Peloponez – część południowo – zachodnia… piątek, 26 lutego 2026

Skończyliśmy pracowity sezon na Korfu i korzystając z nadal ślicznej pogody w październiku postanowiliśmy wybrać się w podróż po części Peloponezu, której jeszcze nie znaliśmy. Peloponez to ogromna część Grecji, ma około 21 500 km2, co oznacza że jest jedynie nieco mniejszy od Słowenii. Aby dobrze zwiedzić cały Peloponez, potrzeba kilku wypraw. To była nasza druga wyprawa po tej części Grecji. O naszej wyprawie po północny Peloponezu możesz przeczytać TUTAJ!

Ta wyprawa była niesamowita… Dużo działo się spontanicznie. Gdzieś nam się spodobało więc zostawaliśmy nieco dłużej, coś przyszło nam do głowy – wtedy dodawaliśmy jeszcze inne miejsce.

Wyruszyliśmy w drugiej połowie października, więc w okresie kiedy sezon w całej Grecji miał się już ku całkowitemu zakończeniu. Wszystkie miejsca, które odwiedzaliśmy powoli przygotowywały się do zimowego snu.

Na samym początku stwierdziliśmy, że dla nas to najlepszy pomysł: wyjechać z Korfu wczesnym rankiem i przejechać przez prawie całą Grecję na jej południowy kraniec, docierając do naszego pierwszego miejsca, czyli Monemvasii. Decyzja dość dyskusyjna, ale stwierdziliśmy, że dla nas tak będzie najlepiej. Podróż z północy na samo południe była dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Krajobraz, który widziałam za oknem zmieniał się diametralnie z godziny na godzinę. Jeszcze na kontynencie, szczegółnie przy Korfu jest niezwykle zielono. Zielenią aż kipi i tak z godziny na godzinę, jadąc na południe krajobraz staje się coraz bardziej suchy, monotonny, kamienisty i coraz bardziej i bardziej surowy. Kiedy przerkoczyliśmy most Rion – Andirion (przeczytaj TU!) po zieleni prawienie nie zostało śladu. Na samym południu widać przede wszystkim pustkowia z wysuszonymi krzakami i ostrymi kamieniami. Klify stają się coraz mocniej urwiste i coraz groźniej wysokie. Dla mnie to kolejny dowód jak niezwykle różnorodnym pod względem krajobrazu krajem jest Grecja.

Aż w końcu, kiedy zrobiło się już zupełnie ciemno dotarliśmy do naszej pierwszej destynacji…

MONEMVASIA

Monemvasia, bardzo często jest określana jako “grecki Gibraltar”. Jest to miasto, które rozwijało się przede wszystkim w okresie średniwiecza. Położone na niewielkiej wyspie z wysokim szczytem, do której prowadzi wąska grobla, którą albo można przejść pieszo, albo przejechać autem tuż pod bramę wejściową.

Kiedy przeszliśmy przez bramę, z łatwością przeniosłam się w wyobraźni aż do czasów średniowiecza. Miasteczko u podnóża skalistego wzgórza nadal ma zachowaną dawną architekturę. Uliczki są niesamowicie wąskie i pomieszane jak labirynt. W jednym z budynków ktoś mieszka, w innym jest klimatyczna kawiarnia, w jeszcze innym tawerna lub sklepik z pamiątkami. Pełno tu dorodnych kotów, a co uliczka to kadr jak z obrazka.

Rankiem, kiedy tylko wstałam zobaczyłam kota, który wskoczył na parapet. Otworzyłam okno i pojawił się niesamowity widok na otwarte morze tuż o wschodzie słońca. Dalej nie było nic… Żadnego kontynentu, który by to morze ramował. Uwielbiam takie widoki, które mają w sobie ogrom przestrzeni.

Monemvasia to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc całej Grecji.

W miasteczku spędziliśmy dwie pełne doby. Dość spontanicznie stwierdziliśmy, że jeśli już jesteśmy na samym południu to przepłyniemy aż do wyspy, która nazywa się Kithirą. Kithira to nadal jeszcze wyspa jońska, ale prawie nic o niej nie wiedziałam. Korzystając z sytuacji, że jesteśmy tak blisko złapaliśmy odpowiedni prom i popłynęliśmy na Kithirę. Na tej wyspie spędziliśmy kolejne dwie doby. Ale o wyprawie na Kithirę – będzie już w kolejnym poście.

Co było dalej? Następnie udaliśmy się do…

SPARTA

Każdy słyszał o Sparcie i jej starożytnych mieszkańcach, którzy znani byli ze swojej niesamowitej odwagi i zręczności w prowadzeniu wojen. O tym, że we współczesnej Sparcie nie ma zachowanego praktycznie nic z tej starożytnej – wiedziałam bardzo dobrze. Nie ma ani muzeum, które obrazowałoby tę starożytną historię, nie ma różnież prawie żadnych pozostałości z zabudowań starożytnej Spraty. Dlaczego tak jest? Spartanie w swojej filozofii życia dbali o to by ich otoczenie było proste, solidne i jedynie użyteczne, czyli jak to dziś powiemy “spartańskie”. W starożytnej Sparcie nie było zatem obrazów, rzeźb, ozdobnych naczyń.

Mnie interesowało bardziej jaką energię ma to miejsce, miejsce gdzie żyli tak silni i waleczni ludzie. I rzeczywiście… Myślę, że otoczenie wpływa na nas niesamowicie. Korfu jest zielona, jej krajobraz wydaje się być przyjemny i “miękki”. Starożytni mieszkańcy Korfu znani byli z gościnności, zamiłowania do sztuki, śpiewu, przyjemności jakie niesie za sobą życie. Krajobraz okolic Sparty to strome klify, ostre skały i wysuszone krzewy. Nie ma na czym nawet zawiesić oka. Krajobraz jest bardzo surowy i monotonny. Piękno Spartan nie dekoncentrowało. Całą swoją uwagę Spartanie poświęcali na tę najbardziej surową części życia: walce o przetrwaniu.

Współczesna Sparta to sporte miasto, z ładną promenadą i głównym rynkiem. Typowe greckie, nowoczesne miasto z wieloma sklepami, tawernami i kawiarniami. Mimo wszystko warto odwiedzić, aby gdzieś poczuć ten surowy klimat, który nadal wisi nawet we współczesnym powietrzu. W Sparcie zostaliśmy jedynie jeden wieczór. Kolejnego dnia byliśmy w największej jaskini całej Grecji!

JASKINIA DIROS

Jeśli będziecie podróżować po południowej części Peloponezu, koniecznie odwiedźcie to właśnie miejsce. Jaskinia Diros znajduje się na samym południu Peloponezu. Jest uznawana za największą jaskinię całej Grecji. Cześć jaskini pokonuje się niewielkimi łódkami przepływając po podziemnych jeziorach, a część można przejść pieszo. Całość trasy ma około 1 500 metrów. Stalaktyty i stalagmity, które układają się w najróżniejsze kształty robią ogromne wrażenie. Przypominają one lasy stalaktytów, kolumny czy też draperie układające się w kamienne firany. Przyznam, że jeszcze nigdy nie byłam w jaskini, która zrobiła na mnie tak potężne wrażenie. Nadal nie potrafię uwierzyć, że jeden z takich metrowych stalaktytów, których w Diors jest przecież pełno, powstaje przez kilkanaście tysięcy lat!

OLIMPIA

Wracając już do domu na Korfu, czyli udając się na samą północ wstąpiliśmy do kolejnego bardzo ważnego miejsca Peloponezu jak i całej Grecji. Naszym kolejnym celem było miejsce narodzeń igrzysk olimpijskich, czyli Olimpia. To centrum archeologiczne jest naprawdę świetnie zachowane. Całość znajduje się na ogromnej przestrzeni, gdzie wśród zieleni można oglądać pozostałości po starożytnym centrum olimpijskim, gdzie w 776 p.n.e. odbyły się pierwsze igrzyska olimpijskie na świecie. Rywalizowano wtedy w biegach, zapasach, pankrationie (połączenie boksu i zapasów), skoku w dal, rzucie dyskiem i oszczepem oraz w wyścigach rydwanów. Starożytna Olimpia stanowiła również jedno z najważniejszych w Grecji miejsc kultu religijnego. To również tam znajdował się słynny posąg autorstwa Fidiasza przedstawiajacy Zeusa Olimpijskiego. Do dziś jest to miejsce odwiedzane przez turystów z każdej części świata.

ZAGOROCHORIA

To miejsce zostawiliśmy sobie na sam koniec. Słynne wioski Zagorochoria, które znajdują się rzut beretem od Korfu już poza Peloponezem, na greckim kontynencie. Niewielkie, klimatyczne wioski pośród wysokich gór pasma Pindos. Nastała już jesień i liście wszystkich drzew zaczęły zmieniać swoje kolory. W Zagorochoria spędziliśmy tylko jedną noc przed samym powrotem na Korfu. Z pewnością do tego miejsca wrócimy jeszcze na dłużej, bo to kolejny grecki klejnot.

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Najfajniejsze podróże, to te nieplanowane… Mykeny. Nafplio. Kanał Koryncki… poniedziałek, 16 maja 2016

Starożytne Mykeny

Starożytne Mykeny

To już właściwie stało się u nas zwyczajem, że na kilka chwil przed sezonem na Korfu, odwiedzamy coraz to nowe miejsca w Grecji. W tym roku padło na starożytne Mykeny. Mieliśmy pojechać i wrócić, ale nasza podróż trochę się rozciągnęła, a ja wiem, że to dopiero początek naszych podróży po Peloponezie, który jest dla mnie mało jeszcze znany.

Koniec wiosny, podobnie jak sam początek jesieni,  to idealny moment na zwiedzanie starożytnych ruin. Nie jest jeszcze zbyt gorąco. A wiosną Grecja tonie w zieleni. Mykeny to dla mnie jedno z najbardziej fascynujących greckich miejsc. Czy uwierzycie, że mury, które stoją tam do dziś mają często ponad trzydzieści pięć wieków, a do ich postawienia nie używano żadnej zaprawy murarskiej! Żeby je postawić nie posiadano  żadnych skomplikowanych narzędzi. Co potrafi człowiek… Mykeny to jedno z takich miejsc, gdzie można uświadomić sobie, że ludzkie możliwości nie mają granic.

Z Myken zupełnie spontanicznie pojechaliśmy do Nafplio. Najpierw, żeby coś  zjeść i tak zostaliśmy na dwa dni. Od razu stwierdziłam, że to stanowczo za mało i koniecznie przy następnej okazji jedziemy do Nafplio na dłużej. Piękne, bardzo eleganckie miasto z przebogatą historią. Byliśmy w okresie, kiedy w całej Grecji kwitną bugenwille, więc w Nafplio było na dodatek niesamowicie kolorowo. Na koniec, już wracając zatrzymaliśmy się na dłużej nad Kanałem Korynckim. Nawet najlepiej zrobione zdjęcie nie daje odczuć jaki jest to ogrom.

Za trochę ponad tydzień, zaczynamy sezon na Korfu. Jest to więc ostatni przed rozpoczęciem lata post z cyklu „Zacznij lekko poniedziałek”. Tak jak zawsze, w jego miejsce pojawiać się będą letnie posty z cyklu „Jadę do Grecji na wakacje”, gdzie przeczytacie o wszystkim co przyda się Wam podczas letnich podróży po Elladzie. Pierwszy post już niebawem. Lato czuję już w powietrzu… I już teraz  życzę Wam fantastycznych wakacji i błogiego wypoczynku. Ja tymczasem ruszam do pracy! Życzcie  nam udanego sezonu!:D

A tu garść zdjęć z naszej podróży. Starożytne Mykeny. Nafplio. Kanał Koryncki.

Brama Lwic

Brama Lwic

Widok na starożytne Mykeny

Widok na starożytne Mykeny

Mury cyklopowe

Mury cyklopowe

Uliczka w Nafplio

Uliczka w Nafplio

Widok na zamek

Widok na zamek

Kwitnące bugenwille

Kwitnące bugenwille

Muzeum Archeologiczne w dawnym weneckim pałacu

Muzeum Archeologiczne w dawnym weneckim pałacu

Widok na zamek

Widok na zamek

Kanał Koryncki

Kanał Koryncki

My :)

My 🙂

Z CYKLU: Inny punkt widzenia – Spacer po starożyntej Messene cz.2/2… sobota, 23 stycznia 2016

 

Część pierwsza postu jest TUTAJ!

 

Korzystamy ze sposobności chodzenia po murawie stadionu i wspinamy się na najwyższe miejsca mijając po drodze fotele i loże dla bogaczy stojące na łapach fantastycznych stworów. Przy okazji widzimy kamienie opisane czerwoną farbą – to oryginalne części budowli!

Wchodzimy z powrotem do górnej części stanowiska. Uwagę przyciąga dach, który chroni pozostałości rzymskiej rezydencji (I-IV w. n.e.) w postaci geometrycznych mozaik. Stąd pochodzi rzeźba Artemidy Łowczyni – to najciekawszy eksponat w tutejszym muzeum.

Kolejny teatr? I tak i nie. Eklesiasterion służył przede wszystkim jako miejsce zgromadzeń politycznych, ale również występów kultowych związanych np. ze świętami. Podłogę orchestry zdobi mocno już sfatygowany wzór złożony z czworokątnych, różnokolorowych kamieni. Widać też częściową rekonstrukcję fasady budowli tworzącej zaplecze dla aktorów – pierwotnie składała się z kolumn, drewnianych drzwi i pomalowanych paneli.

Tabliczka kieruje ku północnej części agory, gdzie kiedyś stała zadaszona hala wsparta na kolumnach czyli stoa – służąca jako miejsce handlu i schronienia przed słońcem. Niestety dziś już niewiele z niej zostało. Na zdjęciu widać pozostałości systemu kanalizacyjnego odprowadzającego nadmiar wody z agory.

Na koniec jeszcze „dostałam” to co lubię najbardziej czyli ruiny łaźni. Zbudowano je w V w., a użytkowano aż do VII. Widać pozostałości ogrzewania podłogowego (hypocaustum) pod pomieszczeniami sauny i gorących basenów. Na podpórkach z terakotowych płytek (pilae) układano podłogę zazwyczaj zdobioną mozaikami. W tej przestrzeni hulało gorące powietrze pochodzące z olbrzymiego pieca. Podobne konstrukcje były w ścianach. Łaźnie w Messene były publiczne i niewielkie, ale i tak działają  na wyobraźnię.

Wyjście z terenu stanowiska archeologicznego nie jest jednak końcem zwiedzania. Są jeszcze ruiny Bramy Akadyjskiej o średnicy niemal 20m, która wraz z systemem fortyfikacji broniła dostępu do Messenii stojąc na drodze łączącej te krainę z Arkadią. Dziś przez bramę prowadzi najzwyklejsza droga – można ją przejechać nawet ciężarówką. Droga do stanowiska archeologicznego od strony Meligalas prowadzi właśnie przez bramę. Obok widać mur obronny wraz z dobrze zachowanymi wieżami strażniczymi. Podobno można pochodzić wzdłuż fortyfikacji, ale tutaj teren był ogrodzony, a niestety nie mieliśmy czasu na poszukiwania, bo czekało nas ponad 400km jazdy, plus zwiedzanie Olimpii.

Ciekawa jestem czy Messene zrobiło na Was tak duże wrażenie jak na nas? Jeśli chcecie ją zwiedzić – stanowisko znajduje się niecałą godzinę jazdy od Kalamaty. Na Google Maps trzeba wpisać Ancient Messene i wtedy doprowadzi Was wprost na teren wykopalisk. A jeśli chcecie przejeżdżać przez Bramę Akadyjską to wybierzcie drogę przez Meligalas i Neochori – trochę naokoło, ale warto. Ewentualnie jadąc przez Mavrommati, nie skręcajcie na Anciet Messene, tylko udajcie się kawałek dalej.

Życzę szerokiej drogi i odkrywania mniej znanych zakątków i zabytków Grecji!

Jagoda
Chaos w podróży

Z CYKLU: Inny punkt widzenia – Spacer po starożyntej Messene cz.1/2… piątek, 22 stycznia 2016

Mesini

Messene

Dziś kolejny post z cyklu “Inny punkt widzenia”, w którym gościnnie o Grecji piszą zaproszone osoby. W dzisiejszym wpisie Jagoda z bloga CHAOS W PODRÓŻY opowiada o Messene, starożytnej miejscowości znajdującej się na Peloponezie. Miejsce jest niezwykłe, a post szczególnie spodoba się osobom, które kochają podróżować do starożytnych miejsc. Serdecznie zapraszamy na pierwszą z dwóch części spaceru po Messene…

