Przewodnik po KORFU, cz. 12 – Jezioro Korission… środa, 29 kwietnia 2015

       Często pojawiają się opinie, że południe Korfu jest mało ciekawe i właściwie nie ma tam niczego interesującego do zobaczenia. Cóż, wystarczy spojrzeć na mapę, żeby zobaczyć, że od stolicy wyspy hen w dół mapy na południe,  Korfu staje się coraz szczuplejsza.  Południowa część wyspy jest po prostu powierzchniowo mniejsza. Co prawda ważnych dla wyspy miejsc jest tam  mniej, co nie oznacza bynajmniej, że niczego ciekawego tam nie ma.  Jednym z najbardziej interesujących miejsc na południu Korfu jest Jezioro Korission.

       Jezioro Korission zostało utworzone sztucznie.  Ma  powierzchnię około jednego hektara. Najłatwiej do niego trafić, kierując się drogą do miasteczka Argirades. Jezioro znajduje się tuż przy samym morzu, od którego jest odseparowane usypanymi jeszcze przez Wenecjan piaskowymi wzgórzami. Teren jeziora podlega ochronie, przez co tuż obok niego prawie brak  infrastruktury turystycznej. Niektórzy narzekają, że drogi wiodące na tutejsze plaże są raczej prowizoryczne i ciężko dojechać samochodem osobowym. Ale w tym przypadku nie może być inaczej. Im mniej tu cywilizacji i turystów, tym dla tego miejsca lepiej.

     Jezioro Korission znane jest jako miejsce, gdzie można obserwować najróżniejsze gatunki ptaków. To właśnie tam przylatują m.in. przepiękne flamingi. Jest to raj dla każdego, kto interesuje się ornitologią. Tuż obok jeziora, znajduje się stadnina koni. Piaskowe podłoże jest bowiem idealnym miejscem do jazdy konno.

 

       Teren jeziora jest również doskonałym miejscem dla każdego, kto ma ochotę znaleźć się na plaży, która bardzo bliska jest swojego naturalnego wyglądu. Gdzie nie ma głośnej muzyki, barów, dyskotek, równo porozstawianych leżaków i parasolek. Jest za to błękitne morze, niczym nie ograniczony widok na horyzont i jedwabisty  piasek. Tyle. Dokładnie tak wygląda plaża Halikouna, która znajduje się tuż przy jeziorze, w jego północnej części.  Pomimo, że w sezonie jest tam sporo turystów, nawet  mimo tego jest raczej cicho i spokojnie. To również tam, jak i w całym rejonie, gdzie Jezioro Korission prawie styka się z morzem i gdzie występuje wyjątkowo drobny i delikatny piasek, można jeszcze spotkać przepiękne morskie giganty, obecnie znajdujące się już o krok od wyginięcia – żółwie Caretta caretta.

     Więcej na temat żółwi Caretta caretta przeczytasz TUTAJ!

 

     RADA DLA TURYSTY

     Na spacer po terenie jeziora najlepiej wybrać się bardzo wczesnym rankiem lub pod sam wieczór. Chodzenie po niezacienionym terenie w słoneczny dzień, w sam środek lata jest bardzo złym pomysłem. Przydadzą się kryte, sportowe  buty, ponieważ chodzi się po drobnym piasku.  

Widok z plaży Halikouna

Widok z plaży Halikouna

Do przygotowania tego tekstu korzystałam z przewodnika: Korfu, Pascal Lajt, red. Małgorzata Krygier, Bielsko – Biała, 2014, s. 115

 

11 myśli nt. „Przewodnik po KORFU, cz. 12 – Jezioro Korission… środa, 29 kwietnia 2015

  1. To mój pierwszy wpis w Twoim świetnym blogu Sałatko/Doroto 🙂 więc na początku serdecznie pozdrawiam,czytam od niedawna ale nadrabiam zaległości i dobiegam właśnie do końca 2012 r. 😉
    Cieszę się że w tym roku jedziemy na Korfu,a jezioro Korrision dopisuję do mojej listy miejsc które będę chciała zobaczyć.

    • Bardzo się cieszę, że blog Ci się podoba! Przyjemnego czytania, a im bliżej lata postów przewodnikowych o Korfu będzie jeszcze więcej!

  2. Byłem tam w wakacje 2014, pod koniec lipca, w środku dnia. Wjechałem autem osobowym drogą od północy. Da się dojechać prawie do miejsca, gdzie jezioro łączy się z morzem. Było sporo ludzi, ale był też namiotowy bar plażowy z głośną muzyką, zasilany agregatem prądotwórczym. Ponoć tylko laguna z dostępem od południa pozostała już tylko taka bardziej dziewicza.

