Co takiego zamiast herbaty z cytryną, pije się w Grecji?… środa, 3 lutego 2016

Do dzisiaj nie mogę się z tego przestać śmiać. Kilka dni przed naszym ślubem moi rodzice przyjechali do Sałatkowego domu pierwszy raz. Usiedliśmy wszyscy wygodnie. Po chwili Feta spytała czego się napijemy. Moi rodzice zgodnie odpowiedzieli:

-Czarna herbata, z plasterkiem cytryny, cukrem lub miodem.

Feta spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, bo w domu nie było czarnej herbaty, którą Grecy piją naprawdę rzadko. Była jednak przerażona z innego  powodu.  Po chwili ocknęła się i spytała:

-Ojej… To straszne! Jutro ślub, a wy jesteście chorzy?!

Czarna herbata z cytryną, na dodatek jeszcze z miodem, jest w Grecji oznaką jednego – choroby! I takie zestawienie pija się przede wszystkim przy przeziębieniu.

Grecja to kraj kawoszy. Nawet w obliczu kryzysu, wciąż jednym z najpewniejszych interesów jest otworzenie kawiarni. Zimną kawę, czyli frappe (kliknij TU!) lub freddo (kliknij TUTAJ!) pija się litrami. Nie wiem jak to możliwe, ale nawet… zimą!

Jest jednak pewna herbatka, która w Grecji jest niesłychanie popularna. Pija się ją najczęściej w zastępstwie innych herbat oraz ziół. Chodzi o herbatę górską, po polsku zwaną gojnikiem,  którą Grecy piją zwłaszcza teraz, czyli w okresie zimowym.

Żeby ją wypić, kilka łodyżek należy zalać wrzątkiem lub podgotować chwilkę doprowadzając do wrzenia zimną wodę (to jest mój ulubiony sposób). Następnie dodać  trochę miodu i właściwie tyle – wszystko już gotowe!

Smak górskiej herbatki jest delikatnie cierpki o ile nie doda się miodu, który idealnie do niej pasuje. Może zasmakować lub nie, jak to bywa  z herbatami. Ja natomiast przepadam szczególnie za jej zapachem. Same łodyżki mogłabym wąchać godzinami. Mają bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach.

Taka herbata jest świetna na przeziębienia. Ma w sobie bardzo dużo żelaza. Działa też przeciwzapalnie i bakteriobójczo. Wzmacnia również układ odpornościowy. A przy tym ma taki typowy grecki smak. Koniecznie zaopatrzcie się w choć jedną jej paczkę, kiedy będziecie  w Elladzie!

 

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Przeczytaj to, kiedy jesteś w biegu… Jeden z najpiękniejszych fragmentów, jednej z najpiękniejszych książek o Grecji… poniedziałek, 30 listopada 2015

“Myślałem, jak szczęśliwy jest człowiek, któremu przed śmiercią dane było żeglować po Morzu Egejskim.

Wiele rozkoszy kryje w sobie ten świat – kobiety, owoce, idee. Ale pruć w to morze w czasie cichej jesieni, szepcąc imię każdej wyspy – to rozkosz, która zdolna jest przenieść serce człowieka wprost do raju. Nigdzie tak łagodnie i łatwo nie przechodzi się od rzeczywistości do marzenia.

-Po co?! Po co?! – Czyż nie można zrobić coś bez celu? Tak sobie, bo tak ci się podoba.

Piękna wieś, panie, pełno tam wszystkiego: chleb świętojański, groch, oliwki, winnica. A tam na piaskach rosną najwcześniejsze na Krecie ogórki, pomidory, oberżyny, melony. Afrykański wiatr przyśpiesza ich dojrzewanie. Jeśli położysz się nocą na plantacji, usłyszysz jak trzeszczą dojrzewając.

-Jesteś młody, szefie. Jesteś młody, zdrowy  i dobrze jesz i pijesz, wdychasz czyste morskie powietrze, gromadzisz siły. I na co je obracasz? Śpisz samotnie. Szkoda! Nie trać czasu, idź tam jeszcze tej nocy. Życie jest proste, szefie. Nie komplikuj go!

