Atrakcje Paleokastritsy. Przewodnik po KORFU, cz. 39… piątek, 15 marca 2024

Paleokastritsa

Paleokastritsa jest najpiękniejszą miejscowością nadmorską na Korfu. To absolutnie jedno z najważniejszych miejsc, które warto odwiedzić będąc na wyspie. O pięciu najważniejszych miejscach na wyspie Korfu przeczytasz w TYM! poście. Czym ta miejscowość przyciąga taką rzeszę turystów? Znajduje się przy najpiękniejszej, najbardziej urozmaiconej linii brzegowej na całej Korfu. Tamtejsze plaże wyglądają jak w raju. Widoki przepełnia zawsze intensywna zieleń i wiecznie kwitnące, różnobarwne kwiaty.

W tym poście przeczytasz o najważniejszych atrakcjach Paleokastristy!

REJSY PO GROTACH I OKOLICZNYCH PLAŻACH

Top jeden Paleokastritsy! Będąc w tej miejscowości można wziąć udział w rejsie po okolicznych grotach i dopłynąć do najpiękniejszych plaż na Korfu. Wszystko o rejsach, które organizowane są w Paleokastritsy przeczytasz w TYM! poście! Znajdziesz tam również wiele zdjęć z tych rejsów.

NAJPIĘKNIEJSZE PLAŻE

O Paleokastritsy mówi się, że jest położona przy sześciopalczastej zatoce. Prześliczne rajskie plaże są usiane po całym wybrzeżu. Największą i najbardziej znaną plażą jest plaża św. Spirydona. Woda przy tej plaży to niebiański turkus! Kto nie lubi tłumów warto wybrać się do mniejszych i mniej dostępnych plaż, do których prowadzą węższe ścieżki odchodzące od głównej drogi w Paleo. Dobry dostęp ma dla przykładu plaża Agia Triada. Na drinka lub zimną kawę można wybrać się do słynnej kawiarni La Grotta, gdzie również można popływać. Warto dodać, że tuż przy restauracji Akron, znajduje się centrum nurkowania Achillion, z którego również warto skorzystać.

Plaża św. Spirydona
Kawiarnia La Grotta

MONASTYR THEOTOKOU I PANORAMA

Paleokastritsa słynie również z pięknie położonego monastyru, który znajduje się na niewielkim wzniesieniu. Wystarczy przejść pięć minut do góry drogą, która rozpoczyna się przy restauracji Vrachos. Już sam spacer tą drogą jest wielką ucztą dla oczu, bo stanowi zapowiedź tego co można tam za chwilę zobaczyć. Linia brzegowa Paleokastristy szczególnie z góry robi ogromne wrażenie.

Sam monastyr został utworzony w 1228 roku, ale budynki które znajdują się na tym terenie dziś pochodzą z XVIII i XIX wieku. Można odwiedzić prawosławny kościół z wiekowym ikonostasem. Warto również wejść do niewielkiego muzeum, gdzie znajdują się wiekowe ikony oraz księgi, szaty i przedmioty liturgiczne.

WAŻNA UWAGA! Monastyr jest zamykany codziennie w godzinach od 13.00 do 15.00. Osoby, które do niego wchodzą obowiązuje stosowny strój (zakryte ramiona i dekolt, nogi zakryte za kolana).

Monastyr w Paleokastritsy

Wizyta w monastyrze to jeszcze nie wszystko. Po prawej stronie armaty, która znajduje się przy wejściu do monastyru, znajduje się bramka. Droga, która znajduje się za bramką prowadzi do widokowego punktu panoramicznego. Panorama, którą widać z tego miejsca jest niesamowita. Niekończące się, otwarte morze, poszarpana linia brzegowa, zieleń i najróżniejsze kwiaty oraz aromatyczne zioła.

AQUARIUM

Jest to miejsce, gdzie zostały zgromadzone najróżniejsze gatunki stworzeń morskich, które zamieszkują ten teren Morza Jońskiego. Warto odwiedzić to miejsce zwłaszcza, kiedy jest się z dziećmi. Wizyta w Aquarium dobrze jeśli jest połączona z oprowadzaniem tamtejszych pracowników, którzy świetnie opowiadają o żyjących na tym terenie stworzeniach. Wspaniała lekcja na temat Jońskiego Morza!

Bilet do Aquarium kosztuje 5€.

Kto z Was już odwiedził Paleokastritsę? Napiszcie jakie były Wasze wrażenia!

TU! sprawdzisz mój autorski przewodnik po Korfu.

TUTAJ! znajduje się oferta naszych wycieczek po Korfu.

Rejsy po wybrzeżu Paleokastritsy. Przewodnik po KORFU, cz. 38… piątek, 1 marca 2024

Paleokastritsa to bez dwóch zdań jedno z najważniejszych do odwiedzenia miejsc na wyspie Korfu. Ta najpiękniejsza wioska nadmorska, położona w północno – zachodniej części wyspy, znajduje się przy najpiękniejszym odcinku linii brzegowej. Od początku do końca sezonu jest mekką dla turystów z każdej części świata, którzy spędzają swoje wakacje we wszystkich częściach Korfu.

TU! przeczytasz o pięciu topowych miejscach na Korfu.

Powodów, dla których warto przyjechać do Paleokastritsy jest wiele. To tam odnaleźć można bajkowe widoki, to tam morze ma wszystkie możliwe odcienie błękitu, to również tam znajduje się pięknie położony monastyr Theotokou. Jednak największą atrakcją, z której Paleokastritsa słynie są rejsy po tutejszym wybrzeżu. Będąc w tej wiosce warto zagospodarować czas tak, aby wziąć udział w takim rejsie. Są one organizowane w dwóch głównych wersjach, zawsze łódkami motorowymi które mieszczą maksymalnie 25 osób.

WERSJA KRÓTKA (trwa około 45 min – 60 min)

Ta wersja rejsu odbywa się przy wybrzeżu samej Paleokastritsy. Na początku motorówki wpływają do pierwszej najbardziej malowniczej groty, która nazywa się grotą Nafsiki. To w niej widać niewielkie stalaktyty i skały, które układają się w najróżniejsze, dziwne kształty. Skąd wzięła się nazwa tej groty?

Grota Nafsiki

Paleokastritsa zgodnie z grecką mitologią to ostatnia przystań Odyseusza w podróży powrotnej do jego rodzinnej Itaki. Dopływając do tutejszego wybrzeża łódź Odyseusza zamieniła się w kamień. Rozbitek wyszedł na brzeg i spotkał córkę Korfiańskiego króla Alkinoosa, która miała na imię Nafsika. Mitologia mówi, że zakochali się w sobie. Na pamiątkę wydarzenia najbardziej malownicza grota jest nazwana grotą Nafsiki.

W grocie Agios Nikolaos

Po wizycie w tej grocie wypływa się dalej. Następnie motorówki wpływają do groty Agios Nikolaos, w której widać niesamowity kolor turkusowy. A na koniec wpływa się jeszcze do malutkiej groty, która nazywa się Błękitne Oko. Światło słoneczne, które przeciska się przez otwór w skałach, działa jak reflektor podświetlając grotę od dołu. To właśnie tam widać niezwykle intensywny kolor niebieski. Podpływające dokładnie w to miejsce niewielkie rybki o nazwie oblada, zawsze robią wrażenie!

Błękitne Oko

WERSJA WYDŁUŻONA (trwa do 3 godzin i jest połączona z godzinnym plażowaniem)

Po odwiedzeniu miejsc z pierwszej wersji rejsu, płynie się w morze jeszcze głębiej. Po około dwudziestu minutach płynięcia od Paleokastristy podczas tej wersji rejsu dopływa się do jednej z najpiękniejszych plaż na Korfu, słynnej Rajskiej Plaży, która tak naprawdę nazywa się Chomi. Plaża, która dostępna jest tylko ze strony morza jest zjawiskowa. Z trzech stron ramują ją wysokie klify, a woda ma tam kolor jasnego turkusu. Plażowanie na tej plaży jest surowo zabronione, ze względu na to, że w każdej chwili może osunąć się klif. Warto jednak opłynąć to miejsce z bezpiecznej odległości, żeby zobaczyć jak wygląda od strony morza.

