Przewodnik po KORFU, cz. 35. Plaża Mirtiotissa… poniedziałek, 24 stycznia 2022

 

Plaża Mirtiotissa, 19.01.21

 

Moją piętą Achillesa w temacie Korfu dotychczas były… plaże! Dlaczego? W sezonie, w czasie gdy pracy mamy po kokardę, kiedy mam chwilę wolnego, to ostatnią rzeczą, o której myślę jest pójście na plażę. Kiedy nie mieszkaliśmy jeszcze na Korfu na stałe, chwilę po sezonie, wracaliśmy na kontynent. A ostatnie dwie zimy, które mieszkaliśmy już na Korfu,  przemknęły pod znakiem lockdownu.

 

Dopiero teraz mam czas i możliwość, żeby jeszcze dokładniej podróżować po Korfu, odwiedzać miejsca, w których jeszcze nie byłam, odkrywać te o których nikt nie mówi. Na pierwszy ogień idą u mnie wszystkie plaże, o których słyszałam, a na których nie byłam, albo odwiedziłam je tylko w przelocie. Wyszukuję słoneczny dzień, a później znajduję odpowiednią plażę. I jadę się wykąpać i zobaczyć całą okolicę. Stąd mój pomysł, żeby odwiedzić wszystkie najpiękniejsze, czy też trudniej dostępne, albo mniej popularne plaże Korfu. Ogromna dla mnie przyjemność. A zaczęłam od…

 

***

 

Mirtiotissa, to z pewnością jedna z najpiękniejszych i najbardziej znanych plaż wyspy. Choć na zdjęciach może wydawać się spora, tak naprawdę jest bardzo mała. Znajduje się w środkowo – zachodniej części Korfu. Droga dojazdowa, ujmijmy to tak… Jak na Korfu jest całkiem dobra! Co prawda droga jest wąska i bardzo kręta, ale przynajmniej jest dobrze oznaczona.

 

Mirtiotissa, ujęcie z góry

 

Mirtiotissa chyba najpiękniej prezentuje się z punktu widokowego, tuż przy zakręcie, przy drodze którą schodzi się w dół do samej plaży. Całość jest ramowana soczystą zielenią i poszarpanymi klifami. A dalej… jest już niczym nieograniczony widok na Morze Jońskie z zachodniej części Korfu.

Do samej plaży schodzi się po stromych kamienistych schodkach. Plaża jest piaszczysta, a piach jest delikatny jak jedwab. Roślinność, która porasta wysokie klify dodaje całości uroku. Czysta jak kryształ woda przybiera kolor turkusu. Kiedy jest wiosna, albo pełnia lata wygląda pewnie jeszcze piękniej.

 

 

Mirtiotissa jest plażą dla nudystów. Nie jest więc plażą, na której będą czuć się dobrze wszyscy. Ja odwiedziłam ją w samym środku stycznia i miałam przyjemność mieć ja tylko dla siebie. Ale wiem, że w środku lata jest na niej bardzo tłoczono. Tak jest zazwyczaj z tymi najpopularniejszymi plażami.  Z pewnością wato zobaczyć to miejsce, choćby  dla samego widoku.

 

 

TUTAJ! sprawdzisz ofertę mojego przewodnika po Korfu w formie ebooka.

TU! przeczytasz o wszystkich najważniejszych miejscowościach turystycznych Korfu.

TUTAJ! jest post o kuchni Korfu.

 

 

 

Czy Grecy są biedni?… poniedziałek, 1 listopada 2021

 

My! Tego lata, przy Kanale Miłości

 

Ufff… To był dopiero rollercoaster! Ponad tydzień temu zakończyliśmy tegoroczny sezon. Był to najbardziej pracowity sezon jaki pamiętam. Zaczynam mieć wrażenie, że piszę to za każdym razem, kiedy kończymy lato. Że jeszcze nigdy nie pracowaliśmy tak intensywnie i ilość turystów znów przekroczyła nasze oczekiwania. To dla mnie oznaka dwóch rzeczy. Po pierwsze firma nam się rozrasta! A po drugie, każdego roku przekraczam moje granice w intensywności pracy. Dokładnie jak biegacz, który bierze udział w maratonie. Każdego lata, kończę mój maraton pracy z coraz lepszym wynikiem.

Ten sezon był dla nas szczególny również pod innym względem. Był to drugi rok pracy z pandemicznymi restrykcjami. Sam początek lata był pod wielkim znakiem zapytania. Poprzedni sezon był w zasadzie szczątkowy, musieliśmy więc nadgonić potężne straty spowodowane pandemią.

Udało się… Na każdym froncie. Piszę to z ulgą w sercu. Ten sezon zaliczamy do szczególnie szczęśliwych.

Dziękujemy za Waszą obecność na naszych wycieczkach i rejsach, udzielanie się na naszych mediach społecznościowych, a przede wszystkim za trzymanie za nas kciuki. Jestem przekonana, że to ostatnie jest szczególnie istotne.

 

Koniec lata i początek sezonu jesienno – zimowego, oznacz dla mnie totalną zmianę rytmu życia. Przede wszystkim z ogromną radością, wracam do systematycznego blogowania. Zapraszam więc na pierwszy post po letnim sezonie.

 

 

*

 

-Bieda z nędzą! Co prawda, pięknej przyrody nie można temu krajowi odmówić, ale widzieliście te domy? Te rozwalone chałupy, te wiecznie wystające pręty z dachów. I te ich rozklekotane samochody! Przecież to wstyd czymś takim jeździć!

-Dokładnie! U nas w Polsce, nikt już w takich warunkach nie mieszka! Nikt takimi samochodami nie jeździ!

-Tak! Bo u nas w Polsce (i tu dalej: bla bla bla)… A tu… Żeby w centrum miasta było tak mało koszy na śmieci! Budynki w mieście to się sypią! A Grecy tak sobie siedzą, wszystko im wisi i godzinami piją jedną kawę… Bo u nas w Polsce, nie do pomyślenia takie rzeczy!

-Racja! Tyle budynków rozpoczęte i zostawione.  Że im się nie chce? Czy o co chodzi? A u nas drogi pobudowane! Autostrady! Budynki nowoczesne, wszystko odremontowane! Phi!

„U nas w Polsce”, „u nas w Polsce”, „u nas w Polsce”. Zastanawia mnie skąd w pewnej, na całe szczęście pozostającej w mniejszości grupie turystów, to powracające porównanie.

 

Koszulka ze znakiem Tommy Hilfiger. Dziecko, które kiedy jest odrywane od telefonu, to od razu wpada w histerię. Kilka piw już od rana, bo ten człowiek jest wewnętrznie tak mocno spięty, że w inny sposób nie zapomni, że nie jest już w pracy, nie wyluzuje w naturalny sposób. Już tego nie potrafi… Ten specyficzny typ turysty, odnajduje przyjemność w porównywaniu i zazwyczaj każde z takich porównań kończy z widoczną satysfakcją malującą się na twarzy. Że Grecy są daleko w tyle. Więc w tym  jest racja i tak właśnie trzeba. Cisnąć mocniej i jeszcze mocniej. Pracować jeszcze szybciej, więcej i bardziej wydajnie. Mieć więcej, lepiej i bardziej nowocześnie.