-Zmiana życia – zmiana planów! Przestałem wspominać co było wczoraj, przestałem myśleć co będzie jutro! Interesuje mnie tylko to, co się dzieje dziś, teraz! Pytam siebie: “Co właśnie robisz, Zorba? Spię! Więc śpij dobrze! A co robisz obecnie, Zorba? Pracuję. Więc pracuj dobrze! Co robisz teraz, Zorba? Całuję kobietę. Więc całuj ją mocno, Zorba, zapomnij o wszystkim, nic więcej  nie istnieje na świecie, tylko  ona i ty.”

Nikos Kazandzakis, Grek Zorba, Książka i Wiedza, Wa-wa 1986, s. 236

Przeczytaj więcej…

 

I nagle zrobiła się ciemność… Czyli o tym jak przetrwać nadchodzący listopad?… środa, 28 października 2015

Zdaje się, że mało kto przepada za listopadem. A ten zbliża się już wielkimi krokami. Mamy za sobą zmianę czasu,  więc nagle zrobiło się ciemno i jakby bardziej szaro. Nawet i w Grecji  jest już znacznie chłodniej. Nie lubię końcówki jesieni, nie przepadam też  za zimą. Ale nie zamierzam się nad tym użalać, a korzystać z tych pór roku najlepiej jak potrafię. Dziś dziesięć rzeczy, które robię jesienią i zimą, by czuć się możliwie jak najlepiej. Koniecznie piszcie w komentarzach jakie są Wasze sposoby na listopad! Z wielką chęcią się nimi zainspiruje. A oto i moja dziesiątka!

1. Spacery około południa… Im bliżej południa tym lepiej. Obojętnie, czy świeci słońce, pada, czy też wieje. Do dobrego samopoczucia jest nam absolutnie niezbędna witamina D. A tę możemy dostarczyć sobie jedynie przez przebywanie na słońcu, najlepiej w samo południe. Więcej o konieczności dostarczania sobie witaminy D, przez przebywanie na słońcu przeczytacie TUTAJ!

2. Cytrusy… Im bliżej zimy, tym lepszy na nie czas. Ale trudno wyobrazić sobie by zjeść dla przykładu  całą cytrynę. Ja przez cały czas piję soki z zielonych warzyw (na temat jednego z nich przeczytacie TUTAJ!). Uwielbiam zaczynać dzień od cytrynowo – miodowej mikstury. Jak ją zrobić? Przed pójściem spać w ciepłej wodzie rozpuszczam łyżkę miodu. Rankiem wciskam połówkę cytryny, mieszam i od razu piję. Dawka zdrowia od samego przebudzenia!

3. Kolorowe ubrania… Szarości, czernie, biele, są bezpieczne, ale szczególnie jesienią i zimą dbam o to, by wkładać na siebie coś kolorowego. Nie mam pojęcia dlaczego, ale kiedy mam na sobie coś różowego, od razu mam inną energię!:D

4. Aromatyczne kąpiele… Te mają swój urok szczególnie, kiedy jest zimno. Jakiś ciepły zapach, dużo, dużo piany i spokojny kwadrans, albo i dwa w gorącej wodzie. Taki relaks to przecież domena zimy i jesieni.

5. Wyłącz wiadomości i zobacz dobrą komedię!… Ostatni raz oglądałam wiadomości… jakieś cztery, pięć lat temu… Od tego momentu zauważyłam, że psychicznie czuje się znacznie lepiej. To znaczy, jeśli coś naprawdę ważnego się dzieje, to jakąś drogą i tak się o tym dowiem. Przed ostatnimi wyborami w Polsce, włączyłam wiadomości na całe dwie minuty(!!!)… Wyłączyłam utwierdzając się w przekonaniu, że szkoda czasu na te bzdury. Szczególnie teraz dbam o to, by oglądać komedie. Uwielbiam się śmiać. Więc dobra komedia na listopadowy wieczór jest idealna! A jakie są Wasze ulubione? Też piszcie w komentarzach!

6. Domowe ciasto… Kiedy zapach domowego ciasta wypełnia dom, od razu robi się tak jakoś słodko. Dla mnie to też jeden ze sposobów na poprawienie nastroju. Szukacie jakiegoś fajnego przepisu? TUTAJ! znajdziecie  przepis na moje ulubione  ciasto cytrynowe.

7. Zestaw: książka + gruby koc + dres + dobra herbata… Tu chyba komentarz jest zbędny. Kiedy korzystam z tego zestawienia, na kilka dobrych godzin potrafię przestać istnieć dla świata!