Rajska Plaża (Chomi)

Bezpieczne plażowanie najlepiej zorganizować na kolejnej rajskiej plaży nazywanej Limni. Tworzą ją dwie prawie symetryczne plaże, które znajdują się na zwężeniu wysuniętego w głąb morza wąskiego przylądka. Woda przy tej plaży to istny szmaragd!

Plaża Limni

Podczas tej wersji rejsu opływa się kolejne ciekawe miejsca: wielką grotę o nazwie Liniodoros, plażę Marmaria, czy kawiarnię – La Grotta, która słynie z niezwykłego położenia. Ta poszarpana, skąpana w zieleni cześć wybrzeża uznawana jest na całej Korfu za najpiękniejszą.

Liniodoros

Kawiarnia La Grotta

Krótka wersja rejsu jest częścią naszej wycieczki MIEJSCA KORFU.

Wydłużona wersja rejsu jest częścią naszej wycieczki WIDOKI KORFU.

Ceny rejsów dostępne są na naszej stronie.

Jeśli jesteś turystą poza grupą zorganizowaną cena każdego rejsu będzie wyższa o około 5€.

Jeszcze więcej o ważnych miejscach na Korfu przeczytasz w moim ebooku „Korfu przewodnik po Raju”.

Doliną rzeki Nestos… piątek, 26 stycznia 2024

Jeszcze kilka lat temu nie za bardzo przepadałam za przebywaniem w naturze. Wydawało mi się, że moim żywiołem jest miasto. Im większe tym lepiej. To w mieście przecież dostępne są najróżniejsze atrakcje i to w mieście ciągle coś się dzieje. Jeszcze kilka lat temu nie mogłam nawet przypuszczać jak bardzo zmieni się moje nastawienie do przyrody. Dziś przebywanie na łonie natury jest bardzo ważną częścią mojej codzienności. Nie wyobrażam sobie dnia bez choć krótkiego spaceru, albo tygodnia bez kilku spokojnych chwil nad morzem. Myślę, że moje nastawienie do przyrody zmieniło jej piękno między innymi tutaj w Grecji. A jednym z takich właśnie niesamowitych greckich miejsc jest ścieżka, która prowadzi doliną rzeki Nestos.

Rzeka Nestos płynie przez dwa kraje: Bułgarię i Grecję. W Bułgarii ta rzeka nazywana jest Mesta. Jej linia jest symboliczną granicą między Tracją, a Macedonią. Nestos ma długość 230 km i rozpoczyna się górach Riła, czyli w najwyższym paśmie górskim Bułgarii. W swoim końcowym odcinku formuje rozległą deltę i wpływa do cieśniny Thasos na Morzu Egejskim. To właśnie wzdłuż tej doliny, która znajduje się blisko miejscowości Ksanti w północno – wschodniej Grecji, biegnie niezwykle malownicza droga tuż przy korycie samej rzeki, pośród gęstych lasów bukowych. Krajobrazy, które tam widać prezentują się niesamowicie o każdej porze roku. Jest to idealna ścieżka na średnio intensywny spacer, przebywając tam można również wziąć udział w spływie kajakowym. Obecnie trasa, która prowadzi wzdłuż rzeki jest terenem Parku Narodowego. Stanowi prawdziwe królestwo dla gadów, płazów i ptaków, których na tym terenie żyje około aż 250 różnych gatunków.

*

Czy wiecie co oznacza słowo „abderyta”? Tak można nazwać głupca, laika, nieuka. To słowo pochodzi od miasta Abdera, które niegdyś znajdowało się w pobliżu delty Nestos. Z tego miasta pochodził między innymi Demokryt i Pitagoras. Mimo, że z tego miasta wywodzili się słynni filozofowie, teren ten uznawany był za głęboką prowincję. Stąd określenie „abderyta” oznacza głupca.

Dolina rzeki Nestos znajduje się bardzo blisko miasta Ksanti. Z pewnością warto się w nim zatrzymać na dłużej jeśli będziecie podróżować przez tę część Grecji. Jest to klimatyczne, typowo greckie miasto, w którym do dziś mocno czuć wspomnienie po osmańskim panowaniu. To również miejsce spotkań kilku różnych kultur. Choć głównie mieszkają tam Grecy, spotkać można do dziś wielu Turków, mieszkają tam również Pomacy, czyli muzułmanie o słowiańskim pochodzeniu, których język bardzo przypomina bułgarski.

Do przygotowania tekstu korzystałam z: „Grecja. Cuda Świata”, Rzeczpospolita, New Media Concept, 2008.

TUTAJ! jest post o Kawali.

TU! jest nasz filmik o Salonikach.

TU! znajduje się post o Metsowie.

Moja wielka, grecka… Wigilia!… piątek 29 grudnia 2023

Wigilijny stół w Grecji

Zazwyczaj nasz kalendarz organizujemy tak, że Boże Narodzenie spędzamy w Polsce, a Święta Wielkanocne w Grecji. W tym roku pomyśleliśmy, że miło będzie po wielu latach znów spędzić Wigilię i całe Boże Narodzenie w Grecji, w sałatkowym domu. Spakowaliśmy walizki i po kilku godzinach podróży przepiękną trasą wiodącą z zachodu na wschód greckiego kontynentu, znaleźliśmy się w domu rodziców Janiego.

Zgodnie z planem w dzień Wigilii około południa miała dojechać siostra Janiego, czyli Olivka ze swoim mężem i dwoma ślicznymi szkrabami. Starszy synek ma teraz cztery lata, a młodszy nieco ponad rok. Są prześliczni i jak pewnie się domyślacie bardzo głośni i psotliwi. Po kilku godzinach podróży Olivka wparowała do domu z jednym maluchem na rękach, drugim trzymanym za rękę. Miała na sobie wielką bluzę z podobizną Myszki Miki i rozpadającą się kitkę włosów na samym czubku głowy. Po wprowadzeniu kilku podróżnych walizek, na parapecie położyła mini akwarium ze złotą rybką o imieniu Tonny, z którą jej starszy synek się nie rozstaje.

Olivka w tym momencie życia jest zmęczoną, ale za to szczęśliwą mamą, która również na pełen etat pracuje. Każda mama wie doskonale co oznacza takie zestawienie…

Zgodnie z planem dnia wieczorem miała odbyć się nasza grecka Wigilia, na którą miał również wpaść jeden z kuzynów Janiego. Jak wygląda taka typowa Wigilia w Grecji, o tym możecie przeczytać w TYM! poście. Przez kilka kolejnych godzin cała rodzina z rozkoszą zajmowała się dwoma szkrabami, którzy nie potrafią pozostać w bezruchu. Sałatkowy dom wypełnił się krzykiem i śmiechem dzieci, śpiewem dziecięcych piosenek i ciągłymi zabawami.

Po kilku dobrych godzinach śpiewu, śmiechu i hałasu, krzycząc spytałam moją teściową:

-To o której robimy tę Wigilię? Pewnie grubo po dwudziestej?

-Tak, tak! – odkrzyknęła Feta i zajęła się budowaniem wysokiej piramidy z klocków razem ze starszym wnukiem.

Spojrzałam na zegarek. Dochodziła szósta. Myślę: wskoczę do łazienki żeby się odświeżyć, bo na pewno później nie będzie można się tam dopchać, a później popakuje jeszcze wszystkie prezenty i odpowiem na kilka maili, żeby pracę mieć zupełnie z głowy.