Czy Grecy są biedni?

Hmmm… Zacznijmy z nieco innej perspektywy…

 

 

*

 

 

Dopłynęliśmy naszą grupą do plaży. Był przepiękny, słoneczny dzień końcówki sierpnia. Tak się złożyło, że na nasz przystanek na plażowanie dopłynęliśmy nieco wcześniej niż zazwyczaj i Vaso, która zajmuje się wynajmowaniem leżaków, jeszcze nie dopłynęła. Nasi turyści i jeszcze kilku obcokrajowców sami porozkładali należące do niej leżaki. Krzyknęłam, więc tu i tam,  że pani od leżaków za chwilę zapewne przypłynie i każdy z leżaków kosztuje „tyle a tyle”. Po czym zajęłam się swoimi sprawami.

Nie minął kwadrans. Podpłynęła Vaso z przejęciem na twarzy, że tyle leżaków już jest rozłożona. I teraz trzeba będzie informować tych turystów, mówić im o cenie. Część z nich i tak pewnie zrezygnuje, więc później będzie trzeba odkładać je na miejsce i taka z tego robota na sam początek dnia.

Przywitałam się z Vaso. Jakiś kwadrans później zdążyła zebrać opłatę od każdego, po czym wygodnie rozsiadła się na swoim leżaku.

-Hahaha! – słyszę jak się śmieje i chowa zebrane pieniądze do małego portfelika.

-To dopiero dzień! Dziś pan Bóg mocno mnie przytulił! Nie minęło piętnaście minut jak tu jestem, a już mam całą dniówkę! Wielkie dzięki, że im powiedziałaś! A już się obawiałam…

-Wiem, wiem… – potrząsnęłam głową i też się roześmiałam. Fajnie, że kilka zdań, może komuś bardzo ułatwić pracę.

-Wiesz… Jak jest zima, to 35€ które teraz właśnie zarobiłam, to cały dzień pracy przy zbieraniu oliwek! Dniówka przy zbieraniu oliwek to 40€, ale ja dla znajomych zawsze robię zniżkę! A to dopiero ciężka praca! Plecy bolą, o rękach nie wspomnę. Wszędzie zimno i wilgotno. Cały dzień zbierana, 35 €, a jak wracam do domu to już nic ze zmęczenia nie jestem w stanie. A tutaj, na tej plaży… Słoneczko, morze, fale… Mówię ci, pan Bóg tutaj się do mnie szeroko uśmiecha!

Uśmiech nigdy nie schodził jej z twarzy,  tak jakby był naturalną jej częścią. Ma przy tym żywe, obudzone, wiecznie obserwujące coś oczy.

-Wczoraj mój mąż złowił miecznika! Skończyliśmy trochę wcześniej, bo na kolacje miała wpaść do nas wnuczka. W życiu nie jadłaś takiej ryby! To było po prostu niebo w gębie! Piekła się ta bestia w piekarniku dobrą godzinę. Do tego trochę oliwy, trochę tymianku i sól, którą zbieram o tutaj, w tych zakamarkach między skałami. Do tego… Świeży chleb, trochę horty i trochę wina. Najlepsze jedzenie na świecie! Siedzieliśmy i gadaliśmy chyba do północy! Wnuczka mi usnęła na krześle, więc nie wróciła do domu, została u nas na noc. Zanim pomyłam, pozamiatałam, to była już pierwsza w nocy. Ale tak się nam dobrze siedziało i gadało. I dlatego dziś tak wyszło, że się spóźniłam! Zawsze przypływam przecież pierwsza!

-Słyszałam o tej soli! Któryś sternik mówił mi, że jest naprawdę bardzo smaczna! – dodałam.

-Tak, jak będziesz następnym razem to ci przyniosę. Zjedź nawet takiego zwykłego pomidora z tą solą. Niebo w gębie! Zostawisz mnie samą na tej plaży, to z głodu ci nie umrę! Większość tego co codziennie jemy, mamy stąd! A ja tak lubię proste jedzenie… Rybę codziennie mi mąż złowi. Oliwę mamy, oliwki stąd są tak pyszne. Rozmaryn rośnie na każdym kroku  i jeszcze na dodatek najlepszą sól też mam pod ręką!

-Ty to nigdy nie narzekasz Vaso! Nigdy nie słyszałam, że na coś marudzisz – dopytuję z przyjemnością patrząc na jej wypełnioną radością twarz, kiedy o tym wszystkim mówi.

-Ja! Przenigdy! Zgrzeszyłabym jakbym marudziła! Aż tyle mam! No i jeszcze dziś. Ta moja dniówka  w niecały kwadrans! Haha! No kto by się tego spodziewał! Ale najbardziej lubię wieczory takie jak ten wczoraj. Gorące sierpniowe wieczory. Kiedy tak do nocy siedzimy i gadamy. Jemy coś dobrego i pijemy trochę wina. Nic mi wtedy do szczęścia więcej nie potrzeba.

Trochę korciło mnie, by pociągnąć Vaso za język. Spytać się, dokładnie tak jakby spytał się „ten typ turysty”. Czy nie jest jej wstyd, że jeżdżą starym, rozklekotanym Nissanem? Czy nie przeszkadzają jej pręty, które wystają z dachu jej domu? Albo czy nie chciałaby kupić sobie jakiegoś firmowego ciucha. Coś dla przykładu od Tommy Hilfigera? Nie przeszłoby mi to jednak przez gardło. I wiem, co by odpowiedziała…

 

Czy Grecy są biedni? Jakie to ma znaczenie, jeśli żyją szczęśliwie.

To żyjąc w Grecji nauczyłam się odróżniać dwie rzeczy. Istnieć, a ŻYĆ to dwie diametralnie różne sprawy.

 

TUTAJ! przeczytasz post o greckich cmentarzach.

TU! znajdziesz przepis na szybki, grecki obiad, czyli kleftiko.

TU! przeczytasz o tym, co mieszkańcy Korfu robią zimą.

 

 

 

Bugenwille na Korfu… niedziela, 20 czerwca 2021

 

Bugenwilla w mieście Korfu

 

Powoli kończy się najpiękniejszy czas na Korfu, czyli pierwsza połowa czerwca. Co prawda każdy miesiąc ma swój urok, ale to właśnie pierwsza połowa czerwca mnie podoba się szczególnie. To właśnie teraz jest tak przyjemnie ciepło, ale jeszcze nie upalnie. Dzień jest długi, a noc daje kojące uczucie chłodu. Jednak przede wszystkim… To właśnie teraz na całej wyspie kwitną te przepiękne bugenwille!