8. Aktywność fizyczna… Przyznam, że dbanie o nią o tej porze roku jest dla mnie ciężkie. Odkąd wyjechałam z Korfu, mam przerwę w jeździe konno. Pływać też nie da rady. Kiedy dzień jest na tyle ładny, wybieram się więc na dłuższy spacer, idę się przebiec, albo będąc nawet w domu wybieram jakiś fajny zestaw ćwiczeń z YouTube.

9. Wysypianie się… Tak jak latem do dobrego funkcjonowania wystarczy mi dosłownie kilka godzin snu, tak jesienią i zimą potrafię spać jak niedźwiedź. Taką potrzebę wyraźnie ma mój organizm. Ładuje więc baterie na lato, śpiąc tyle ile mi potrzeba.

10. Świece…  Niby zwykła, mała rzecz, a potrafi poprawić nastrój. Świece pasują według mnie szczególnie do miesięcy zimowych. Kiedy tylko zapadnie zmrok, zawsze zapalam kilka świec, które w magiczny sposób wyczarowują ciepłą, domową atmosferę.

 

Jeśli nie byłabym z Janim, to byłabym z… Pandeli Pandelidisem! Kim jest ten gość?… czwartek, 15 października 2015

To była misja niemożliwa. Tego dnia kończąc wycieczkę, zaliczyliśmy opóźnienie sezonu. Dzień był intensywny, a na dodatek koleżanka, z którą miałam na ten koncert iść, w ostatnim momencie z akcji zrezygnowała.

-O której mam być w 54 [najsłynniejszy klub na Kerkirze – przypis mój;)], żeby być na czas? – pytam Christosa, naszego kierowcy, który w 54 bywa co weekend, od momentu kiedy tylko na Korfu kończy się sezon. Christos, z czeluści schowka w drzwiach swojego autokaru, wyjął obgryziony jak przez królika długopis,  wziął moją rękę i powoli, skrupulatnie napisał na jej środku, jakby był to największy sekret: 00.00.

-Wcześniej nie ma sensu. Dopiero po 24 rozkręca się impreza. Ale daj spokój! Co tam będziesz robić… sama…?

No właśnie… Kończę w myślach: „sama…??? Przecież to głupio. Tak jakoś dziwnie. To nie… wypada!”.

Do domu wróciłam gruuubo po 22. W przelocie zamówiłam wielką pizzę. Zjadłam, wzięłam prysznic, spojrzałam na łóżko. Na jednej części leżała moja pidżama. A na drugiej świeży t-shirt, który przygotowałam sobie już dzień wcześniej.

Minuta na podjęcie decyzji. Wypada? Czy też nie? A jakie właściwie to ma znaczenie?! Wkładam t-shit, jakieś jeansy. Maluje usta szminką. To pierwszy koncert Pandelisa na Kerkirze. Tej nocy wszystko inne mam w głębokim poważaniu.

Zanim jednak wyszłam z domu, dojechałam i znalazłam miejsce do parkowania, dobiła pierwsza w nocy. Stanęłam w długiej kolejce, która kończyła się gdzieś na jezdni. „Nic z tego…” – mówił mi głos w głowie. Ale coś w jego tle podpowiadało, by się jednak nie poddawać. Do 54  weszłam o 1.40 w nocy.

-O której wchodzi na scenę Pandelis? – pytam myśląc, że może już skończył.

-2.00.

-Idealnie!

To był absolutnie najpiękniejszy koncert, na jakim byłam w życiu. Wychodząc, cała w skowronkach, przysięgłam sobie, że w życiu już nigdy więcej nie wyrządzę sobie krzywdy, myśląc w kategoriach: „wypada mi / nie wypada”.

 *

Ale… Zaczynając od początku. Kim jest Pandelis Pandelidis? I dlaczego jestem w nim po prostu  zakochana?

Jego pierwszy krążek ukazał się 2012 roku, tak więc jedynie trzy lata temu. Pierwsza płyta została podwójną platyną. Nie wiem czy jest w Grecji drugi taki artysta, który serca Greków podbił w tak spektakularny sposób, cały czas nagrywając przebój za przebojem,  piosenki, które obecnie w Elladzie zna każdy.

