ma racje, nie wie co się dzieje, jest zbity z tropu i zapomina o tym, że w planach miał wrzeszczeć jako pierwszy…

-Hahaha! Naprawdę, ty mówisz serio? Czyli jak w czymś zawinię, coś nawalę, to kiedy dojdzie do konfrontacji, od razu mam wrzeszczeć?

-Tak, mówię ci to działa! Im szybciej zaczniesz wrzeszczeć, tym dla ciebie lepiej…

 

 

JESIEŃ NA KORFU – filmik… piątek, 13 grudnia 2019

 

Jak na Korfu wygląda jesień? Jaka jest wtedy pogoda? Jak jesienią wygląda miasto Korfu? Co takiego robię, kiedy zakończy się już turystyczny sezon na Korfu? O tym wszystkim w tym filmiku…

 

 

Przewodnik po mieście Korfu jest TU!

TUTAJ! znajdziesz filmik o rejsach w Paleokastritsa.

A TU! jest nasz filmik z zamku Angelocastro.