Bugenwilla jest krzewem bardzo typowym dla Grecji. W tutejszym klimacie czuje się znakomicie! Potrzeba jej bardzo dużo słońca. Na Korfu bugenwille mają przede wszystkim kolor fuksji, dlatego właśnie teraz cała wyspa skąpana jest w kolorze intensywnego różu, który jest moim ukochanym kolorem. Co prawda bugenwilla może być czerwona, fioletowa, pomarańczowa czy też nawet biała, ale na Korfu dominuje teraz fuksja!

Jest najpiękniejszą ozdobą do tutejszych starych budynków. Intensywność jej koloru wiekowym kamienicom dodaje mocnego akcentu życia. Grecja to przede wszystkim kolory. W greckim słońcu są one zawsze dużo bardziej intensywne.

Dziś garść zdjęć z miasta Korfu, które zrobiłam właśnie teraz, pod koniec pierwszej połowy czerwca… Zobaczcie jak teraz na Korfu jest pięknie!

 

TU! przeczytasz o najstarszej części miasta Korfu – Campiello.

TUTAJ! zobaczysz jak wygląda nasza wycieczka Miejsca Korfu.

TU! jest prosty przepis na danie z ziemniaków w stylu greckim.

 

 

 

 

Korfu – atrakcje dla dzieci. Przewodnik po KORFU, cz. 34… poniedziałek, 10 maja 2021

 

Korfu jest strzałem w dziesiątkę na wakacje również z dziećmi i to w każdym wieku. Wspaniałe morze i kilometry piaszczystych plaż są polem do popisu do najróżniejszych zabaw. Na wyspie jest również sporo atrakcji, które spodobają się najmłodszym i które warto wziąć pod uwagę podczas planowania wakacyjnych aktywności dla dzieci.

Kiedy najlepiej jest przylecieć na wakacje na Korfu z małymi dziećmi? Jeśli dzieci są bardzo małe najlepiej przylatywać w maju i w pierwszej połowie czerwca lub też kiedy zaczyna się jesień, czyli w drugiej połowie września i w październiku. Trzeba mieć na uwadze, że w lipcu i sierpniu temperatury są szalenie wysokie, co czasem może być wręcz niebezpieczne dla niemowlaków i bardzo małych dzieci. Więcej o pogodzie na Korfu, przeczytasz w TYM! poście.

 

Tu lista atrakcji, które na pewno spodobają się najmłodszym turystom!

 

Aqualand w Agios Ioannis

Ujmując krótko… Dzieciaki szaleją na punkcie tego obiektu. Jest to dla nich siódme niebo! Aqualand na Korfu jest jednym z największych parków wodnych na terenie całej Grecji. Są tam najróżniejsze zjeżdżalnie, baseny i atrakcje, które dzieci kochają. Wioska Agios Ioannis jest w środkowej części Korfu, więc łatwo tam dojechać właściwie z każdej części wyspy. Na wizytę w Aqualandzie dobrze jest przeznaczyć nawet pół dnia!

 

Piaszczyste plaże Korfu

Plaże z jedwabiście delikatnym piachem, które ciągną się kilometrami znajdują się przede wszystkim w południowo – zachodniej części Korfu. To właśnie tego typu plaże kochają dzieci, więc to ta część wyspy jest świetnym wyborem, jeśli szuka się plaż pod kątem najmłodszych. Piękne piaszczyste plaże są również domeną północno – zachodniej części Korfu. Warto wziąć to pod uwagę wybierając miejscowość, gdzie mieści się hotel. Więcej na temat miejscowości turystycznych Korfu, przeczytasz w TYM! poście.

 

Rejsy po grotach w Paleokastritsy

Paleokastritsa słynie z zapierających dech w piersiach widoków, ale również z rejsów po grotach, podczas których można zobaczyć najpiękniejszą część wybrzeża wyspy. Podczas takich rejsów wpływa się do niewielkich grot, gdzie można zobaczyć między innymi ciekawe formacje skalne, stalaktyty oraz podpływające do łódek rybki. Rejsy trwają około godziny i odbywają się tuż przy linii brzegowej, są więc przy tym bardzo spokojne, idealne do oswojenia dzieci z morzem. Czasami można mieć szczęście i podczas rejsów zobaczyć delfiny! Jak dokładnie wyglądają takie rejsy – możesz zobaczyć na TYM! filmie.

 

Aquarium w Paleokastritsy

W Paleokastritsy znajduje się również Aquarium, w którym zobaczyć można wiele gatunków stworzeń morskich, które żyją w tym rejonie Morza Jońskiego. Prócz nich można potrzymać węża czy też pogłaskać iguanę. To miejsce szczególnie spodoba się dzieciom, które interesują się przyrodą i światem zwierząt.

 

Szpital dla osłów w Doukades

Ten szpital powstał z inicjatywy Brytyjki, która zaopiekowała się starym osłem o imieniu Hope. Z roku na rok osłów które były stare, chore, niezdolne do pracy przybywało i dziś szpital osłów w Doukades jest znanym na całej Korfu miejsce, gdzie ludzie zajmują się starymi osłami. Zwierzęta są tam szczęśliwe i bardzo zadbane. Pracują tam wolontariusze, którzy oprowadzają po całym obiekcie, opowiadają o inicjatywnie i przede wszystkim o żyjących tam zwierzętach. To miejsce szczególnie spodoba się dzieciom, które interesują się zwierzętami. Więcej na temat szpitala osłów w Doukades, możesz przeczytać TU!

 

Stadnina koni Silvaland

Stadnina Silvaland położona jest w centralnej części Korfu. Jest to przepiękne miejsce, skąpane w zieleni. Dzieci można zapisywać tam również na pojedyncze lekcje jazdy konno z profesjonalnym instruktorem. W Silvalandzie żyją również rzadko spotykane kucyki  skyryjskie, które oryginalnie żyją jedynie na greckiej wyspie Skyros. To właśnie Silvaland zajmuje się między innymi  ochroną tej rzadkiej rasy kucyków.

 

Muzeum Casa Parlante w mieście Korfu

To muzeum będzie idealnym miejscem dla dzieci, które interesują się historią. Znajduje się w starym domu, w jednej z kamienic, której wnętrze zostało zaaranżowane na XIX-wieczny dom, klasy wyższej mieszkającej na Korfu. Kiedy wchodzi się do środka, ma się wrażenie, że wchodzi się do prawdziwego domu. W środku znajdują się nawet manekiny, które odgrywają role mieszkańców. O wszystkich muzeach miasta Korfu, przeczytasz w TYM! poście.

 

Sprawdź ofertę mojego autorskiego przewodnika po wyspie Korfu TUTAJ!

Sprawdź ofertę naszych wycieczek po Korfu i rejsów TUTAJ!

 

 

 

Od czego zacząć zmienianie życia? Efekt pozytywnego domina… poniedziałek, 3 maja 2021

 

Korfu, Ermones, 2 maj 2021

 

 

Szłam dziś przez miasto Korfu. Nagle, z dnia na dzień zrobiło się już tak gorąco! Kalo kalokieri (czyli: dobrego lata), usłyszałam jak ktoś pozdrawia tak kogoś na ulicy. Nie trzeba sprawdzać dat w kalendarzu. Zawsze, kiedy Grecy zaczynają tak właśnie się pozdrawiać oznacza, że przyszło już lato!

