Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co działo się u mnie w listopadzie?… poniedziałek, 3 grudnia 2018

 

Dobra kawa, to idealny wstęp do planowania!

 

Teoretycznie listopad nie kojarzy mi się dobrze. Ciemno robi się jak z bicza strzelił. Nagle spada temperatura i jest szaro, buro i ponuro. Ale po tak intensywnej pracy latem, w praktyce listopad okazuje się być dla mnie zbawieniem!

 

TU! przeczytasz o tym jak chronić się przed listopadową chandrą.

 

Początek listopada spędziliśmy na kilkudniowym wypadzie do Platamonas, czyli niewielkim miasteczku, które należy do Riwiery Olimpijskiej. Jani miał tam kurs latania na paralotni dwójkami. Nie było go zazwyczaj całymi dniami. A ja nie miałam ani auta, ani internetu. Co robiłam? Przez te kilka dni wynudziłam się jak mops! W normalnych warunkach byłoby to dla mnie niemożliwe. Ale takie przymusowe nudzenie się – zadziałało na mnie dobrze…

Po powrocie zakasałam rękawy i zamieniłam się w perfekcyjną kurę domową. Od czasu do czasu bardzo to lubię. Doprowadzanie mieszkania do czystości, po prawie 6 miesiącach samotnego urzędowania Janiego, trwało pełny tydzień. W ruch poszło wszystko! Nie było przestrzeni, czy też rzeczy, która nie zostałaby wyczyszczona, ułożona, albo… wyrzucona!

Kiedy mieszkanie przeszło całkowitą transformację, poszłam na manicure i zapisałam się na masaż całego ciała! Niebo! Następnego dnia, kiedy obudziłam się rano, całkowicie zrelaksowana w przepięknie posprzątanym, pachnącym czystością mieszkaniu, zaczęłam planować, co chcę w całym listopadzie.

 

;P

Prostota jest szczytem wyrafinowania. Z wystawy “Leonardo da Vinci” w Atenach

Człowiek idealny. Z wystawy Leonarda da Vinci w Atenach.

 

Jestem maniakiem planowania. Zwłaszcza, kiedy jesienią i zimą pracuję jako typowy freelancer. Powtarzając za Leonardo da Vinci, uważam że „dyscyplina jest matką wolności”. W okresie kiedy nie mam typowej pracy od do, nie mam też „szefa”, który czegoś ode mnie wymaga, codzienność potrafi się nieźle rozmemłać. Ranek staje się południem, poniedziałek niedzielą i we wszystkim panuje jeden wielki chaos. Dlatego kiedy przychodzi listopad moją codziennością rządzą plany i mądre, przemyślane nawyki. W weekend staram się nie pracować, a cały tydzień pracuje ile się da. W niedzielę zazwyczaj nie otwieram nawet komputera, nie zaglądam co tam w telefonie. Na każdy dzień wyznaczam sobie jeden duży cel związany z pracą i kilka mniejszych. Jem zawsze pięć posiłków dziennie i co najmniej raz w tygodniu testuję nowy przepis. Zawsze, raz w tygodniu jest u nas w domu domowe ciasto. W każdy czwartek oglądam fim z górnej półki. Jest to coś z klasyki kina, albo coś ważnego dla kinematografii. Niedzielnymi wieczorami oglądam babskie komedie. Mimo tego, że nie jestem bardzo związana ze sportem, codziennie się ruszam. Codziennie czytam, książkę albo gazetę. Ponieważ pracuję w domu, kilka razy w tygodniu wychodzę na kawę. Raz w miesiącu gdzieś jedziemy. Dzięki tym regułom i nawykom, w mojej codzienności naprawdę wiele się dzieje, a między wszystkim panuje względna równowaga.

 

Metro w Atenach

Ateny, ulica Ermou

Typowy widok dla dużych greckich miast. Psiak spokojnie śpi w wejściu do dużego sklepu…

Ateny na przełomie listopada i grudnia

 

Kiedy tylko posprzątałam mieszkanie, przykułam tyłek do krzesła przy biurku i zaczęłam intensywnie pracować. Już teraz wprowadzamy do naszej oferty aż pięć nowych wycieczek, które będziemy sprzedawać on line. Trzeba więc pozmieniać stronę, przygotować ofertę i cały system rezerwacji on line.

 

TUTAJ! przeczytasz o 10 rzeczach, które trzeba zrobić będąc na Korfu.