Pandelidis jest swoistym zaprzeczeniem typowego, greckiego artysty estradowego, więc jego osoba jest swoistym fenomenem. Jest lekko przy kości. Jeśliby zdjąć modne ciuchy, to wygląda „tak sobie”. Nie manipuluje sercami nastolatek. W tabloidach raczej brak informacji na jego temat. Nie skandalizuje, nie jeździ żadnym porsche. Na scenie stoi spokojnie, porusza jedynie trochę głową i ręką. Kiedy śpiewa zamyka oczy. A w jego głosie jest takie coś… co porusza wszystkie uczucia.

Piosenki Pandelisa to często melodyjne ballady, w których tle słychać buzuki, przywodzące na myśl typowe greckie pieśni, albo przepiękne skrzypce. Chyba wszystkie utwory Pandelisa, podobnie jak wszystkie inne greckie piosenki, mówią o miłości. Ale teksty, które śpiewa  to  prześliczne liryczne utwory, które potrafią przekroić serce na pół.

Dobra muzyka mówi sama za siebie. Nie trzeba jej tłumaczyć. Niżej trzy z moich ulubionych piosenek. Posłuchajcie…

 

Zamiast Red Bulla – sok z… POKRZYWY!… sobota, 10 października 2015

Choć sezon na Korfu jeszcze  dla mnie się nie skończył, bo ostatnia wycieczka jest jeszcze przed nami, od października zrobiło się już znacznie luźniej. Powoli wychodzi ze mnie też zmęczenie…

Jednym z moich celów na ten sezon, było to by pracując równolegle dbać  o siebie. Dla przypomnienia, post na ten temat jest TU! Dzięki tym kilku zasadom wypisanym na kartce, w porównaniu do ubiegłego lata, moje zdrowie fizyczne i psychiczne ma się o nieeebo lepiej. Z czego rzecz jasna bardzo (!!!) się cieszę, zainteresowanie naszymi wycieczkami znacznie przerosło moje oczekiwania. W związku z tym zdarzały mi się niestety ciągi dni, kiedy moje funkcjonowanie  ograniczało się do trzech czynności: 1) praca, 2) jakieś 4 – 5 godzin snu, 3) zjadanie co tam w miarę racjonalnego wpadło mi do rąk. Dla mnie najgroźniejsze jest to ostatnie. Teraz więc koncentruje się na odpoczywaniu, normowaniu mojego snu i zdrowym żywieniu.

Przepis na ten sok znalazła moja mama. Co prawda w jej wersji głównym składnikiem jest pietruszka, ale ja postanowiłam go trochę dostosować do moich potrzeb. Mam skłonność do niskiego poziomu żelaza. W moim sposobie żywienia koncentruje się więc przede wszystkim na tym, by żelaza dostarczać mojemu  organizmowi jak najwięcej. Informacja dla osób, które mają podobny problem z żelazem… Czy wiecie, że jednym z najlepszych źródeł żelaza, jest wcale nie tabletka z apteki, ale… najzwyklejsza POKRZYWA! W Grecji właśnie trwa na nią sezon.

 

Choć brzmi to co najmniej dziwnie, ten sok smakuje naprawdę rewelacyjnie! Jedna szklanka stanowi taką dawkę żelaza i witamin, że chwilę po wypiciu  człowiek ma siłę by dosłownie  przenosić góry. Jest jak zastrzyk energii. A co najważniejsze wszystkie składniki są jak najbardziej ZDROWE, ekonomiczne i bardzo łatwo dostępne.

Koniecznie wypróbujcie, szczególnie jeśli gdzieś blisko Was rośnie najzwyklejsza pokrzywa.

Składniki: pęczek pokrzywy, sok z połówki cytryny, łyżka miodu, woda (może być gazowana), ewentualnie kilka suszonych aronii oraz kilka kropli oliwy z oliwek (uwielbia ją witamina C).

Jak to zrobić: umyj dokładnie pokrzywę i zblendują ją na jak drobniejsze kawałki z około jedną czwartą szklanki wody. Dodaj sok z cytryny i pół łyżki miodu. Dodaj również dosłownie kilka kropli oliwy z oliwek, ponieważ uwielbia ją witamina C. Możesz również zblendować kilka suszonych aronii, które urozmaicają smak. Następnie dodaj trochę mniej niż pełną szklankę wody, najlepiej gazowanej i zblenduj  całość raz jeszcze. Pij od razu! To naprawdę smakuje świetnie!