Moje poniedziałkowe posty piszę zawsze kilka dni wcześniej. Kiedy opublikuje ten, będzie poniedziałkowy ranek, trzeciego maja. Będę już w innym świecie.

 

***

 

Wiem, że na Korfu przyszło już lato. Od pierwszego tygodnia maja, luzuje się grecki lockdown i tym samym wiem, że będziemy wkraczać do nowego świata. Wiem to dobrze. Ten nowy, będzie lepszy…

Od poniedziałku trzeciego maja będą już działać kawiarnie, kawiarenki, tawerny i restauracje. W końcu normalnie pójdziemy na kawę! Pewnie będzie to jedna z najlepszych kaw, jaką wypiję w życiu. Tak będzie! Krótko po tym, po grubo ponad rocznym przebywaniu na wyspie, wsiadamy na prom i kilka chwil później – wciskam gaz do dechy… I  przede mną widok o jakim teraz śnię… Prosta, długa droga, przestrzeń… Wszystko co złe będzie już za mną. I niech nie wraca!

 

Kiedy tak szłam ulicą, przypomniał mi się fragment pewnej książki, która traktowała o rozwijaniu firm. Nie potrafię sobie przypomnieć z jakiej książki pochodził ten fragment i kto to napisał. W tym fragmencie opisany był przypadek pewnej firmy, która zajmowała się produkcją części do samochodów. Firma stanęła na granicy bankructwa. Żeby ją ratować zmieniono szefa, a ten który został zatrudniony na pierwszym spotkaniu poinformował o podjęciu pewnego kroku, który zszokował wszystkich. „Przecież to nie ma sensu!” – tak komentowali wszyscy. Nowy szef się uparł, nie słuchał nikogo, tylko szybko przeszedł do konkretów. Chodziło o wprowadzenie jednej, jedynej zmiany. I nic poza tym. Zgodnie z jego decyzją całą uwagę skupiono tylko i wyłącznie na tym, by maksymalnie podwyższyć bezpieczeństwo pracowników firmy. I nic więcej! Zajęto się tylko i wyłącznie aspektem bezpieczeństwa. Tyle. Wszyscy byli w szoku, ale nowy szef konsekwentnie wprowadzał zmiany w zakresie bezpieczeństwa. Rozpoczęto szkolenia. Sprawdzanie, a następnie wymianę dużej części maszyn. Inspekcjom i ulepszeniom nie było końca. Zamiast szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego firma stanęła nad przepaścią bankructwa, zostawiono wszystkie analizy i zaczęto wprowadzać zmiany właśnie w zakresie bezpieczeństwa. To bardzo dziwne… Ale podziałało! Nowy szef postawił firmę na nogi. A krótko po tym znaczenie zwiększono obroty i to już na stałe.

Kiedy po latach spytano owego szefa, skąd na Boga wiedział, że zmiany trzeba zacząć wprowadzać właśnie w zakresie bezpieczeństwa, jak na to wpadł, odpowiedział krótko: “nie miał o tym zielonego pojęcia”. Chodziło mu o to, by przestać szukać, analizować i główkować nad tym co jest źle, a po prostu jak najszybciej zacząć coś robić!  „Bezpieczeństwo” było aspektem pracy wybranym zupełnie przypadkowo. Szef chciał przestać rozwodzić się nad teorią, a po prostu wprowadzać zmiany. Nie ważne konkretnie czego, ważne było, aby jak najszybciej zacząć zmiany na lepsze. I tak szkolenia pracowników spowodowały, że stali się oni uważniejsi, bardziej skoncentrowani, a co za tym szło – bardziej efektywni. Podczas częstych inspekcji, tak „przy okazji” wykryto wiele błędów, które wpływały na jakość usług. A wymiana dużej części maszyn spowodowała, że cała fabryka stała się o wiele bardziej nowoczesna. W konsekwencji, przez szybkie wprowadzenie ulepszeń w zakresie bezpieczeństwa, cała firma we wszystkich innych swoich gałęziach zaczęła znacznie lepiej działać, dzięki czemu została uratowana.

Myślę, że dokładnie tak samo jest z ludźmi. Kiedy człowiek dochodzi do momentu, że chce zmienić swoje życie na lepsze, a nie wie od czego zacząć, nie ma tak naprawdę większego znaczenia za co konkretnie się weźmie. Chodzi o to, by przestać dumać i planować, a zwyczajnie zacząć coś robić. Zakasać rękawy i działać. Zabrać się za pierwszą lepszą rzecz, która wpadnie nam do głowy. Pierwsza zmiana, chwilę potem stanie się zapalnikiem do następnej i następnej.

Kiedy podsumowuje cały ten okres bardzo ostrego zamknięcia, myślę że tak stało się w moim przypadku. Że gdzieś trochę nieświadomie właśnie tak zadziałałam. Kiedy przyszły pierwsze wiadomości o lockdownie, wiedziałam już z czym przyjdzie mi się zmierzyć i zdawałam sobie sprawę, że przede mną ciężki okres.  Poczułam, że będę potrzebować czegoś by psychicznie nie utonąć, czegoś, czego będę mogła się trzymać. Potrzebowałam jakiejś zmiany.

I tak przypadkiem wpadłam na pomysł, żeby stawić przed sobą jedno wyzwanie: pływać całą zimę dwa razy w tygodniu. Tyle. Zaczęło się od tego, że na początku każdego tygodnia sprawdzałam pogodę, by znaleźć najbardziej słoneczny dzień. Wszystkie zajęcia tygodnia podporządkowywałam przede wszystkim temu. Najtrudniej było na przełomie stycznia i lutego, kiedy jak na Grecję temperatury były niskie, morze było już wyziębione, a do tego często wiało. Żeby podołać zadaniu wiedziałam, że poprzedniego dnia muszę się bardzo dobrze wyspać, a rankiem zjeść solidne śniadanie. Nie można też przegapić godziny, w której słońce jest najwyżej, bo później z każdym kwadransem robi się coraz ciężej. Przed każdym wejściem do morza, koniecznie ćwiczenia fizyczne i solidna rozgrzewka.

Zima jest już daleko za mną. W tym momencie nie wyobrażam sobie by dwa, trzy razy w tygodniu nie pójść popływać. Moje ciało jeszcze nigdy w życiu nie było w tak dobrej kondycji. Uregulował mi się sen. Minęły mi nachodzące mnie dawniej bardzo często migreny. Przez cały dzień mam bardzo dużo energii. Kocham to uczucie, kiedy wychodzę z morza i ubieram się w suche ubranie. Uwielbiam czuć sól na mojej skórze. Ale przede wszystkim to bezcenne wybudzenie się ciała, umysłu, mojej duszy.   Ta dobra energia, ten pierwszy krok wejścia do zimnego morza, jest jak pierwsza kostka domina, która staje się zapłonem do całego ciągu dobrych rzeczy, na które później mam ochotę. Chce mi się jeść jeszcze zdrowiej, więcej ćwiczyć, być na zewnątrz, robić, tworzyć, działać!