 

Po dość intensywnych tygodniach pracy przy biurku, nasz wypad do Aten w ten weekend był dla mnie jak zbawienie. W dużym mieście nie byłam jakieś pół roku. I jak tylko wysiadłam z metra, poczułam się jak u siebie. Strasznie brakuje mi dużego miasta, które jest moim naturalnym środowiskiem. Więc czerpałam z tego wypadu garściami. Razem z Anią (a bloga Nie Udawaj Greka) oraz Konstancją (z bloga Kochająca Grecję) byłyśmy na kawie. Dużo czasu spędziliśmy spacerując po mieście i na typowych zakupach. Razem z Olivką i jej mężem Pieprzem byliśmy na fajnym jedzeniu. Wpadliśmy również na wystawę Leonarda na Vinci, a na koniec Jani wziął udział w biegu na 10 km.

 

My, chwilę przed rozpoczęciem biegu

Ateny, 2 grudnia, bieg na 10 km

Na fotce ja, Konstancja i Ania

 

TU! przeczytasz o tym, dlaczego Olivka nie znosi feministek.

 

Dziś poniedziałek! Początek tygodnia i początek miesiąca. Jak zwykle za chwilę zrobię dobrą kawę i pomyślę, jaki chce by był dla mnie grudzień i nowy… 2019 rok!

A jakie wy macie plany na grudzień? Myślicie o czymś fajnym??? Koniecznie piszcie w komentarzach!

 

 

z cyklu: JADĘ DO GRECJI NA WAKACJE – Dlaczego nie można do końca ufać książkowym przewodnikom?… poniedziałek, 11 sierpnia 2014

      Moja przygoda z Elladą zaczęła się już 8 lat temu, kiedy to w ramach stypendium  Sokratesa zupełnym przypadkiem, trafiłam  na wyspę Lesbos. Wtedy jeszcze nie miałam o Grecji zielonego pojęcia. Był to mój pierwszy wyjazd do Ellady  i postanowiłam się do niego jak najlepiej przygotować. Kupiłam prześliczny, kolorowy przewodnik, zaopatrzony w mnóstwo zdjęć, na które uwielbiałam patrzeć. Nie wszystko jednak złoto co się świeci. Kilka razy przez ten właśnie przewodnik wpakowałam się w niezłe kłopoty…

 prze

W GRECJI NAWET ZIMĄ JEST CIEPŁO…

     Jest to jeden z największych mitów dotyczących Grecji. W przewodnikach  jest napisane, że zimą temperatura wynosi około 10 – 15 stopni. No cóż… Jest to prawda. Ale trzeba zaznaczyć, że szczególnie  na wyspach jest niesamowicie wilgotno, pada, wieje, a w mieszkaniach nie ma ogrzewania centralnego.

     Kiedy przeczytałam, że w Grecji zimą temperatura potrafi wynosić  15 stopni, nawet nie spakowałam  zimowych butów czy też  kurtki. Pomyślałam że w zupełności wystarczą mi jedynie  dwa swetry. Przyszedł listopad… Mimo, że rzeczywiście termometr wskazywał czasem i 15 stopni, wiało, padało, było przeraźliwie wilgotno. Moje dwa swetry zakładałam jeden na drugi. A pod koniec listopada musiałam wybrać się na wielkie, odzieżowe zakupy.

W GRECJI WSZĘDZIE MOŻNA SIĘ TARGOWAĆ…

     Pamiętam jak dziś słowa z owego przewodnika: „Grecy uwielbiają się targować! Targować można się wszędzie, nawet i w taksówkach.” Niestety, postanowiłam wykorzystać tę informację. Dziś kiedy o tym myślę, to nasuwają mi się słowa: „na Boga… kto pisał ten przewodnik?!”.

     Chwilę po tym, jak wylądował mój samolot na Lesbos, weszłam do taksówki. Powiedziałam gdzie chcę jechać i spytałam o cenę. Niestety, mając w głowie informację z przewodnika – zaczęłam się targować… Na początku taksówkarz był zupełnie zbity z tropu. Kiedy doszedł do siebie…  cud, że uszłam z życiem!

W GRECJI WSZĘDZIE DOJEDZIE SIĘ STOPEM…

    Na wyspie Lesbos, na której studiowaliśmy wraz z grupą zwariowanych sokratesowców  z południa, wszędzie jeździliśmy stopem. Komunikacja miejska nie działała, a nasz akademik oddalony był od uniwersytetu o 5 kilometrów. Informacja o tym, że w Grecji wszędzie dojedzie się stopem,  również pojawiła się w moim osobliwym przewodniku.

     Pewnego dnia na zajęcia musiałam jechać jednak sama. Postanowiłam znów złapać stopa. Żaden przewodnik nie mógł przewidzieć, że zatrzyma się stary, rozklekotany wan, w którym siedziało pięciu jadących do pracy Albańczyków. Nie lubię utrwalać stereotypów, jednak na taki widok oblał mnie zimny pot. Na zajęcia dojechałam, ale… nigdy więcej nie zdecydowałam się jechać już żadnym stopem…

 

A czy Wy macie jakieś przygody związane z informacjami z przewodników? Piszcie koniecznie w komentarzach!

 

z cyklu: JADĘ DO GRECJI NA WAKACJE – Przewodnikowe ABC. Czyli jak merytorycznie przygotować się do podróży po Grecji… poniedziałek, 28 lipca 2014

    Każdą moją podróż w najróżniejsze greckie zakątki, zaczynam przygotowywać jak najwcześniej tylko mogę. Uwielbiam  czytać przewodniki. Przeglądać najróżniejsze strony internetowe. Dowiadywać się o danym miejscu możliwie jak najwięcej. Taki proces przygotowywania się powoduje, że sama podróż zaczyna się na długo przed zamknięciem drzwi od domu.

 

Jak najlepiej merytorycznie przygotować się do podróży po Grecji? Oto i moje „przewodnikowe ABC”!

 

A. PRZEWODNIK OGÓLNY PO GRECJI. Poszukiwania informacji o danym miejscu  zawsze zaczynam od mojego wielkiego przewodnika po Grecji „Globar” PWN. Jest w nim wszystko co najbardziej ogólne i najpotrzebniejsze. To typowy przewodnik typu „cegła”, w którym nie ma obrazków, a wszystko zapisane jest drobnym maczkiem, na bardzo cienkich kartkach. Niestety, ale nie ufam kolorowym, ładnym przewodnikom z dużą ilością zdjęć. Owszem – inspirują. Inspiracja, inspiracją, ale w przygotowaniach do podróży, ja stawiam przede wszystkim na rzetelną informację. W tym aspekcie przewodnik „Globar” sprawdza się  idealnie.

B. PRZEWODNIK PO DANEJ CZĘŚCI GRECJI. Każdy kto szukał przewodnika po określonej greckiej wyspie, czy też regionie, wie jaki jest z tym problem. Ilość polskich przewodników po Grecji, jest naprawdę mała. Jeśli już są, to często są bardzo ogólnikowe. Na szczęście na prawie każdej greckiej wyspie, można kupić przewodniki po danym miejscu, w polskiej wersji językowej. Takie przewodniki, pomimo że ich polskie tłumaczenia pozostawiają wiele do życzenia, są naprawdę najlepsze. Ale co jeśli chcielibyśmy mieć taki przewodnik jeszcze przed wyjazdem do Ellady? Radzę przeszukać Allegro! Często powracający już z Grecji turyści, sprzedają je za symboliczną cenę na aukcjach. W taki właśnie sposób często jeszcze przed wyjazdem udaje mi się zdobyć prawdziwe przewodnikowe perełki.

C. INTERNET.  Choć zawsze bardziej ufam temu co zapisane jest na papierze, internet jest  rewelacyjnym źródłem dodatkowych informacji. Liczba blogów poświęconych  samej Grcji  jest niezliczona. Informacje zawarte na blogach, czy też forach, potrafią być niesamowicie przydatne.  Są również zawsze aktualne.

D. FILMY. Jeśli jeszcze  przed waszą podróżą do Ellady, macie ochotę poczuć atmosferę danego miejsca, warto sprawdzić, czy w miejscu do którego się udajecie nie kręcony był jakiś film. Znanych filmów, których akcja toczy się w Grecji jest naprawdę wiele. Oto kilka ważniejszych przykładów:

Korfu: „James Bond. Tylko dla twoich oczu”, Skiathos: „Mamma mia!”, Kreta: „Grek Zorba”, Amorgos: „Wielki błękit”, Kefalonia: „Kapitan Corelli”, Meteory: „James Bond. Tylko dla twoich oczu”.

Jeśli znacie jeszcze inne filmy z Grecją w tle –  koniecznie napiszcie w komentarzach!

E. MIEJSCOWI. Zawsze, ale to zawsze pytajcie się ludzi, którzy mieszkają w danym miejscu co warto zobaczyć, gdzie warto jechać, gdzie zjeść,  gdzie udać się na plażę. Grecy są bardzo gadatliwi i takie doradzanie to dla nich sama przyjemność. Mogą przekazać wam informacje, o jakich nie piszą w żadnym przewodniku. A być może odkryjecie przy tym coś zupełnie nowego…

 

        Zazwyczaj po takim przygotowaniu, jadąc w dane miejsce czuje się jakbym już tam kiedyś była. Konfrontacja swoich wyobrażeń z rzeczywistością, potrafi być również szalenie ciekawa.

       Dlaczego jednak do niektórych informacji zawartych w przewodnikach, trzeba zachować  zdrowy dystans? Hmmm… Mam w zanadrzu kilka ciekawych przewodnikowych anegdot, po których przestałam ufać wszystkiemu co piszą… Ale o tym już w następnym poście z wakacyjnego cyklu. Do przeczytania za dwa tygodnie!