 

Z CYKLU: Jadę do Grecji na wakacje – Za co kocham lato… poniedziałek, 14 września 2015

    

     Jest połowa września. Co prawda  robi się trochę chłodniej i są dni, kiedy pada. Dla mnie jednak wrzesień, a nawet początek października, to wciąż  lato. Nadal  jest bardzo ciepło. Nadal można pływać i plażować, popijając  cappuccino freddo. Uwielbiam lato! Bez dwóch zdań, to moja ulubiona pora roku. Na całe szczęście w Grecji wciąż można się nim cieszyć. Dziś kilka powodów, przez które w lecie jestem zakochana…

***

SŁOŃCE… Wygrzewanie się na      słońcu i dostarczanie sobie potężnej dawki witaminy D jest jedną z      najprostszych i najfajniejszych czynności, jakie można w życiu robić. To  właśnie słońce dostarcza nam pozytywnej energii. Dlatego  latem czujemy się psychicznie i fizycznie lepiej. Więcej na temat pozytywnego wpływu witaminy D przeczytasz TU!

PŁYWANIE W MORZU… Pływanie to jedna   z moich ulubionych aktywności fizycznych. Pływać, to dla mnie trochę jakby      latać.  Uwielbiam pływać, plażować,  przebywać nad morzem. Gapić się na wodę. Słuchać dźwięku fal. Od    dzieciństwa moim marzeniem było mieszkać tuż przy morzu. Teraz nie dość,      że mieszkam  przy samej plaży, to  pracując też jestem przy lub na morzu.  Nie mogło być lepiej! A latem… morze      prezentuje się w swoim najpiękniejszym wydaniu!

SPACEROWANIE NA BOSO PO PLAŻY…      Zadziwiające, że najlepsze sposoby na relaks, są najprostsze! Dla mnie      jednym z nich  jest spacerowanie na      boso po plaży. Dokładnie na linii, gdzie bose stopy delikatnie muskają      pieniące się fale. Do tego widok na powoli zachodzące słońce… Jak dla mnie      najprostszy sposób na zapomnienie o wszystkich  mniejszych i większych problemach.

OWOCE MORZA… Ryby i owoce      morza… Lampka białego wina i sałatka. To jest mój ulubiony zestaw na      obiad. Zdrowy, niezwykle smaczny. Smakuje tak dobrze, rzecz jasna, przede      wszystkim latem.

OWOCE… Mango. Melony.      Pomarańcze. Brzoskwinie. Grejpfruty. Wiśnie. Czereśnie. Truskawki. Arbuzy.      Tu zdaje się, że nie trzeba dodatkowego wyjaśnienia. W miesiącach letnich      są oczywiście najsmaczniejsze. Mają też najwięcej witamin, co dodatkowo      bardzo pozytywnie wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie.

INTENSYWNE KOLORY… Lato musi      być kolorowe! A te najbardziej intensywne  kolory najlepiej prezentują się w ostrym      słońcu. Latem podobają mi się nawet żarówiaste odcienie. Od czasu do      czasu, zwłaszcza kiedy jestem zmęczona lub nie mam dobrego nastroju,      wkładam moją magiczną różową sukienkę. Kiedy tylko mam ją na sobie, od      razu niesamowicie poprawia mi się nastrój.

LETNIA LEKKOŚĆ BYTU… Wakacje,      dłuższe dni, znacznie więcej słońca. Świeże warzywa, owoce i te intensywne      kolory. Latem żyje się po prostu jakby lżej.

 

A czyżby w Polsce powoli zaczynała się jesień? Żebyście tylko nie zrozumieli mnie źle, bo i jesień też jest fantastyczna! A o tym jak prezentuje się Grecja jesienią –  to już w jesiennym poście.

A co Wy najbardziej lubicie w lecie? Piszcie koniecznie w komentarzach!

 

Skiladika. Czyli jak brzmi grecki odpowiednik disco polo?… czwartek, 2 kwietnia 2015

      O disco polo jest ostatnio bardzo głośno. Co chwile słyszę o jakimś nowym hicie. Film Macieja Bochniaka zdaje się, że nie wyszedł jeszcze z polskich kin. A przy tym całkiem niedawno zauważyłam, że w mojej kablówce jest nawet discopolowy kanał!