Z początkiem maja morze z dnia na dzień staje się coraz cieplejsze. A ja czuję, że razem z wejściem do nowego świata potrzebuję nowej zmiany na lepsze. I tak dzieje się… Ja, skrajny nocny marek, przestawiam się na rannego skowronka. To dla mnie gigantyczna życiowa zmiana. Wstawanie razem ze słońcem, to od dawna moje marzenie. Tak dziś prezentował się mój ranek. Pierwsza wygrana. Upadła pierwsza kostka kolejnego, dobrego domina. Udało się! Mimo, że wcale dziś nie muszę, to chwila po siódmej – już na nogach…

 

Widok z mojego balkonu, dziś, chwila po 7.00

 

TU! przeczytasz o pływaniu w morzu zimą.

TU! przeczytasz o smoothie z pietruszki.

TUTAJ! przeczytasz o tym co robić, kiedy dopada kryzys.

TU! przeczytasz o kuchni Korfu.

 

 

 

Paleokastritsa! Zobacz nasz nowy filmik… poniedziałek, 26 kwietnia 2021

 

Paleokastritsa jest najpiękniejszą wioską nadmorską na Korfu! Będąc na wyspie koniecznie trzeba ją zobaczyć! Dlaczego? Słynie z niesamowitych widoków, poszarpanej linni brzegowej, wspaniałych plaż i zabytkowego monastyru. Niżej filmik o Paleokastritsy, który nakręciliśmy teraz, kiedy wszędzie jest jeszcze cicho, błogo i spokojnie, a na całej Korfu trwa wczesa wiosna!

 

Zobacz jak wyglądają rejsy w Paleokastritsy TUTAJ!

Paleokastritsę odwiedzamy podczas naszych wycieczek Miejsca i Widoki Korfu. Dokładne informacje przeczytasz TU!

Ofertę mojego autorskiego przewodnika po Korfu sprawdzisz TUTAJ!

 

 

 

 

Prosta przyjemność robienia prania… poniedziałek, 12 kwietnia 2021

 

 

 

To jest jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w życiu. Kiedy kładziesz się do łóżka, a pościel jest świeżo wyprana i wyprasowana. I czujesz pod palcami stóp, że jest jeszcze nieco sztywna od świeżości i gorąca żelazka. Nie ma niczego przyjemniejszego, niż pójście spać w świeżo wypranej i wyprasowanej pościeli.

Tak zawsze mówi moja teściowa Feta.

Kiedy pierwszy raz to usłyszałam stwierdziłam, że z moją teściową w pewnych kwestiach jest coś nie tak. Jak można tak zachwycać się zwykłą pościelą? Machnęłam ręką, udając trochę że nie słyszę i przeszłam nad tym do porządku dziennego. W duchu myślałam sobie, że to jakieś brednie.

 

*

 

Od tego czasu minęło około dziesięciu lat. Tak jest! Już niedługo mojej Sałatce stuka pełna dziesiątka! I po dziesięciu latach mieszkania w Grecji, prowadząc moje polsko – greckie życie, zrozumiałam o co chodziło Fecie. Coś przestawiło mi się w głowie i stwierdziłam, że Feta ma racje. Nie ma nic przyjemniejszego niż pójście spać w świeżo wypranej i wyprasowanej pościeli. Nie ma nic przyjemniejszego niż to, kiedy rano człowiek nakłada na siebie pachnącą świeżością koszulkę, która jest nieco sztywna i delikatnie sklejona gorącem żelazka. To uczucie, kiedy wkładasz rękę w zaprasowany rękaw i rozdzielasz palcami sklejone dwie warstwy. To uczucie, że ktoś o te rzeczy zadbał. Drobna, bezcenna przyjemność. Darmowy luksus, który sami możemy sobie dać.

Z perspektywy myślenia zachodniego Greczynki wręcz maniakalnie dbają o ubrania, pościel, ręczniki, prześcieradła. Ich manią jest pranie i prasowanie. Z greckiego punktu widzenia – jest to norma. Co kraj to obyczaj. I nie nam osądzać. Myślę, że najważniejsze jest przeszczepianie do naszego życia rzeczy, które będą dobrze służyć nam.

Wystarczy wejść do greckiego supermarketu  i zobaczyć niekończące się półki z proszkami do prania i przede wszystkim – płynami do płukania tkanin. Istne królestwo! Wystarczy przejść się typowym greckim osiedlem, by zobaczyć jak rankiem na świeżym powietrzu wywieszane jest pranie, które często pachnie aż z daleka.

Dlaczego mieszkańcy miasta Korfu wywieszają  swoje pranie na sznurach zawieszonych między budynkami, w oknach czy też na małych balkonach? Jeśli dzień jest słoneczny, to aż się prosi, alby wysuszyć pranie na świeżym, rozgrzanym słońcem powietrzu.

Lubię, kiedy moje codzienne czynności, dostrojone są do rytmu doby. Wtedy wszystko w dniu składa się razem harmonijnie, jakby się układało prozaicznie proste, od razu pasujące do siebie puzzle. W greckich domach pralka najczęściej działa bardzo wczesnym rankiem. Ideałem jest jeśli można ją zaprogramować tak, by pranie było gotowe, na chwilę przed wybudzeniem. Szczególnie jesienią i zimą, trzeba koniecznie sprawdzić pogodę i dostosować się do tego, kiedy będzie piękne słońce. Jak najwcześniej rankiem, pranie ląduje na sznurach balkonów czy też tarasów, tak by mogło wisieć i powiewać na wietrze jak najwyżej, do momentu, kiedy słońce zacznie się chować, a powietrze stanie się wilgotne. Latem wystarczy jedynie kilka godzin. A kiedy dzień jest wietrzny, dosłownie dwie, trzy godziny. Kiedy pranie jest już dobrze wysuszone, wychłostane przez wiatr, wtedy pachnie słońcem, świeżym powietrzem, morzem, solą. Wystarczy nawet delikatnie przejechać żelazkiem i złożyć. A kiedy człowiek śpi w takiej właśnie pościeli, to jest magia!

W Grecji dużo łatwiej dostrajam się do rytmu natury, otaczającej mnie przyrody. Lubię jak najwcześniej rano wstać i rozwiesić pranie na balkonie. Zazwyczaj jeszcze przez tych kilka chwil muszę pogapić się na to jak delikatnie powiewa nim wiatr, na to że niebo jest bezchmurne, na to, że słońce jest już coraz wyżej i na całą okolicę, w której im bliżej południa, tym więcej jest życia.  Zawsze staram się zdjąć je przed zachodem słońca.  I spojrzeć jak zmieniła się cała okolica, jak wszystko powoli szykuje się do snu. A później przykładając głowę do świeżej poszewki poduszki znów czuję słońce, morze i jego słony zapach.  Nawet najzwyklejsza rzecz, staje się zupełnie niezwykła, jeśli się o nią odpowiednio zadba, podarowując jej  swoją troskę.

 

TU! przeczytasz o greckim sposobie na teściową.

TUTAJ! przeczytasz o najstarszej dzielnicy miasta Korfu.

TU! przeczytasz o tym, jak to się dzieje, że Grecy często piją, a alkoholizm jest w Grecji rzadkością?

 

 

 

Dlaczego Grecy nie odnoszą wielu sukcesów, nie są bogaci, nie jeżdżą pięknymi samochodami, nie mieszkają w drogich domach, a są tak szczęśliwi?… poniedziałek, 8 marca 2021

 

Korfu, kawiarnie na ulicy Liston

 

 

Jak to jest możliwe, że tu na Korfu ludzie jeżdżą tak rozklekotanymi samochodami? Tu nie ma dobrych aut! Greków nie stać na dobre samochody?

 

Ta tawerna ma takie wzięcie! Dlaczego jej szef nie otworzy drugiej? Nie chce mu się?

 

Oni technologicznie są tu sto lat za Murzynami! Przecież ta cała Grecja to technologiczny zaścianek! W tylu miejscach nie można nawet zapłacić kartą!

 

Przesiadują w kawiarniach godzinami! Ile można tak siedzieć przy jednej kawie? I skąd oni mają na to tyle czasu? Czy ci ludzie nie muszą pracować?

 

Przecież oni w ogóle się nie rozwijają! Siedzą w tawernach i wszystko tam przejadają!

 

***

 

Kiedy jest sezon turystyczny, tego typu wypowiedzi słyszę minimum raz dziennie. Dla wielu osób, które przylatują do Grecji na wakacje Grecy to lenie, którzy całymi dniami, na wiecznym luzie przesiadują przy kawie, albo godzinami jedzą w tawernach. Stereotyp Greka – lenia przywarł do Greków na podobnej zasadzie, że jak Polak, to albo pijak, albo złodziej. „Jedź na wakacje do Polski! Twój samochód już tam jest!”. Podobno taki żart o Polakach krążył, a może jeszcze krąży w Niemczech. Co czujecie, kiedy coś takiego słyszycie? Mi nie jest przyjemnie. I uważam, że tego typu żarty są niesprawiedliwe.

Jak to jest z tym stereotypem Greka – lenia? Czy rzeczywiście tak jest, że Grecy nic innego nie robią prócz siedzenia w tawernach?

Odpowiedź na to pytanie kryje się w piramidzie wartości, która jest podstawą tego, jak kształtujemy nasze życie. Trzy najważniejsze wartości dla Greków (rzecz jasna, że nie wszystkich, ale ogromnej większości), to:

 

miejsce 1 – rodzina, przyjaciele

miejsce 2 – czas wolny, życiowe przyjemności

miejsce 3 – praca, pieniądze, sukces

 

Że jak? Rodzina? Czas wolny? A dopiero po czasie wolnym i przyjemnościach stoi praca??? Już słyszę oburzenie wielu osób. A właśnie tak! Dlaczego nie? Co złego jest w tym, że praca jest dopiero na miejscu trzecim? A przed nią znajduje się czas wolny i życiowe przyjemności? Co właśnie w tej kolejności jest złego?

Kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego Grecy jeżdżą starymi samochodami często w tak złym stanie, to odpowiadam, że: „dlatego, że to jakim jeżdżą autem, nie jest dla nich ważne”. Kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego nie rozwijają swoich biznesów, odpowiadam nieco podobnie: „bo pieniądze, sukces, praca i kariera nie są dla nich aż tak istotne”. A kiedy pytają, dlaczego tyle czasu przesiadują w kawiarniach, moja odpowiedź nie jest zbyt skomplikowana. Mówię wtedy, że: „ czas wolny i życiowe przyjemności, są dla Greków bardzo ważne!”. Zazwyczaj wtedy osoba, która chwilę wcześniej zadała takie pytanie jest dosłownie o-bu-rzo-na! Że jak tak można?! I złości się często na mnie, że również nie widzę w tym nic złego, nie podzielam oburzenia i nie jest mi nawet odrobiny wstyd, że mieszkam w takim kraju! Ci ludzie najczęściej uważają, że każdy człowiek powinien mieć taki system wartości, jaki oni mają! Bo tylko ich system wartości jest koniecznie tym najlepszym. No cóż… Mało kiedy się uśmiechają i nigdy nie wyglądają na szczęśliwych lub nawet chwilowo zadowolonych.

Wśród moich greckich przyjaciół i znajomych, nie ma ludzi którzy jeżdżą super samochodami, mają świetnie urządzone mieszkania i kilka zer na koncie. Większość ma średnie prace, zarabia średnią krajową, jeżdżą bardzo średnimi autami. Dlaczego? No właśnie… Dlatego, że TO NIE JEST DLA NICH WAŻNE.

Między Grekami żyje się też zupełnie inaczej. W potocznym języku greckim nie ma wyrażenia w typie „piątek, piąteczek, piątunio”. Tu nawet nikt nie zrozumie, o co w takim wyrażeniu chodzi… Nikt za bardzo nie wyczekuje weekendu, bo każdego innego dnia, też dobrze się ludziom tu żyje. Na kawę wychodzi się każdego dnia, by często nie robić przy niej nic ważnego, albo rozmawiać o niczym ważnym ze swoimi przyjaciółmi. W piątek wieczorem po brzegi wypełnione są tawerny, ale czy w tawernach, czy też w nocnych klubach jak ze świecą szukać ludzi, którzy są pijani. Grecy się nie upijają, bo stan ducha, który mają w sobie jest na tyle przyjemny, że nie ma potrzeby by sztucznie wprowadzać się w stan zapomnienia, czy też alkoholowego szczęścia. Większość moich znajomych czas wolny spędza na plaży. Ogromną ilość czasu (naprawdę ogromną!) spędzają ze swoją bliższą i dalszą rodziną. Na Korfu nie mamy ani jednej galerii handlowej. Nie ma ich również wiele bardzo dużych greckich miast. Ludzie raczej nie spędzają czasu na zakupach, albo oglądaniu tego co można kupić, bo… nie czują takiej potrzeby.

Czy Grecy są leniami? W ich oczach rytm życia, który dominuje w Europie zachodniej, nie jest życiem, a bardziej wegetacją. I swojego czasu, który dla przybyszów z zachodu wydaje się być przelanym przez palce na wielogodzinnych kawach czy biesiadach w tawernach, typowy Grek nie zamieniliby na nawet trzy dodatkowe zera na koncie. To jak żyją, daje im codzienne poczucie szczęścia, które nie jest warunkowane przez dobra materialne.