    • Tak, można co prawda dojechać, ale strach o opony. A przynajmniej ja miałam stracha:DD W środku sezonu bardzo trudno znaleźć na wyspie takie zupełnie bezludne plaże. Ale w porównaniu do tego co dzieje się w Paleokastritsy lub dla przykładu Glifady o tej samej porze, to jednak na plaży Halikounas jest ludzi znacznie mniej:) Pozdrawiam!:D

  3. Witajcie Kochani. Jezioro Korission, było pierwszym celem wędrówki mojej i męża, podczas podróży poślubnej na Korfu. Był rok 2011, lipiec, upał niemożebny i my – turyści z Polski. Totalnie nieprzygotowani do wyprawy. Ubrania odsłaniające jak najwięcej (no bo przecież gorąco, a jak tu i ówdzie słonko złapie – to lepiej – przecież to “grecka” opalenizna 🙂 , bez mapy – krążymy po okolicy. Jest! Jest jezioro. Hmm, jak do niego dojść? Tędy? Nie, tu chaszcze. Ale jakieś inne niż u nas. I pachną inaczej. I grają: cykają, świszczą i pogwizdują! Szukamy w nich cykad, świerszczy, ptaków. Pochowane! Może tu jest? A może tu. Kurcze! – Gdzie to cyka?! Nie znalazłam. Ustawiam się więc do fotki. Chaszcze, ja (jeszcze bladoskóra) i w tle jezioro. Tylko żebym ładnie wyszła – proszę męża. Widać jezioro? – pytam. Widać, widać…Ok, idziemy. Może tędy? Po piachu. Piasek rozgrzany do czerwoności.Nie sposób przejść bosą stopą. Ałć! Co to? Kochanie, zaczekaj! Mąż przede mną, a ja wyjmuję z butów kuleczki z kolcami… No tak, pustynna roślinność… Znak, że trzeba uważać. Idziemy. Mąż już lekko “przysmażony”, ja też (efekt spalenia skóry mocniej odczujemy wieczorem). Fotografujemy wszystko. U nas nie ma takich roślin. Patrz, coś idzie po piachu – mówię. Chyba cykada? Eeee, jakaś chuda. To chyba świerszcz – mówi mąż. Nie – cykada, upieram się, choć “na żywo” nigdy jej nie widziałam. A tam dalej, popatrz! Co to za owad siedzi na tym kaktusie. Rany, jaki wielki!!!Ale jaki piękny, jaki aksamitny… I ten kwiat – łał! Okrążamy jezioro, jednak nie udaje nam się podejść do tafli. Z pewnej odległości obserwujemy ptaki, brodzące u jego brzegów. Zachwycamy się, soczystą i zieloną (mimo upału) roślinnością, otaczającą jezioro. Robimy kilka zdjęć, po czym spaleni słońcem, zmęczeni, ale zadowoleni z osiągnięcia celu wyprawy – wracamy do domu. Małymi uliczkami, pomiędzy wiejskimi domkami, wśród drzewek pomarańczy i cytryn. Idziemy i idziemy, i orientujemy się…., że chodzimy w kółko!!! Żar się z nieba leje, a my z językami do pasa szukamy wyjścia z labiryntu ulic. Docieramy w końcu do głównej drogi – do Argirades… To była nasza pierwsza wycieczka po Korfu. Wtedy nie wiedziałam, że zapadnie mi w pamięci na zawsze. Że będę ją wspominać, jaką tę, która na dobre rozpoczęła nasz romans z Grecją. Mąż po dziś dzień ma pieprzyki na ramionach, powstałe po spaleniu słońcem podczas tej wyprawy. I ilekroć na te jego ramiona patrzę widzę nas maszerujących wokół jeziora. Wyprawa kosztowała nas troszkę wysiłku, ale to wtedy pokochałam zapach greckiej ziemi i jej przyrodę. I zrozumiałam całkiem niedawno, kiedy wyposażeni już w nawigację samochodową zwiedzamy każdego roku Grecję, że ten pierwszy wyjazd na Korfu, bez mapy był najciekawszy. Byliśmy tam 2 tygodnie. Gubiliśmy się jeszcze wiele razy. Jednak powtarzam za Szanowną Autorką Bloga – Dorotką – tam trzeba się zgubić 🙂 Ja, mimo tego, iż mocno Kocham swoją rodzinę, chyba właśnie tam zgubiłam serce 🙂 Tak, ono zostało w Grecji.

    • Witam!

      Jeszcze nigdy w życiu nie przeczytałem piękniejszej wypowiedzi. Ja również zakochałem się w Grecji. Codziennie myślę o tym żeby zamieszkać tam na stałe, ponieważ nic mnie tutaj w naszej Polsce nie trzyma. Pani Asiu uważam, że tak ładnie Pani pisze, że mogłaby Pani zabrać się za pisanie bajek dla dzieci. Myślę, że byłyby zachwycone!! Pozdrawiam H!

      • