Przed moim pierwszym wyjazdem do Grecji, byłam przekonana że tzw. „babcia klozetowa”, jest zawodem który funkcjonuje tylko w Polsce, ewentualnie jeszcze w krajach leżących bardziej na wschodzie. Byłam pewna, że turyści z zachodu, którzy do nas przyjeżdżają nie mogą się temu nadziwić. A tu spore zaskoczenie – tak bowiem nie jest. Zdarza się, że przed wejściem do greckiej toalety publicznej siedzi osoba, która przydzieli nam należny kawałek papieru toaletowego. Zwyczaj już nieczęsty, ale jednak…
Drugim ewenementem, jaki można tutaj spotkać jest pewien typ klozetu, a właściwie jego brak – czyli ubikacja, w której jest jedynie otwór i miejsce, gdzie należy postawić stopy. Na szczęście takie toalety należą już do rzadkości. Nie bądźcie jednak zdziwieni, jeśli taką ubikację uda się Wam spotkać. Każdy dobrze o tym wie – już sam widok zapowiada swoistą przygodę…
Kwestią, która turystów najbardziej jednak dziwi i przysparza najwięcej kłopotów na samym początku, jest to że w Grecji papier toaletowy nie wrzuca się do klozetu, a do specjalnego kosza, który stoi obok. Każdy, kto pierwszy raz o tym słyszy się oburza, a później pyta – a właściwie dlaczego? Przyczyną tego nietypowego zwyczaju są niedrożne, cieńkie rury, które ścieki odprowadzają. Taka jest przynajmniej powszechna wersja oficjalna.
Przy pierwszym wejściu do ubikacji, każdy cudzoziemiec boi się otworzyć kosz na zużyty papier, spodziewając się widoku co najmniej makabrycznego. Tak jednak wcale nie jest. Po pierwsze zazwyczaj kosze są bardzo często opróżniane, a po drugie zabrudzony papier wrzuca się dość uważnie i bardzo dyskretnie, tak żeby żadnych zabrudzeń nie było widać. Do tego zwyczaju wbrew pozorom można się szybko przyzwyczaić, a po wyjeździe z Grecji, nawet w polskiej ubikacji odruchowo szuka się kosza na papier.
Tak się zastanawiam i dochodzę to wniosku, że to rozwiązanie jest ponadto całkiem ekologiczne.
| Włącznik do nagrzewania wody oraz thermosifono |
Kolejną dość niecodzienną sprawą jest system ogrzewania wody w większości greckich domów. Jeśli postanowicie wziąć gorący prysznic czy też kąpiel, warto zaplanować ją co najmniej 20 minut przed. Woda w greckich kranach leci zimna i jeśli chcemy mieć gorącą, trzeba ją nagrzać przez specjalne urządzenie, nazywane po grecku thermosifono. Zazwyczaj gdzieś w domu jest na ścianie skrzynka z bezpiecznikami. Do podgrzania wody w łazience służy pstryczek podpisany thermosifonas. Włączamy go na kilkanaście minut i gotowe. Ale uwaga! To wielkie urządzenie nagrzewające wodę, najprawdopodobniej znajduje się tuż nad wanną/prysznicem, często gdzieś za ścianą (nawet jeśli go nie widać). A nie jest najbezpieczniej brać prysznic mając nad głową wielkie, często przestarzałe urządzenie elektryczne, które działa. Prąd + woda = śmierć! Trzeba więc pamiętać, żeby thermosifono wyłączyć kiedy idziemy się kąpać.
To jednak jeszcze nie koniec niespodzianek. Jeśli po skończeniu prysznica przeżyliście – pewnie chcecie wysuszyć włosy czy też je wyprostować? Szukanie gniazdka elektrycznego w greckiej łazience nie ma sensu. Najczęściej go tam nie ma! Ktoś znając przywołane przeze mnie, przydatne w życiu równanie, zadbał o nasze bezpieczeństwo i elektrycznego gniazdka po prostu nie zamontował. Podłoga w greckich łazienkach często jest zalana wodą. To również jeden ze sposobów na jej mycie. Zawsze również gdzieś w podłodze jest rura odprowadzająca wodę. Tak więc, wszelkie czynności, do których potrzebny jest prąd – wykonuje się w Grecji poza łazienką.
To byłoby na tyle z takich nietypowych łazienkowych zwyczajów. Chyba, że jeszcze komuś coś ciekawego się przypomni – czekam jak zawsze na Wasze komentarze!