       Pewnego przedpołudnia puściłam go dość głośno, żeby zbadać reakcję Janiego. Co jakiś czas napada mnie myśl, żeby zrobić na Janim taki mały eksperyment. I włączam   najdziwaczniejszy polski program, jaki udaje mi się znaleźć. Udaje że go oglądam, a ukradkiem badam reakcje… Tak niestety spowodowałam, że Jani wciągnął się w „Ukrytą prawdę” – program, w którym  dość nieudolnie odtwarzane są różne niesamowite, pseudo życiowe historie. Leci chwilę  po Dzień Dobry TVN. Ostatnio nie dałam już rady i wyszłam. Jednak Jani siedział i oglądał  jak zahipnotyzowany dalej! Najgorsze  w tym jest to,  że później opowiada mi wszystkie te durne historie, dywagując przy tym nad nierozważnością bohaterów danego odcinka…

     W każdym razie… Kiedy włączyłam nasz kanał disco polo, to  po reakcji od razu wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Piosenki leciały jedna po drugiej. Jani – znów zahipnotyzowany. Dopiero po jakiś dziesięciu minutach, kiedy już miałam wychodzić, oderwał wzrok i spytał nieco otumaniony: „Ooo! A co to?!”.

     Disco polo odżyło! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Chyba, że… Czy ten rodzaj muzyki tak naprawdę kiedykolwiek stracił na popularności? Wyznaje zasadę, że o gustach się nie dyskutuje. A ponadto tak długo nasz naród walczył o wolność, że zamiłowanie do jakiegokolwiek rodzaju muzyki, nie może być przecież zabronione. Kiedy słuchaliśmy tych piosenek w tv, zaczęłam się zastanawiać, czy  Grecy mają taki swój discopolowy odpowiednik?

     Jak się okazuje – tak! Niżej znajduje się przykładowy mix piosenek nazywanych w Grecji – skiladika. Wiem, wiem… Jeśli go posłuchacie pomyślicie, że przecież nie ma tu nic wspólnego. Nasze rodzime disco polo, a skiladika,  brzmią zupełnie inaczej. Rzeczywiście, w brzmieniu nie odnajdzie się żadnego podobieństwa. Bo kryje się ono gdzieindziej…

     Disco polo określa się jako muzykę „podwórkową”, czyli muzykę dla mas, dla ludu, taką którą gra się w remizach strażackich, na wiejskich potańcówkach, czy też weselach. I dokładnie wszystkie te określenia pasować będą do odmiany muzyki nazywanej w Grecji – skiladika. Skilos, to po grecku pies. Skiladika, to więc  muzyka „psia”, uznawana za tę najgorszego gatunku, przeznaczoną dla milionowych mas.

    Choć przyznacie – coś w sobie jednak ma. A ja przyznam się, że niektóre kawałki naprawdę bardzo lubię.  Klarnet, który tak często w tych piosenkach słychać, brzmi naprawdę świetnie. A śpiewający bardzo często obdarzeni są wspaniałymi głosami. Śpiewają tak, że człowiek nie jest w stanie długo sztywno  wysiedzieć i trudno się powstrzymać, żeby nie potańczyć.

    Wsłuchując się w te piosenki, można szybko odkryć  bardzo ważną rzecz. Nie bez przyczyny tak wiele utworów skiladika, przywodzą na myśl rytmy tureckie. Wiele z nich, to piosenki prosto z Turcji, w których na greckie zamieniono tylko i wyłącznie słowa. Jest to kolejny dowód na to, że związek Turcji i Grecji, to idealny przedstawiciel związku w typie „miłość i nienawiść”. I jednocześnie przykład na to, że o żywej kulturze danego kraju można dowiedzieć się naprawdę wiele, puszczając zwykłe, lokalne  radio.

A jak wam podobają  się piosenki skiladika? Jestem bardzo ciekawa! Piszcie koniecznie w komentarzach!

Dziś jest Prima Aprilis! Bez żartu się więc nie obejdzie ;D… środa, 1 kwietnia 2015

     Jak najbardziej! Również i w Grecji pierwszy kwietnia to dzień,  w którym bez żarciku się nie obejdzie! A ponieważ tradycja to w Elladzie rzecz święta… również i na Sałatce… eghm… jakby to powiedzieć…

    Zapraszam do wysłuchania piosenki!

     Disco polo?!?! Ale… Chwila… Moment! Czy istnieje odpowiednik disco polo w Grecji? Dobre pytanie. A odpowiedź na nie – w jutrzejszym poście!

 

Przewodnik po KORFU, cz. 11 – Największa gwiazda Korfu, od ponad dwudziestu już lat, świeci nad całą Grecją. Czyli kim jest Sakis Rouvas?… środa, 11 marca 2015

  

źródło:  www.ilovestyle.com

źródło: www.ilovestyle.com

    

        Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w całej Grecji. Ma wszystko by być największą  gwiazdą muzyki rozrywkowej w Elladzie. Fantastyczny głos, świetny wygląd i wielką charyzmę. Jego piosenki zna tu każdy. Jednak, jak to zazwyczaj z wielkimi gwiazdami bywa, jedni go kochają, a drudzy nienawidzą. Jedno jest pewne. Cała Kerkira jest niesamowicie dumna, że to właśnie na niej przyszedł na świat i  wychował się Sakis Rouvas.

       Kiedy rozmawia się z mieszkańcami Korfu na temat Sakiego, okazuje się, że co druga osoba jest jego kuzynem, chodziła z nim do szkoły, albo bawiła się z nim na podwórku. To całkiem możliwe, bo Korfu to wciąż nie aż tak duża wyspa i wszyscy są tu właściwie jedną wielką rodziną.

      -Pamiętam go, kiedy  jeszcze miał mleko pod nosem. Bawił się czasami z moimi dzieciakami. Taki zwyczajny chłopak. Później wyjechał, ale co jakiś czas tu wraca. Nie zapomnę jego pierwszego koncertu tu na Korfu, w Starej Fortecy. Po koncercie poszłam zobaczyć się z nim za sceną. Pamiętał mnie dobrze i serdecznie się przywitał. Ale w oczach miał coś takiego… To był początek jego kariery, lata 90te. Już wtedy było widać, że to będzie wielka gwiazda… – rozmawiałyśmy o Sakim z jedną z przewodniczek w przerwie na obiad w tawernie. Kielly zamyśliła się i chwilę potem dodała:

     -Ale ty…  Ty chyba jesteś rouvitza?

      Rouvitza, to określenie na typ dziewczyn, zwłaszcza nastolatek, które są największymi fankami Rouvasa. Pokoje obklejone jego plakatami. W kolekcji wszystkie płyty. Na koncertach przeważnie piszczą i płaczą.

    -Ja rouvitza? No chyba tak troszeczkę. – przyznałam zupełnie szczerze. Mimo, iż żadnego plakatu z Sakim nie mam, to jego piosenki mnie też chwytają za serce.

źródło: http://www.tlife.gr

źródło: www.tlife.gr

       Na Rouvasa zazwyczaj negatywnie reagują faceci. Żaden  nie przyzna, że słucha jego piosenek. Szczerze czy też nie,  ale typowy Grek będzie przejawiał wszelakie objawy uczulenia na Rouvasa. Mówi się, że zazwyczaj faceci zwyczajnie mu zazdroszczą, między innymi fantastycznego wyglądu i tego, że od lat wciąż jest na topie. Inni się z niego podśmiewają, bo Saki znany jest z tego, że na koncertach często uwodzicielsko kręci biodrami, czy też od czasu do czasu zdejmie koszulkę prezentując idealne, umięśnione ciało.  Rzeczywiście czasem można mieć dość, bo jak to często w takich przypadkach bywa, muzykę otoczyła tandetna  komercja. Seria lalek marki Barbie przypominających Sakiego. Reklamy chipsów. Gum do żucia.

       Fenomen Rouvasa jest jednak niezaprzeczalny.  Tkwi również i w tym, że od sławy nie przewróciło się mu w głowie, jak również ani na chwilę nie spoczywa na laurach.  W Grecji znany jest ze swojej działalności charytatywnej. W prasie kolorowej trudno szukać informacji o romansach i skandalach. Prywatnie wiedzie spokojne życie u boku prześlicznej Kati, byłej modelki. Jeśli już pojawia się w kolorowych gazetach, to zazwyczaj u boku pięknej żony, z trójką dzieci.

     Podobnie jest w przypadku całej rodziny Rouvas, która jest bardzo znana na Korfu. Mimo ogromnej kariery Sakiego, nikt z rodziny nie zadziera nosa, przez co na wyspie są bardzo lubiani. Mama Sakiego posiada swoją restauracje i podobno robi świetne souvlaki. Restauracja „Rouvas” znajduje się również przy centrum miasta, w starej dzielnicy żydowskiej, tuż obok synagogi. Można wejść, zjeść i pogadać.