***

Jeśli miałabym osobie nielubiącej zwiedzać, nieinteresującej się archeologią czy historią polecić jeden, tylko jeden zabytek w Grecji, byłaby to starożytna Messene – miasto, któremu nazwę dała antyczna bogini. Mam nadzieję, że moja relacja pokaże, że jest to miejsce wyjątkowe.
Do Messene (zwanej też Messini lub czasem Ithomi) trafiliśmy przypadkiem. Rankiem pożegnaliśmy uroczy pokoik z widokiem na zatokę w okolicach Nafplionu i zmierzaliśmy do Pargi. Ponieważ czekało nas ok. 5-6 godzin jazdy, planowaliśmy zwiedzanie tylko pozostałości słynnej Olimpii. Jednak przy drodze zaczęły się pojawiać charakterystyczne jasnobrązowe tabliczki kierujące do Ancient Messene. Szybko przewertowałam przewodniki,  ale rezultat nie był zachęcający. Zarówno National Geographic jak i Wiedza i Życie poświęciły temu stanowisku niewiele miejsca, bez żadnych zachwytów. Jednak moją czujność obudziły słowa „dobrze zachowany stadion” –  tak, jeden taki pamiętałam z jakiś zdjęć, ale czy to było Messene? Włączyłam internet i na anglojęzycznych blogach znalazłam trochę zdjęć. Już po pierwszych wiedziałam – tak, to tu! Byliśmy zgodni – jedziemy!

Po wejściu na stanowisko (bilety 5euro) skręciliśmy w prawo – do teatru, ale ponieważ na scenie dawała właśnie występ duża grupa Francuzów, a my nie lubimy tłoku, przeszliśmy więc na tyły budowli. Wyszło nam to na dobre, bo „odkryliśmy” budowlę (wczesnochrześcijańskie miejsce modłów) z geometrycznymi mozaikami, a do samego teatru weszliśmy tak jak widzowie w starożytności,  przez bramę o trójkątnym sklepieniu.

Odsłonięto dopiero kilkanaście pierwszych rzędów, ale zabudowania za orchestrą są lepiej zachowane niż w słynnym Epidauros. Oczywiście siedzenia w pierwszym rzędzie były najbardziej reprezentacyjne. Teraz też można usiąść na marmurowym fotelu z łapami lwa.

Później zobaczyłam kolejne mozaiki – niestety w niezbyt dobrym stanie, ale to zapewne dlatego, że w miejscu tym chrześcijanie zbudowali w VI w. n.e bazylikę. Sama mozaika jest o tyle ciekawa, że prawdopodobnie pokazywała historię z zaginionej sztuki Menandera „Messenia”. Po mozaice można chodzić tuz obok – przy kolumnadzie wyznaczającej miejsce handlu zwierzętami i mięsem (starożytny mięsnymarket).

Już nie mogę doczekać się stadionu i mimo, że nie zobaczyłam wszystkiego idę właśnie tam. Pierwsze spojrzenie na stadion jest z góry. Mam wrażenie, że patrzę na setki kolumn, ale chyba jednak nie ma ich aż tylu…

Po prawej stronie moją uwagę przyciąga brama – jest to propylon do gimnazjonu, czyli całego kompleksu złożonego z części treningowej oraz stadionu otoczonego przez stoę (kolumnadę).

Najpierw widać pozostałości palestry czyli miejsca, gdzie greccy zawodnicy ćwiczyli pod okiem trenerów przygotowując się do walki na arenie lub wojnie. Takie starożytne siłownie czy koszary. Najlepiej zachowane są umywalki, w dodatku wyłożone drobną mozaiką o ceglastym kolorze dobrze widocznym w wypełniającej je deszczówce. Nawet otoczenie atletów musiało być estetyczne!

Nieopodal walają się na ziemi szczątki jakiejś budowli o nietypowej jak na warunki greckie, stożkowatej kopule. Był to pomnik z grobowcem z III w. p.n.e wykonany dla 8 członków arystokratycznych rodzin. Na szczycie zachowanej  korynckiej kolumny pozostał kapitel, wspierający brązowe zwieńczenie. Dziwne, ale kto bogatemu zabroni?

Na jednym końcu stadionu można podziwiać zrekonstruowaną budowlę – mauzoleum prominentnej rodziny Saithidae z I-III w.n.e., której członkowie pełnili ważne funkcje w czasach rzymskich, min. byli gubernatorami prowincji Achaji czyli Grecji.

Jagoda

C.d.n. …