Pamiętam, że kiedy już  prawie dziesięć lat temu przyjechała mieszkać w Grecji na stałe, nie potrafiłam tego zrozumieć. Podróżowanie i mieszkanie w innym kraju daje nam jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną możliwość poznania świata z często skrajnie innej perspektywy. Dlatego nic nie rozwija nas tak bardzo jak podróżowanie. Teraz po 10 latach mieszkania w Grecji, czuje że jestem między: europejskim pędem, a greckim wyhamowaniem. I dokładnie tu, czyli w punkcie między jest mi najlepiej!

 

TUTAJ! przeczytasz o greckim DNA.

TU! przeczytasz o rodzinnym wypadzie do greckiej tawerny.

TU! zobaczysz nasz mini przewodnik po Salonikach.

 

 

 

Zacznij dzień od „kalimera”!… poniedziałek, 4 stycznia 2021

 

Ja w autobusie, czyli tam gdzie jest moje miejsce! 😀

 

Było to dobrych kilka lat temu, kiedy byłam jeszcze na początku mojej pracy na Korfu. Był wczesny ranek, stałam na drodze i czekałam na autobus, który zbierał naszych turystów mieszkających na północy wyspy. Zgodnie z planem, miałam wejść do  autobusu i podjechać z połową naszej grupy do Kanoni (przeczytaj więcej TU!), gdzie miała do nas dołączyć druga połowa turystów, mieszkająca na południu Korfu. Wtedy mogliśmy rozpocząć już wycieczkę  (TU! zapoznasz się z ofertą naszych wycieczek po Korfu).

Kierowcą autobusu, który miał mnie odebrać był Marko. Bardzo drobnej postury, zawsze lekko zgarbiony, z wielkimi zębami każdy w inną stronę. Najpewniej przez swój nietypowy wygląd, Marko był częstym tematem żartów innych kierowców. Dla mnie natomiast był przede wszystkim nieomylnym mistrzem w układaniu planów zbiórek z rozsianych po całej północnej części Korfu hoteli. Niezliczoną ilość razy,  późnymi wieczorami Marko odbierał każdy mój telefon, żeby ułożyć godziny zbiórek dla naszych turystów. Robił to z dokładnością, co do minuty! Tak po prostu, zawsze bardzo lubiłam tego człowieka. Z wzajemnością.

– Kalimera! [Czyli „dzień dobry” po grecku] Marko! Jak tam? Co tam? – powiedziałam i przepytałam, kiedy tylko otworzyły się drzwi autobusu, a przy kierownicy zobaczyłam wielki uśmiech z wielkimi, powykrzywianymi zębami.

– No cześć, cześć! Wsiadaj mała! Ruszamy, bo za chwilę jest zielone!

Usiadłam na fotelu pilota i jak zawsze pod przednią szybę położyłam moją torebkę. Na kolanach trzymałam listę uczestników. Nie zdążył mi odpowiedzieć, kiedy zabrzęczał jego telefon. Marko odebrał. Odpowiadał jedynie: „tak, tak, ok, za  trzy do pięciu minut”. Po drugiej stronie słuchawki słuchać było jeden wielki bezkształtny wrzask, arogancki bełkot.  Dzwonił kierowca, którzy właśnie wiózł naszą grupę z południa i najwidoczniej chciał ustalić co i jak.

Marko wyłączył telefon. Wyjął słuchawkę z ucha, z ulgą – najwyraźniej miał nieco nadwyrężone bębenki słuchowe. Popatrzył chwilę przed siebie, jakby po to by się nieco otrząsnąć po tej niemiłej rozmowie. Po chwili odwrócił się i powiedział do mnie, spokojnym i wyraźnym głosem:

– Wiesz, w mojej wsi jest taka zasada, że kiedy zobaczysz, albo usłyszysz kogoś pierwszy raz rano, to mówisz do niego kali – mera! To taka stara, grecka zasada. Zresztą chyba obowiązuje na całym świecie. Ładna zasada. Warto jej przestrzegać, nie sądzisz?

Nie wiedziałam jak to skomentować. Powściągliwa klasa tego co powiedział ten prosty  człowiek, zbiła mnie z tropu. Potrzebowałam kilku chwil, żeby całość raz jeszcze przetrawić. Później zaczęliśmy rozmawiać o głupotach i zaczął się naprawdę świetny dzień.

 

Minęło kilka dni, a to drobne wydarzenie mocno zakorzeniło mi się w głowie. W Grecji żadne spotkanie nie może się obyć bez „small talk”, ale zaczęłam zwracać uwagę na to, jak tutaj ludzie mówią sobie „dzień dobry”, jak się witają i jak się do siebie zwracają. Od tego momentu za każdym razem, kiedy kogoś spotykałam zwracałam jeszcze większą uwagę, jak wypowiadam te słowa. Mimo, że przecież komentarz Marko wcale nie był skierowany do mnie, od tego incydentu za każdym razem starałam się żeby naprawdę, z głębi serca życzyć drugiej osobie: dobrego dnia. Zaczęłam myśleć o tych dwóch prostych słowach i traktować je jako zaklęcie, żeby osobie, do której je wypowiadam naprawdę tego dnia się szczęściło. Słowa mają potężną moc. A jeszcze większą to, w jaki sposób je wypowiadamy.

Po kilku tygodniach chyba weszło mi to w krew, stało się zwyczajem. Że cokolwiek by się nie działo i do kogokolwiek to mówię, zawsze mówiąc kalimera, głęboko patrzę w oczy, szeroko się uśmiecham, mówię życzliwie, głośno i wyraźnie.

Nie wiem co w tym jest, ale energia która wtedy się rodzi, najwidoczniej powoduje, że znacznie przyjemniejsza robi się każda rozmowa. Że to co dobrego daje, wraca do mnie z podwójnie.

Do dziś w pracy konflikty zdarzają się mi bardzo rzadko. I mam poczucie, że ludzie mi sprzyjają. Mam wrażenie, że słówko kalimera i to jak je wypowiadam otworzyło mi już wiele różnych drzwi i ułatwiło budowanie wielu dobrych relacji. Nie działa to oczywiście na wszystkich, bo od każdej reguły są wyjątki. Ale większość osób zmienia do nas nastawienie, jeśli się do nich uśmiechnie i głęboko, ze zdrową ciekawością drugiego człowieka, spojrzy w oczy.

 

***

 

Był parny, upalny dzień, już końcówki sezonu. Wszyscy z załogi również psychicznie byli bardzo zmęczeni. Weszłam na statek. Za kilka chwil mieliśmy płynąć na Paksos (TU! przeczytasz więcej).

– Spirooo! Kaaalimeraaa!!! Jak się masz? – spytałam jednego z dwóch barmanów na statku – Mam do ciebie wielką prośbę. Czy możesz zrobić mi kawę?

– Wiesz co ci powiem… Na statek weszło dziś tyle osób. Ale dziś jesteś pierwszą, która powiedziała kalimera. To miłe. Dzień dobry! Dziękuję! Mam się dobrze! A ty? Tak, już robię ci kawę! Na jaką tylko masz ochotę!