     Jeśli przeszukać YouTube, znajdzie się tam nieskończoną ilość piosenek Sakiego, na bardzo różnych poziomach, które przyznając szczerze, często ocierają się o granicę kiczu. Dla mnie jednak Rouvas jest wciąż jednym z greckich numerów jeden, jeśli chodzi o świat muzyki. Bo jeśli zdjąć całą otoczkę komercji, estradowe stroje, to zostanie dla przykładu coś takiego…

       Dowód na to, że Sakis Rouvas to wciąż przede wszystkim fenomenalny głos, piękny człowiek i to coś w oczach, co robi z niego niekwestionowaną gwiazdę.

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Dostaliśmy… ot!… taki „mały” prezent od sąsiadów… poniedziałek, 9 marca 2015

     Jednym z wielu, wielu plusów jakie daje mieszkanie w Grecji, jest oliwa z oliwek. Ogromne ilości oliwy z oliwek, której jakość jest fenomenalna. My na dodatek mamy takie szczęście, że nasi sąsiedzi mają sad oliwny. I każdej jesieni z zebranych oliwek tłoczą swoją własną oliwę. Tak, wiem… W tym momencie  można nam naprawdę pozazdrościć. Właśnie dostaliśmy od nich  taki „mały” prezent. Pięciolitrową butlę z przydomową oliwą z oliwek.

       Tylko mieszkając w Grecji mam taką fantastyczną możliwość, że oliwy z oliwek nie oszczędzam ani trochę. Podobnie jak świetnego, greckiego wina w mojej spiżarce zawsze jest kilka butelek  zapasów. Oliwa leje się więc bez ograniczeń do każdej możliwej potrawy. Jedyne czego z nią nie robię, to na niej nie smażę. I nie robię na niej popcornu, który uwielbiam, bo ma wtedy jakiś dziwaczny popcornowo – oliwkowy  smak. Czy można smażyć na oliwie, czy nie  – kwestia sporna. Być może ktoś z was rozwiąże ten dylemat w komentarzach? Mnie niestety nie udało się jeszcze rozgryźć tej zagadki. Choć ja nigdy tego nie robię, bo smażone tak jedzenie mi nie smakuje, to nadal nie wiem czy można to robić czy nie i jakie jest tego wytłumaczenie.

      Oliwa z oliwek, zwłaszcza taka „podarowana od sąsiada”, to samo zdrowie! To jedna z najzdrowszych rzeczy, którą można pochłaniać w tym kraju. I to właśnie dzięki jej zasłudze dieta, a raczej sposób odżywiania na Krecie, jest uznawany za najzdrowszy w całej Europie. Starsi Grecy bardzo często doradzają, żeby każdego dnia wypić bez niczego łyżkę samej oliwy z oliwek, tak dla zdrowia.

      Dobroczynne właściwości oliwy nie mają końca. Ja od czasu do czasu stosuję ją również jako kosmetyk. Już od dłuższego czasu używam kosmetyków o jak najbardziej naturalnym składzie. A tu – 100% natura! Bardzo często, zaraz po wymyciu twarzy, wcieram kilka kropel w dłonie, rozcieram, na następnie przykładam do umytej twarzy. Od czasu do czasu zdarza mi się stosować oliwę zamiast balsamu do ciała. Nagminnie używam jej również jako krem do rąk. Jest szczególnie dobra na wysuszoną skórę na łokciach. Wydawać by się mogło, że po jej zastosowaniu na skórze zostanie  tłusta powłoka. Nic bardziej mylnego, bo taka oliwa bardzo szybko się wchłania, zostawiając świetnie nawilżoną, pachnącą naturą skórę.

 

     Kiedy ktoś pyta mnie, co najlepiej zabrać ze sobą z  Grecji do Polski, bez zastanowienia  odpowiadam, że największym skarbem jaki można stąd ze sobą wziąć jest przydomowa oliwa. Dlatego lecąc do Ellady, warto mieć jak najlżejszy bagaż, żeby oliwy  zabrać jak najwięcej. Jak rozpoznać tę najlepszą oliwę i jak ją zapakować, by nie rozlała się w bagażu? Mam na to swoje patenty, ale o tym w cyklu „Jadę do Grecji na wakacje”, który jak co roku rozpocznie się pod koniec maja.