Kiedy wpadłam w wir przygotowywania siebie, prezentów oraz kończenia pracy, chwycił mnie lekki stres, żeby tylko się nie spóźnić. Pewnie za kilka chwil wpadnie kuzyn, wszyscy się rozsiądą i świętowanie zaczniemy wcześniej, więc trzeba się śpieszyć.

Spojrzałam na zegarek. Grubo po ósmej wieczorem. Myślę: pewnie lada chwila, zasiądziemy do wigilijnego stołu! I na myśl o pysznościach, które na takie okazje przygotowuje moja teściowa zaczęło burczeć mi w żołądku.

Jestem na czas! Kuzyna jeszcze nie ma. Ja już gotowa. Maile co do jednego odpisane. Prezenty ślicznie popakowane. Razem z całym ich stosem przeszłam do salonu. Przechodząc obok zegara zobaczyłam, że jest ósma trzydzieści pięć.

Weszłam do salonu. Cały salon i cała kuchnia stała się jednym, wielkim pobojowiskiem pełnym zabawek. Feta urzeczona swoim wnukiem dokładnie tak jak kiedy wychodziłam, tak samo teraz układała wieżę z klocków. Mój teść czyli Pomidor po raz chyba tysięczny wchodził i schodził z młodszym wnukiem po trzech schodkach, które oddzielają salon od kuchni. Olivka szykowała jakąś papkę mówiąc jedocześnie do swojej rybki. A jej mąż przeglądał coś na telefonie. Pytam więc wprost:

-Słuchajcie… A co z tą Wigilią? Jak stoi sprawa? To kiedy zaczynamy? Czy coś trzeba pomóc?

-Wigilia… A nie! W tym roku jednak nie robimy! – odpowiedziała Feta i w tym samym momencie mały brzdąc zburzył śmiejąc się na całego wysoką wieżę, którą właśnie razem ustawili.

-Nie robimy? – powtórzyłam dla pewności i prócz tego, że zrobiło mi się przykro, poczułam jak mocno zaburczało mi w żołądku.

-Daj spokój Dorota! My za chwilę idziemy spać! – dodała Olivka żując zrobiony przez siebie tost.

-A co z kuzynem Janiego? Przecież też miał wpaść?

-A właśnie! – Fecie się przypomniało – Jani, weź zadzwoń do niego i powiedz mu, że jednak nie robimy Wigilii bo jesteśmy zmęczeni i żeby wpadł do nas na Sylwestra. Głodna jesteś Dorota? – spytała rozradowana Feta i przeszła ze swoim wnukiem do kuchni.

-No… Raczej tak…

-To odmrożę ci tiropitę! I jak chcesz to robię ci nawet sałatkę! Po grecku! – chwilę później zwróciła się do wnuka –Zrobimy ciotce pyszną sałateczkę po grecku! Prawda? Olivka usypia już na stojąco i marzy, żeby się wykąpać i iść spać. Twój teść to mi za chwilę ogłuchnie od tych krzyków. I ja też ci powiem… Zmęczona jestem i chcę się położyć spać. Więc jutro zrobimy uroczysty obiad, rozdamy prezenty i też będzie fajnie! Harry pomachaj cioci!!! O! A wyślesz jej całuska?

Zjadłam odgrzaną przez Fetę tiropitę i własnoręcznie zrobioną przez nią sałatkę po grecku, która była przepyszna! Zaczęłam rozmyślać. Bardzo lubię tradycję polskich Świąt Bożego Narodzenia. Zapach choinki w domu. Ręcznie robione pierogi z kapustą i grzybami. Siano pod białym obrusem i stare polskie kolędy. Tradycji polskiej Wigilii z pewnością mogą nam pozazdrościć cudzoziemcy.

Nie zawsze święta są jednak takie o jakich marzymy. Ile razy zmuszamy się do przestrzegania tradycji, tylko dlatego, że tak było zawsze, dlatego że tego oczekują od nas inni i dlatego, że tak wypada. Na drugi plan przesuwamy to, że nie mamy na coś ochoty, że jesteśmy zmęczeni, albo że w danym momencie mamy zupełnie inne priorytety.

Zrobiłam sobie pyszny popcorn. Zmyłam makijaż i przebrałam się w wygodne pidżamy. Znalazłam gruby wełniany koc i włączyłam serial, który dawno temu miałam dokończyć. Poczułam w sobie całkowity luz, o którym marzyłam długo. I jakby zeszło ze mnie napięcie jeszcze z pracy tego sezonu. Poczułam, że to jest cudowne, taka świadomość, że wcale nic nie muszę, a mogę całkowicie wyluzować.

Następnego dnia Feta przyszykowała ucztę godną olimpijskich bogów. Dokładnie w momencie, kiedy wszyscy byli wypoczęci. Siedzieliśmy przy stole do późnego wieczora bawiąc się z dziećmi i podjadając świąteczne pierniki. Z taką przyjemną świadomością, że nikt nie robi tego bo musi, bo tak mu każe tradycja, ale dlatego że na to właśnie ma ochotę. Tradycja jest ważna i potrafi pięknie ubarwić nasze życie. Ale nasze potrzeby… To one zawsze powinny być tym numerem jeden.

TUTAJ! przeczytasz co Grecy jedzą podczas Bożego Narodzenia.

Top 5 miejsc na Korfu. Przewodnik po KORFU, cz. 37… piątek, 17 listopada 2023

Panorama na miasto Korfu

Chcesz zobaczyć najważniejsze i najpiękniejsze miejsca na Korfu? Zastanawiasz się od czego zacząć podróż po wyspie? Albo będąc na Korfu nie masz zbyt wiele czasu i chcesz zobaczyć to co dla wyspy najważniejsze? Niżej zestawienie pięciu topowych miejsc na wyspie Korfu.

Te zestawienie przygotowałam w oparciu o moje doświadczenie pracy pilota na Korfu oraz opinie naszych turystów z ankiety na Facebooku. Jest to również zestawienie z którego korzystam, kiedy chcę pokazać Korfu wpadającej do mnie rodzinie i przyjaciołom.

TOP 1: WENECKIE MIASTO KORFU

Zdecydowanie najważniejsze miejsce na całej wyspie. Miasto Korfu, czyli stolica wyspy została zbudowana przez Wenecjan. Starówka miasta dumnie widnieje na liście UNESCO. Stolica wyspy stanowiła niegdyś najważniejsze miasto dla wszystkich siedmiu Wysp Jońskich. Dziś wielu uważa, że miasto Korfu to najpiękniejsza stolica wysp całej Grecji. Warto udać się do miasta na cały dzień. Pospacerować po wiekowych ulicach, zgubić się w jego zakamarkach. Zjeść coś pysznego w jednej z lokalnych tawern i podziwiać tutejsze widoki na morze. Miasto Korfu ma ponad dziesięć muzeów o różnorodnej tematyce. Będzie również rewelacyjnym miejscem dla osób, które kochają historię.

TU! przeczytasz o najważniejszych zabytkach miasta Korfu.

TUTAJ! znajduje się zestawienie muzeów miasta Korfu.

TOP 2: PALEOKASTRITSA

Najpiękniejsza wioska nadmorska na Korfu, położona przy najpiękniejszym fragmencie wybrzeża całej wyspy. Miejscowość porośnięta jest gajami oliwnymi. Tam gdzie kończą się widoki na gaje oliwne, tam zaczyna się poszarpana linia brzegowa. To właśnie w Paleokastritsy można zobaczyć wszystkie odcienie błękitu, turkus czy też krystaliczny szmaragd. Całe wybrzeże poprzecinane jest malowniczymi plażami, na które można dostać się motorówką. Paleokastritsę warto zobaczyć przede wszystkim z perspektywy morza. Stąd główną atrakcją tego miejsca są rejsy niewielkimi motorówkami do błękitnych grot oraz na pobliskie plaże.

TUTAJ! przeczytasz o najpiękniejszej plaży na Korfu, czyli Rajskiej Plaży.

TOP 3: KANONI

Punkt widokowy Kanoni jest najczęściej fotografowanym miejscem na wyspie. To od dawna wizytówka wyspy Korfu. Ten uroczy widok składa się z dwóch elementów. Widać z niego niewielką wysepkę o nazwie Vlacherna, która wąską groblą połączona jest z lądem. Znajduje się na niej biały monastyr o tej samej nazwie. Tuż obok jest druga niewielka wyspa, nazywana Mysią Wyspą. To właśnie widok na obie wysepki widnieje na większości magnesów z wyspy Korfu. W tym miejscu warto zatrzymać się na dłużej, bo tuż obok czeka kolejna atrakcja. Kanoni to rewelacyjny punkt do obserwacji lądujących na Korfu samolotów. Przechodząc na groblę, która łączy Kanoni z południową częścią Korfu, można ustawić się tak, że  lądujące samoloty będą przelatywać dokładnie nad nami. Wrażenia gwarantowane!

TU! przeczytasz o Kanoni jeszcze więcej.

TOP 4: PORTO TIMONI

Fot. Elżbieta Chodorowska

To z pewnością jeden z najciekawszych widoków na Korfu. Porto Timoni to przylądek, który po obu stronach ma zwężenie, gdzie znajdują się symetrycznie położone niewielkie plaże. Całość przylądka gęsto porośnięta jest zielenią, a plaże które znajdują się po obu stronach mają przepiękny turkusowy kolor wody. Warto pamiętać aby wybierając się na trekking do tego miejsca zabrać sportowe buty. Od kilku lat widok na Porto Timoni jest jednym z najczęściej pojawiających się zdjęć z Korfu na Instagramie.

TU! jest zestawienie najpiękniejszych plaż Korfu.

TOP 5: PALIA PERYTHIA

Palia Perythia, czy też Stara Perythia to jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych tradycyjnych korfiańskich wiosek. Spodoba się osobom, które szukają miejsc nieco oddalonych od utartych, turystycznych szlaków i chcą zobaczyć klimatyczne miejsca, w których czuje się ducha czasu. Obecnie w opuszczonych przez dawnych mieszkańców starych domach znajdują się najlepsze na całej wyspie tradycyjne tawerny. To właśnie w Starej Perythii warto zatrzymać się na pyszny obiad podczas podróżowania po wyspie.

TU! przeczytasz o tradycyjnych potrawach na Korfu.

TUTAJ! przeczytasz więcej o Starej Perythii.

Jaka jest Twoja piątka topowych miejsc na Korfu? Czy do tego zestawienia dodasz coś jeszcze?

Szukasz wycieczek i rejsów po wyspie Korfu? TU! sprawdzisz ofertę naszych wycieczek po najpiękniejszych miejscach na Korfu oraz rejsów po okolicy!

Ikaria. Co warto zobaczyć na tej wyspie?… poniedziałek, 27 marca 2023

Ikaria

O podróży na Ikarię marzyłam już wiele lat. Za każdym razem coś stawało na przeszkodzie. Dostanie się na tę wyspę nie jest proste, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy razem z Janim mamy czas na podróże. Tej zimy zwyczajnie się uparłam. Postanowiliśmy, że jedziemy i koniec.

Ikaria słynie z tego, że wielu jej mieszkańców w fantastycznej kondycji dożywa długowieczności. Żyje się tam długo, szczęśliwie i zdrowo. Chciałam to zobaczyć na własne oczy i o zdrowym życiu Ikaryjczyków dowiedzieć się jeszcze więcej.

Niestety, nasze podróżnicze plany zostały mocno poturbowane przez okoliczności zewnętrzne. Podróż na Ikarię była bardzo ciężka. Na początek czekała nas całonocna przeprawa z Korfu do Salonik. Lot na Ikarię z międzylądowaniem na Limnos. I w końcu lądowanie na Ikarii. Na Limnos okazało się jednak, że musimy przeczekać dwa dni, ponieważ wiatr na Ikarii jest tak silny, że samolot nie może tam wylądować. Tak więc – powrót do Salonik, gdzie spędziliśmy dwie noce, ponowny lot Limnos – Ikaria i w końcu po prawie trzech dniach w podróży… Wylądowaliśmy na Ikarii!

To, że Ikaryjczycy nie liczą czasu wydawało się niezwykle urocze, kiedy czytałam o tym w przewodniku. Mniej uroczo czuliśmy się, kiedy okazało się że w wypożyczalni aut o nas zapomnieli i na jakieś dwie kolejne godziny utknęliśmy na lotnisku. Kiedy dotarliśmy w końcu do hotelu, padliśmy spać z planami w głowie, że rankiem wstaniemy, pójdziemy na przepyszne śniadanie, wybierzemy się na przejażdżkę, a w jakiejś tradycyjnej tawernie zjemy coś pysznego i zdrowego. Ach te plany… Plany… Plany… Kolejnego dnia po przebudzeniu okazało się, że na całej wyspie jest generalny strajk. Pozamykane między innymi piekarnie i tawerny. Na śniadanie więc suchy tost, na obiad odmrożona pizza, a na kolacje… ciastka.

Mimo wszystko, nawet nie wiem jak to racjonalnie wytłumaczyć, ta wyspa i cała ta podróż nawet w takiej formie, bardzo mi się podobała. Było to dla mnie doświadczenie, życiowa lekcja, żeby aż tak nie planować, przestać żyć oczekiwaniami, a po prostu być i doświadczać.

Jaka jest ta wyspa?

Ikaria to dla mnie taka dziwna wyspa. Jest w niej coś takiego dziwnego, takiego magicznego, jak nie z tego świata. Jeśli miałabym określić ją jednym wyrazem, od razu nasuwa mi się słowo „szorstka”. Wszędzie widać na niej skały, kawałki skał, szorstkie, twarde,  poobrywane. Co chwilę widać urwiska albo wysokie poszarpane klify. Na wyspie dominuje skalny krajobraz, gdzieniegdzie rosną drzewa oliwne, wszędzie pachnie dzikimi ziołami i co chwilę widać wspinające się lub biegnące kozy, które idealnie wpisują się w krajobraz.

Ludziom musiało żyć tu ciężko. Wyspa nie ma dobrych pod uprawę ziem. Jest dość górzysta, a do lądu jest daleko. Jeśli ktoś zdecydował się tu zostać musiał to miejsce kochać i jednocześnie dostosować swoje życie do ciężkich warunków, które tu są.  Być może to życie zgodnie z prawem dzikiej natury jest tym magicznym składnikiem długowieczności?

Co zobaczyć na Ikarii?

Ikaria nigdy nie była i raczej nigdy nie będzie wyspą, która tłumnie odwiedzana jest przez turystów. Dlaczego? Nie ma tu ani ważnych zabytków, ani pocztówkowych widoków. Nie ma tu również łatwo dostępnych plaż, które mogliby pokochać turyści. Wyspa spodoba się na pewno podróżnikom, którzy mają ochotę zobaczyć prawdziwą Grecję, z daleka od komercyjnych szlaków.

Główna stolica Ikarii, czyli Agios Kirikos to jedynie nieco większa wioska z niewielkim portem, kilkoma sklepami, tawernami oraz kawiarenkami. Warto odwiedzić stolicę, żeby zobaczyć typowe, nieśpieszne wyspiarskie życie i ten wszechobecny, naturalny luz.

Agios Kirikos

Udając się ze stolicy drogą na zachód, po około godzinnej jeździe można dojechać do wioseczki Kambos, przy której znajduje się średniowieczny klasztor Theoktisti. Jest to jeden z najbardziej uroczych klasztorów jakie w Grecji widziałam. Główny budynek  został zbudowany pomiędzy dwoma wysokimi skałami. Sam budynek, położony w malowniczej wiosce, bardzo przypomina kształtem grzyb. Wnętrze było zamknięte, ale w środku znajduje się wiekowy ikonostas.

Klasztor Theoktisti

Rahes to jedna z najbardziej znanych wiosek Ikarii. Jest tam bardzo urokliwie. Niewielkie, barwne domy i budynki znajdują się przy głównym rynku, gdzie koncentruje się życie. Opowieści o mieszkańcach tej wioski są znane w całej Grecji. Mówi się o nich, że nie znają pojęcia czasu. Wstają po 11 rano i chodzą spać w samym środku nocy. Właściciele piekarni potrafią nie przychodzić rano do pracy. Swój chleb zostawiają na zewnątrz. Ten kto przyjdzie kupić chleb, pieniądze wrzuca do koszyka. Rzeczywiście, przyznać trzeba że w wiosce Rahes atmosferę luzu można było dosłownie kroić w powietrzu.

Aby dostać się do najbardziej malowniczej plaży Ikarii, trzeba nastawić się na wyprawę. Konieczne są porządne, sportowe buty. Idzie się kamienistym zboczem, które nie ma wyznaczonej żadnej ścieżki. Po około dwudziestu minutach przeprawy schodzi się do niewielkiej plaży Seychelles. Plaża jest mała, położona pomiędzy wysokimi skałami. Cała plaża wyścielona jest niewielkimi otoczakami. To właśnie tam można wykąpać się w turkusowej wodzie, która wygląda jak ze snu.

Plaża Seychelles

Ikaryjskie pojęcie czasu

Myślałam, że magnesu na lodówkę z Ikarii nie przywiozę, bo nie spotkaliśmy żadnego sklepu z souvenirami. Dopiero na lotnisku udało mi się zauważyć niewielkie stoisko z magnesami na lodówkę przy lotniskowej kawiarence. Czym reklamuje się Ikaria? Ten magnes bardzo mnie rozbawił! Pierwsze miejsce, które nie reklamuje się zabytkami, czy też widokami, ale lekkim podejściem do czasu. Na Ikarii, czas nie obowiązuje! I to jest największą atrakcją tej wyspy. Jak dla mnie – genialne!

Nikt się nie śpieszy. Każdy ma czas. Samolot albo przyleci, albo nie, ale przecież zwykły człowiek wcale nie ma na to wpływu, więc po co szarpać sobie nerwy martwieniem się?

Jeden wielki spokój. Natura, która mądrze rządzi i wyznacza czasem szorstkie prawa życia. I ten ikaryjski luz, w którym jest przekonanie, że jest dobrze tak jak jest, nie ma potrzeby gonić, ani ciągle wszystko zmieniać.

Czułam, że potrzebna była mi ta podróż. W takiej właśnie formie. Kiedy wróciłam, poczułam się wewnętrznie oczyszczona. Trochę to trudne do ubrania w konkretne słowa.

TU! przeczytasz o wyspie Amorgos

TUTAJ! przeczytasz o Santorini

TU! jest oferta mojego przewodnika po Korfu

Służba wojskowa w Grecji jest obowiązkowa!… poniedziałek, 6 marca 2023

Jani w czasie służby wojskowej w jednostce specjalnej spadochroniarzy

Tak właśnie jest! Służba wojskowa w Grecji jest obowiązkowa. Trwa ona dokładnie rok. Nie chodzi wcale o służbę społeczną, ale najprawdziwsze wojsko. Każdy Grek, najczęściej po ukończeniu edukacji przed wejściem w dorosłe życie, przez rok ubrany chodzi w strój moro, ma ścięte na krótko włosy i biega z prawdziwym karabinem.

Co prawda w praktyce część mężczyzn się od takiej służby wykręca. Można załatwić zaświadczenie od lekarza o chorobie lub problemach psychicznych, ale mimo wszystko przeważająca większość młodych Greków w pewnym okresie swojego życia odrywa się od rąbka spódnicy mamy i na rok idzie do wojska.

Obecnie obowiązkowa służba wojskowa trwa rok. Ale za czasów mojego teścia trwała ona dwa lata.

Dlaczego tak jest?

Grecja jest bardzo małym krajem. Ma jedynie 10 milionów mieszkańców, więc jest aż cztery razy mniejsza niż Polska. Przeszłość Grecji nieco przypomina przeszłość naszego kraju, ponieważ przez całe wieki Grecy musieli albo bronić swojej wolności, albo krwawo o nią walczyć. Dla Greków wrogiem numer jeden była i jest Turcja. Będąc tak małym krajem i mając tak dużego wroga, trzeba być w ciągłej gotowości na to aby móc się bronić. Stąd w Grecji wojsko jest dla mężczyzn obowiązkowe.

*

Dla mojej teściowej Fety, myśl że jej ukochany syn Jani mógłby iść na wojnę, jest największym życiowym koszmarem. Każdy z nas ma taki koszmar, który co chwilę do nas powraca i zawsze nas męczy. Stosunki grecko – tureckie są co chwilę bardziej / mniej napięte o czym rzecz jasna uwielbiają trąbić media. Na dodatek, co jakiś czas… Tak mniej więcej raz na dwa lata, ktoś z wojska dzwoni do Fety, aby zaktualizować dane Janiego, który wciąż jest na liście mężczyzn, którzy potencjalnie w przypadku zagrożenia, mogą iść walczyć na wojnę.

-Dzień dobry! Dzwonię do pani w sprawie pani syna…- tak zazwyczaj zaczyna się taka rozmowa.

-Tak, słucham… Co się stało?!

-Kłania się XYZ z Wojska Greckiego. Chciałem…

I wtedy Feta zazwyczaj wykrzykuje „O Jezus Maria!”. Najwidoczniej przyzwyczajony do takich reakcji matek głos, skutecznie uspakaja, że to nic takiego, tylko muszą sprawdzić dane. Ukochanego syna nie wysyłają na żadną wojnę.

Z jednej strony wielkim powodem do dumy dla Fety jest fakt, że Jani był w jednostce specjalnej spadochroniarzy. Z drugiej jednak strony, to wzmaga jej obawy…

Spokojny wieczór. Powoli zapada noc. Feta paląc papierosa ogląda wieczorne wydanie wiadomości. A tam standard. Sytuacja między Grecją, a Turcją znów napięta, więc następuje dokładna analiza tego co się dzieje i tego co może się stać. Feta nerwowo gasi papierosa i spogląda na syna:

-Jani… Ale wiesz… Jak wybuchnie ta wojna… Jak nas Turcja zaatakuje, to będziesz musiał iść na tę wojnę. Do tego dzwonili ostatnio do mnie w twojej sprawie z wojska. Więc wiesz…

Jani skroluje telefon i zawsze spokojnie odpowiada:

-Tak wiem – i wraca do telefonu. Najwidoczniej taka odpowiedź nie koresponduje z emocjami Fety.

-No i co wtedy będzie…? He? – Feta dopytuje.

Jani już czuje o co chodzi. Ma więc idealny temat do żartów. Odkłada telefon i patrząc na matkę oznajmia:

-Oczywiste jest, że jak będzie już ta wojna to chwycę za broń i będę bronić do ostatniej kropli krwi swej ojczyzny i wszystkich niewinnych kobiet! W tym i ciebie. No przecież ktoś musi bronić i kraju i ciebie, więc nie rozumiem dlaczego ja miałbym tego nie robić.

-No ale… Wiesz… – Feta nie wie co ma odpowiedzieć, więc pytająco zerka na męża szukając w nim pocieszenia. Reakcja ze strony Pomidora jest natychmiastowa:

-Ja też! I ja też! Jak już wybuchnie ta wojna to ja też pójdę! – oznajmia Pomidor.

-Ty?! Przecież jesteś już grubo po siedemdziesiątce. Co ty będziesz robić na tej wojnie? Ciebie nie wezmą! – odgraża się Feta.

-Wezmą! Sam się zgłoszę na ochotnika!

-I co ty tam będziesz robić na tej twojej wojnie? Dziadków nie chcą!

-Stary, ale jary! – mówi Pomidor – Na tak wiele rzeczy mogę się im jeszcze przydać! Zobacz, mogę pomagać w biurze, mogę opracowywać różne strategie. A ponadto jestem bardzo dobrym kierowcą! Tak! Widzę się na tej wojnie jako kierowca ochotnik! Możne nawet dadzą mi poprowadzić jakiś czołg… Kto wie?! Ale na pewno bardzo im się przydam! Tak więc jak tylko będzie ta wojna, to obaj z Janim idziemy! Brawo synu! Moja krew!

-A może… – kończy Feta, która najwidoczniej czuje się znokautowana – Chyba jednak nie będzie tej wojny… Odkąd pamiętam o tym mówią… Jak myślicie? Ja uważam, że jednak do niej nie dojdzie. Jak zwykle rozejdzie się po kościach. A tak poza tym… Co jutro chcecie na obiad? Mogę zrobić pyszną mussakę!

TU! przeczytasz więcej o sałatkowej rodzinie.

TUTAJ! jest przepis na grecką mussakę.

TU! przeczytasz o schronisku dla osłów na Korfu.

Jak zabrać kawałek Grecji wracając z wakacji do domu… poniedziałek, 6 lutego 2023

Uwielbiamy wyjeżdżać do Grecji na wakacje dla greckiego morza, niesamowitych widoków, słońca i pysznego jedzenia. Dla wielu osób, które kochają wracać do Grecji, przyciągającym ich magnesem jest coś jeszcze… Jest to grecki luz, grecki uśmiech, grecka lekkość bytu. Ludzie jeżdżą do Grecji żeby zaznać tej właśnie lekkości. Później wracają do domów i do niej tęsknią. Bo w codzienności, w której wszystko tak morderczo pędzi, trudno złapać oddech. A przecież można inaczej! Właśnie o tym zdaje się przypominać symboliczny magnes z wakacji, przyczepiony na lodówkę.

Atmosfera wakacyjnego wyluzowania znika znacznie szybciej niż opalenizna ze skóry. Choć tak bardzo nie chcemy, znów zaczynamy się spinać, stajemy się śmiertelnie poważni. Wiele osób marzy, żeby tak rzucić wszystko i przeprowadzić się do Grecji na stałe. A to wcale nie jest rozwiązanie. Bo zmiana miejsca zamieszkania nie jest lekarstwem na problemy, które mamy w sobie.

Zmiany naszej rzeczywistości możemy zacząć jedynie od zmiany siebie małymi krokami. Nie możemy wpłynąć na to, że pogoda za oknem jest szara, że ludzie w tramwaju są naburmuszeni. Możemy jednak świadomie wpuścić do swojego życia trochę greckiego luzu.

Dziś trzy pomysły na to, jak swojej codzienności dodać nieco greckiego słońca…

ŚWIADOMIE RÓB NIC

Łatwo to zaobserwować w Grecji. Wiele momentów, podczas których ludzie robią nic. Siedzą na ławce gapiąc się w morze. Piją przez godzinę miniaturową filiżankę kawy. Robią nic, albo wykonują coś co może wydawać się zupełnie nieistotne. W naszym cywilizowanym, zachodnim świecie na takie momenty nie ma miejsca. Dzień zapełniony zadaniami, które uwielbiamy odhaczać. Codzienność skoncentrowana na tym, żeby w niedalekiej przyszłości odnieść sukces. Przecież czas to pieniądz, więc należy robić rzeczy, które się opłacają. Dobre życie powinno być wypełnione skreślonymi zadaniami i najlepiej spektakularnymi sukcesami. Tylko, że czasem… Są takie chwile, które nie przynoszą nam spektakularnych sukcesów. Nic tak wielkiego nie dzieje się wtedy na zewnątrz. Są to chwile, w których w ciszy i spokoju – jesteśmy sami ze sobą. Polegają one właśnie na zewnętrznym robieniu „niczego”.

A gdyby tak… Usiąść na przykład w jakiejś kawiarni z ładnym widokiem, albo z widokiem na ciekawy fragment ulicy. Wyłączyć telefon, nie brać ze sobą żadnej gazety, ani książki i nawet tak jedynie przez kwadrans pijąc kawę, zanurzyć się w siebie. I sprawdzić co tam w naszym wnętrzu siedzi.  Nie rozmawiać z nikim, niczego nie notować. Znaleźć największą wartość w tym, że się „jest”.

UŚMIECHAJ SIĘ DO LUDZI

Wiem, że na początku mieszkania w Grecji, przez innych najpewniej uznawana byłam za gbura. Wchodziłam na przykład do piekarni i z poważną miną bezosobowo żądałam: „Proszę kilogram chleba!”. Dopiero później zauważyłam, że ludzie wchodząc do sklepów tak się nie zwracają. Właściwie każdy kto wchodzi najpierw się uśmiecha, następnie mówi „dzień dobry”, a dopiero później spokojnie, bez pośpiechu  prosi o to co jest mu potrzebne. To taka kwestia delikatności i pokazanie światu, że osoba która nas obsługuje jest ważna i ją szanujemy. Dopiero po latach zauważyłam, że dzięki temu robi się tak przyjemnie. Tak jakby ten uśmiech zostawał, tak jakbyśmy uśmiechali się do siebie.  Łatwo zauważyć, że Grecy uśmiechają się bardzo często. Ten ich luz wymalowuje się na twarzach. Warto więcej uśmiechu wprowadzać do naszej codzienności świadomie, nawet jeśli czasem nie będzie on odwzajemniony.

CZERP RADOŚĆ Z CODZIENNOŚCI

Typowy Grek nie wyczekuje z niecierpliwością na końcówkę tygodnia. Nie szuka rozluźnienia wewnętrznego napięcia w alkoholu, bo tego napięcia nie ma.  Aby prawdziwie odpocząć nikt nie czeka na wakacje. Dlaczego tak jest? Grecka codzienność jest tak skomponowana, że w tygodniu pracy, w zwykłej codzienności jest sporo luzu. To szalenie ważne. Czas na spokojny obiad, najlepiej z rodziną jest tu świętością. W tygodniu jest czas, aby wyjść na kawę z przyjaciółmi i czas żeby pogadać o niczym. Jak wszędzie momenty stresu się zdarzają, ale Grecy w swojej codzienności żyją bez spiny. Nawet podczas pracy co chwilę a to ktoś kogoś zaczepi, a to zrobi jakiś żart albo powie coś miłego, a to na przykład ktoś od tak bez powodu zacznie sobie śpiewać. Grecka codzienność wypełniona jest momentami, podczas których człowiek delektuje się codziennością. Chodzi o zwykłe momenty, z których składa się całe nasze życie.  A „pierwszy milion”, piękny dom z basenem, upragniony samochód…? Hmmm… To wszystko przestaje być aż tak ważne, bo przecież życie toczy się jedynie teraz, a nie po uskładaniu odpowiedniej ilości zer na koncie. Sukces, dobra materialne też nie są wyznacznikiem wartości człowieka. Największą twoją wartością, jest to, że „jesteś”. I to zupełnie wystarcza.

TU! przeczytasz o tym co to jest sjesta

TUTAJ! przeczytasz o kuchni Korfu

Olivka i jej sposób, aby mąż zrobił dokładnie to, czego tak bardzo nie chce… poniedziałek 16 stycznia 2023

Tak świetnie się złożyło, że kiedy z początkiem stycznia spędzaliśmy w Domu Sałatki cały tydzień, dokładnie w tym samym czasie przyjechała również Olivka ze swoim mężem Pieprzem i… już dwójką małych dzieci. Tak jest! Moja szalona szwagierka jest obecnie szczęśliwą mamą dwóch małych brzdąców. Starszy ma ponad trzy latka, a młodszy chłopiec urodził się cztery miesiące temu. Pewnie się domyślacie, że i tym razem spokoju w Sałatkowym Domu nie było.

*

Wraz z Bożym Narodzeniem przyjaciółka Olivki, postanowiła zrobić jej prezent. A była nim…

-Nic z te-go! Za żadne skarby! – wykrzyczał od razu Pieprz na wiadomość, że owym prezentem jest rodzinna sesja zdjęciowa w temacie Świąt Bożego Narodzenia. Z pewnością wiecie o jaki typ sesji zdjęciowej mi chodzi. Cała rodzinka przebiera się za coś z akcentem świąt, a wszystko odbywa się w bożonarodzeniowej scenografii. Później takie profesjonalne zdjęcia można oprawić w ramkę i postawić na kominku, pochwalić się nimi na Fejsie, albo dać w prezencie dziadkom. Jedni uwielbiają tego typu sesje zwłaszcza z dziećmi, inni – tak jak Pieprz, są ich wielkimi przeciwnikami.

-Nie ma takiej siły na świecie, żebym dał sobie zrobić jakieś durne zdjęcia w jakimś pieprzonym piernikowym domku i to jeszcze z czapką Mikołaja na głowie! – tak dokładnie odpowiedział Pieprz.

Słucham i nic nie mówię. W środku jestem pewna, że za chwilę będzie z tego niezła draka. To  przecież prezent, więc głupio powiedzieć swojej przyjaciółce, że męża nie będzie bo uważa, że taka sesja to obciach. Według schematu zachowania, jaki miałam w głowie, Olivka powinna się uprzeć i jakoś go tak zmusić, żeby jednak wziął udział w sesji.

Olivka natomiast potulnie przytaknęła, powiedziała, że „ok, tak” i wróciła jak gdyby nigdy nic do swoich spraw.

Minęły dwa dni. Sesja się odbyła. Olivka pokazuje mi zdjęcia. Patrzę… Na prawie każdym z nim jest uśmiechnięty, szczerze uradowany Pieprz, w scenerii bożonarodzeniowego domku, z czapką Mikołaja na głowie. Szczęście tryska(!) z jego twarzy!

Myślę… Nie ma bata… Albo go upiła przed, albo dała mu jakieś narkotyki. Ale Pieprz siedzi przede mną i zanim zdążę zapytać, o to jak zgodził się na tę sesję, sam zaczyna opowiadać:

-Super wyszły, nie? A które podoba ci się tak najbardziej? Wiesz, ta fotografka ma jeszcze dostępną taką opcję, że prócz dziesięciu najlepszych, obrobionych zdjęć, można dopłacić 50€ i dostaje się wtedy wszystkie zdjęcia w oryginalnej rozdzielczości! Cały plik!

-50€… To niezła sumka! – odpowiadam.

-No wiem… Wiem… Ale wiesz, takie zdjęcia zostają już na całe życie! Więc już jej całość wpłaciłem! A niech będzie! Wyszły tak super! Muszę mieć je wszystkie!

Nie wierzę… Przecieram oczy i uważnie obserwuję, ale Pieprz jest zupełnie trzeźwy!

Przy najbliższej dobrej okazji, a było to w tawernie, postanowiłam, że nie ma innej opcji, bo Olivka musi mi wszystko wyśpiewać, jak ona to zrobiła?

-Jak go to tego zmusiłaś? Przecież na początku sam powiedział, że za żadne skarby tego nie zrobi!

-Dorota, czy ty się wczoraj urodziłaś! Przecież każdy wie, że to co facet mówi, a co robi, to dwie zupełnie różne sprawy. Jak północ i południe. Czerń i biel. Mówić, a zrobić to dwie różne kwestie!

-No dobra… Ale powiedz Olivka, powiedz! Jak go przekonałaś do tej sesji? Przecież on tak nie chciał!

-No… Tak… Krok po kroku. Ale ja to naprawdę, do niczego go nie zmuszałam! – powiedziała to dokładnie tak jakby broniła się przed jakimś oskarżeniem. – Po prostu mu powiedziałam, żeby nas tylko tam podrzucił i nic więcej! No przecież z dwójką to sama nie pojadę! A jak już nas tam zawiódł, to mówię, że musi mi pomóc wznieść Bebisa, bo to trzecie piętro (o tym co oznacza Beba / Bebis przeczytasz TU!), bo sama nie dam rady. Więc wszedł ze mną na górę. A jak już wchodziliśmy do środka, to akurat tak się ułożyło, że wychodziła poprzednia para i byli bardzo zadowoleni! I dalej, to już poszło z górki! Wszedł sam tak z ciekawość, żeby się „rozejrzeć”. Poprosiłam, żeby potrzymał Bebisa, bo musimy się trochę przygotować. No i jak tak stał, to zagadała go ta fotografka. Jakoś tak się sympatycznie zrobiło, więc rzuciłam czy może nie ma ochoty na tylko jedno zdjęcie i że jak mu się nie będzie podobać to je od razu skasujemy. No i się zgodził na „jedno, jedyne zdjęcie”! Ale żeby zrobić to „jedno, jedyne zdjęcie”, to musiał się przebrać… uczesać… i trzeba było go nieco przypudrować. Trwało to wszystko trochę. Więc jak już stanął do tego „jednego, jedynego zdjęcia” i rozsiadł się w całej tej scenerii to wiadomo, że po jednym zdjęciu nie wstanie i nie powie: „dziękuję, do widzenia”, tylko zdecydował się na „jeszcze chwilkę”. No i ta chwilka zamieniła się w całą godzinę. Został do końca sesji, zgodził się na wszystkie zdjęcia i sam dopłacił 50€ mimo, że mu mówiłam, że te pięć dych to już trochę przesada! Ale tak bardzo chciał, to się zgodziłam. A czy wy już wybraliście sobie jakieś nasze zdjęcie dla siebie? – skończyła Olivka opowiadając całość, nieco jakby czytała instrukcję obsługi nowej zmywarki.

Parsknęłam śmiechem, po czym dodałam:

-Olivka, ty to jednak jesteś agent!

-Chodzi tylko o to, żeby do niczego nie namawiać. Niby, że godzisz się na jego opcję. Robisz swoje tak krok po kroku, a kolejny krok wykonujesz w odpowiednim momencie. No i najważniejsze! Musi być święcie przekonany, że to właśnie on i nikt inny podejmuje decyzję! Zawsze działa, a facet nawet się nie orientuje, kiedy robi dokładnie to, czego przed chwilą tak bardzo nie chciał.

Czy w Grecji panuje równouprawnienie? Hmmm… Jakby to określić? Teoretycznie głową każdej rodziny jest rzecz jasna mężczyzna. Ale to kobieta kręci głową,  w którą stronę uzna za najlepsze. Zastanawiam się czy socjologia jakoś nazwała taki właśnie układ?

TU! przeczytasz kolejny post o sałatkowej rodzince

TUTAJ! znajdziesz przepis na ziemniaki po grecku

10 rad dla osób, które zaczynają żyć w Grecji… poniedziałek, 9 stycznia 2023

Jest sam początek stycznia. Jak zawsze pierwsze dni Nowego Roku spędzamy w Kawali, w Sałatkowym Domu. W domu są teraz wszyscy i jest jeden wielki harmider. Siedzę dokładnie w tym samym miejscu, kiedy 15 sierpnia 2011 roku napisałam pierwszy post na tego bloga (TU! przeczytasz pierwszy post z bloga), pierwszego dnia po przylocie do Grecji z planem, żeby zamieszkać tu na stałe.