 

 

 

Co działo się u mnie w listopadzie?… piątek, 4 grudnia 2020

 

Za nami już miesiąc drugiego lockdownu. Kawa… Teraz tylko w takiej wersji! Ale to najmniejszy problem.

 

Po tak szalonym sezonie, który wszystkich nas kosztował ogromną ilość nerwów, ostatnie na co chciałam poświęcać moją uwagę w listopadzie, to śledzenie koronawirusowych doniesień. O tym, że czeka nas kolejny, bardzo restrykcyjny lockdown dowiedziałam się od koleżanek, z którymi właśnie umawiałyśmy się na kawę. Ustalałyśmy dzień spotkania i wtedy jedna z nich powiedziała, że raczej już spotkać się na kawę nie zdążymy.

 

Na dzień przed lockdownem. Wszędzie były ogromne ilości ludzi. Trochę jak przed świętami.

Moja ostatnia normalna kawa. I nie ma co ukrywać – smuteczek.

 

Dosłownie dwa, trzy dni później, Grecję czekał drugi lockdown i powtórka z „rozrywki”. Już prawie jeden miesiąc poza sklepami spożywczymi pozamykane jest w Grecji wszystko! Na zewnątrz możemy wychodzić, tak jak poprzednio – tylko załatwiając niezbędne rzeczy i  wysyłając na policję smsa. Można więc wychodzić po niezbędne zakupy, do lekarza, apteki, czy też uprawiać sport. Po godzinie 21.00 na terenie całej Grecji obowiązuje godzina policyjna i w ogóle nie można już wychodzić. Ulice miasta Korfu, ponownie całkowicie zamarły. Nikt nie potrafi określić konkretnie, kiedy rzeczywistość w Grecji będzie wracała do swojego naturalnego rytmu. Wszyscy z wypiekami na twarzy czekamy na doniesienia o szczepionce.

 

Przyznaję, że kolejne tak restrykcyjne zamknięcie Grecji jest dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Wiem, że tego wymaga sytuacja, ale wiem również że finansowa pomoc greckiego rządu jest praktycznie żadna. W dość abstrakcyjnej logice obecnego prawa trudno jest się połapać. Do którego momentu jest w stanie wytrzymywać tę sytuację ekonomia? Jak długo ludzie będą mogli żyć jedynie ze swoich oszczędności, bez pomocy ze strony greckiego państwa?

 

Kawiarenki na Liston pozamykane.

Miasto Korfu jak zawsze piękne. Ale… martwe.

Nawet Kapodistrias nie ma pomysłu jak teraz to wszystko poukładać…

 

Jak powietrza brakuje mi podróżowania. Na Korfu bez wyjeżdżania na ląd jestem już prawie rok. Teraz nawet zwykła podróż pociągiem, byłaby dla mnie nie lada atrakcją… Psychicznie momentami jest ciężko. Ale mimo wszystko każdego dnia doceniam fakt, że byliśmy w stanie przetrwać tak niesamowicie trudny sezon. Jeszcze wiosną i w pierwszej połowie lata, wszystko wisiało u nas na włosku. Ta niepewność jutra, była dla mnie często najtrudniejsza. Czy będziemy mogli pracować? Nie byłam pewna, czy zimą finansowo będziemy w stanie zostać na Korfu. Czy będziemy  w stanie się utrzymać?  I czy rok później nie będziemy musieli wielu rzeczy zaczynać zupełnie od zera.

Każdego ranka, kiedy wstaję rano jestem podwójnie wdzięczna, że się udało, i że mamy nasz dom. Że jest w nim ciepło. Że mamy w co się ubrać i co zjeść. Co prawda dużo skromniej niż zazwyczaj, ale jesteśmy w stanie przetrwać zimę. Jesteśmy zdrowi. A resztę – nadrobimy.

 

TUTAJ! przeczytasz o tym co działo się u nas podczas pierwszego lockdownu.

 

Teraz szczególnie bardzo dużo u nas, bardzo zdrowego jedzenia.

 

Normalność, możliwość kontaktu z ludźmi, aktywne życie i podróżowanie wróci do nas w stosownym czasie. Choć już tak bardzo nie mogę się tego doczekać. Na teraz znów przyszedł czas, żeby zająć się sobą. Tym razem, podczas tego zamknięcia, nie mam już stresu o prace. Teraz głowę mam spokojną i mogę skoncentrować się na sobie. W listopadzie stały się u mnie dwie szalenie ważne dla mnie rzeczy.

 

TU! przeczytasz o kilku sposobach na trudne okresy w życiu.

 

Od zawsze byłam strasznym zmarzluchem. Zimno do teraz jest jedną z najbardziej nieprzyjemnych dla mnie rzeczy. W listopadzie również z okazji kolejnego zamknięcia postanowiłam spróbować czegoś zupełnie nowego, czego zawsze bardzo się obawiałam. Dla wielu osób, nie będzie to żaden wyczyn, bo listopad w Grecji potrafi być bardzo ciepły i słoneczny. Jednak dla mnie kąpiele w morzu w listopadzie były ogromnym wyzwaniem! Przełamałam się i kilka razy wskoczyłam w tym miesiącu do morza. To było niezwykłe uczucie, takie doznanie przebudzenia całego ciała. Tak jakby dostać od morza zastrzyk pełen życiowej energii. Co będzie z moimi posezonowymi kąpielami dalej? Na teraz czekam na zamówiony specjalny strój do pływania zimą i myślę, że kolejne zimowe kąpiele są teraz przede mną!

 

Pierwsza kąpiel w morzu już w jesienno – zimowym sezonie.

 

TU! propozycja greckiego śniadania na jesień i zimę.

 

Choć moje założenie było takie, że całość zakończę w góra dwa miesiące, tak się nie stało. Prace nad pisaniem i wydawaniem mojego przewodnika po Korfu, przerosły moje najśmielsze wyobrażenia. Nigdy nie sądziłam, że z napisaniem całości będzie tyle pracy. Całość przedłużyła się strasznie, ale kiedy widzę końcowy efekt wiem, że warto było się mimo wszystko nie śpieszyć. Mój przewodnik po Korfu już prawie jest. Obecnie jesteśmy w trakcie końcowego dopinania całości w przepiękną graficzną całość. Za mną sporo zarwanych nocy, ogromna ilość godzin ślęczenia nad tekstem, prawie dziesięć poprawek całego tekstu i praca nad nim z korektorką. Ale już jest! Ponad 235 stron i ponad 160 fotografii. Dokładnie taki jak chciałam – mój autorski przewodnik po Korfu. Koniec listopada to dla mnie przede wszystkim koniec prac nad moją pierwszą książką. Kiedy będzie dostępny? Dosłownie już na dniach. Wszystkie szczegóły na temat kupna mojego przewodnika w formie e-booka – już w następnym poście! Trzymajcie kicuuuki!!!

 

Mała próbka mojego przewodnika po Korfu. O szczegółach – już w następnym poście!