Pamiętam, że tego dnia przez moją głowę przechodziło tornado strachu i niepewności, o to co będzie. Jeszcze wtedy pewnie bym nie uwierzyła, że wszystko potoczy się tak dobrze. Że odniesiemy sukces, będziemy mieć własną firmę, będziemy niezależni prowadząc życie takie jak chcemy, że będziemy szczęśliwi. Ten dzień był pierwszym dniem mojego nowego życia. Nic nie stało się samo. Do życiowego miejsca, w którym jestem nie doprowadził mnie fart, przypadek, znajomości, czy też pieniądze. Nic z tych rzeczy. Była to praca nas sobą i świadome kreowanie swojego życia.

Co roku do Grecji z myślą, żeby osiedlić się tu na stałe przylatuje spora liczba osób. Mijamy się na lotniskach. Widzimy się czasem na wycieczkach. Dostaję od was również sporo wiadomości i maili.

Gdybym mogła powiedzieć to sobie te ponad jedenaście lat temu… Gdybym mogła powiedzieć to osobom, które tak jak ja wtedy zaczynają i po prostu się boją…

Dziś dziesięć rad, jeśli zaczynacie żyć w Grecji od początku!

1 WYLUZUJ – wyluzuj, wyluzuj i raz jeszcze WYLUZUJ! Grecja to kraj południowy. Zupełnie inaczej żyje się tu niż na przykład w Polsce, Niemczech czy też w Anglii. Po prostu tak tu jest, że organizacyjnie wiele rzeczy bardzo kuleje, a biurokracja potrafi doprowadzić człowieka do szału. Aby żyć dobrze w Grecji, trzeba się nieco wbić w klimat tego kraju, żyć zgodnie z jego rytmem, czyli – wyluzować!

2 MAŁE KROKI – początki mieszkania w innym kraju, to jest tak jakby ktoś dorosłego sprowadził do poziomu małego dziecka. Wszystkiego uczymy się od początku. Zaczynając od samego języka, poprzez nawiązywanie kontaktów z ludźmi, uczenie się nowej kultury i obyczajów. Łatwo jest się zdołować, kiedy okazuje się, że mamy problem w zupełnie podstawowych sprawach, na przykład z kupieniem chleba w piekarni. Dlatego trzeba kierować się zasadą, że robimy małe, malutkie kroki, które wykonujemy systematycznie idąc tym samym tylko do przodu!

3 BĘDZIE CIĘŻKO – to że będzie ciężko, to jest norma. Inaczej jest w Grecji, kiedy przylatuje się tu wypocząć na wakacje. Wtedy my sami nadajemy na innych falach i wszyscy są tacy mili. Inaczej jest, kiedy zaczynamy mieszkać tu na stałe. Wedy okazuje się, że Grecy również potrafią być wredni, nieuczciwi albo bardzo wybuchowi. Realia potrafią zaskoczyć. Myślę, że początek może być nieco łatwiejszy, kiedy uświadomimy sobie, że początki są ciężkie i tyle! Początek mieszkania na stałe w Grecji, może wiązać się z zimnym prysznicem tak na dzień dobry.

4 GŁÓWNY CEL – koniecznie trzeba mieć  swój konkretny, główny cel. Wiem, że do Grecji przylatuje ogromna ilość młodych dziewczyn, za swoimi drugimi połówkami. Myślę, że bycie żoną, czy też matką to w dzisiejszych czasach za mało dla większości nowoczesnych kobiet i w konsekwencji taka rola może nie dać nam życiowej satysfakcji. W takim przypadku warto już na początku obrać swój cel. Czym się zajmę? Gdzie mogę znaleźć pracę? Albo być może jak przekuję w biznes moją pasję? Koniecznie trzeba mieć w głowie swój główny cel, wokół którego będzie koncentrować się nasza energia.  

5 OTWARTA GŁOWA – kiedy mamy swój cel już w głowie, tę głowę trzeba jednocześnie pozostawić otwartą! Robimy każdego dnia to co mamy robić, ale jednocześnie zostawiamy przestrzeń na zupełnie inne możliwości. Pamiętam, że na samym początku zakładałam, że znajdę pracę w jednym z greckich muzeów, których przecież jest tak wiele. Jakoś do głowy mi nie przyszło, że w konsekwencji będę prowadzić moje biuro podróży i moja praca będzie związana głównie z turystyką. Często życie pisze nam dużo lepsze scenariusze, niż te które wymarzyliśmy sobie w głowie.

6 RYTM DNIA – są takie okresy, czasami całe tygodnie a nawet i miesiące, podczas których jesteśmy w trakcie zmieniania, szukania pracy, czy też czekania na coś. Szczególnie wtedy trzeba dbać, aby rutyna naszego dnia miała bardzo konkretne ramy. Okres takiego szukania pracy, a później tworzenia swojego biznesu trwał u mnie grubo ponad rok. Rok niepewności i możliwość siedzenia w domu robiąc jedno wielkie “nic”. Moją psychikę ratowało wtedy planowanie. Często były dni, w których właściwie nic nie musiałam robić. I gdybym spała do 13.00, do końca dnia chodząc w pidżamach, też pewnie nic by się nie stało. Prócz tego, że po tygodniu wpadłabym w depresję… Dlatego każdego dnia (szczególnie podczas takich dni, w którym nic nie musiałam!) planowałam dokładnie jak ten dzień będzie wyglądać. O której wstanę? Jak będzie wyglądać moja aktywność fizyczna? Z kim się spotkam? W co się ubiorę? Nad czym będę pracować (uwaga – nawet jeśli nie muszę!)? Czego się pouczę? Dopiero kiedy rozpisałam wszystko na kartce papieru, okazało się że danego dnia mogę bardzo wiele! Dzięki temu po roku – mieliśmy naszą firmę!

7 POSZERZAJ SWOJĄ STREFĘ KOMFORTU – na początku to jest nieco męczące. Co chwilę dzieje się coś, co powoduje że musimy poszerzyć swoją strefę komfortu. Dlatego okres zakorzeniania się w nowym kraju kosztuje bardzo dużo energii. Mówienie w języku, którego dobrze nie znamy. Poznawanie nowych miejsc, nowych ludzi. Czasem człowiek jest tym bardzo zmęczony, ale żeby głęboko się zakorzenić cały czas trzeba poszerzać strefę swojego komfortu.

8 DOCENIAJ SIEBIE – kiedy nam się nie udaje łatwo uruchamia się nasz wewnętrzny krytyk, którego trudno uciszyć. Warto więc czasem wręcz na siłę chwalić i nagradzać się za wszystko co nam się udaje, co zdołaliśmy zrobić. Doceniać trzeba szczególnie same próby! Na samym początku przez długi okres można nie odnosić żadnego sukcesu, ale ten który nadejdzie budują próby, próby i raz jeszcze próby. To one często liczą się bardziej niż sam efekt końcowy.  

9 WIERZ W SIEBIE – i to tak… maniakalnie! Nie daj sobie wmówić, że nie dasz rady, do czegoś się nie nadajesz. Nawet jeśli twój pomysł na siebie wydaje się kontrowersyjny. Jeśli momentami przyjdą chwile zwątpienia, gdzieś w środku zasiej takie ziarenko pewności, że mimo wszystko – uda ci się zakorzenić, dojść do swojego celu i prowadzić takie życie, jakie chcesz!

10 PRZEBYWAJ Z DOBRYMI LUDŹMI – ważne momenty z życiu weryfikują również wiele relacji. Często w takich właśnie momentach okazuje się kto kim jest. Szczególnie, kiedy jest nam ciężko trzeba otaczać się dobrymi, pozytywnymi ludźmi. Takimi, przy których czujemy się dobrze, albo takimi którzy mogą nas czegoś nauczyć albo zainspirować.

Jeśli jesteście po okresie aklimatyzacji w Grecji lub innym kraju, koniecznie podzielcie się w komentarzu jakie są wasze rady dla początkujących!

TU! sprawdzisz ofertę mojego przewodnika po Korfu

TUTAJ! przeczytasz od czego zacząć zmienianie życia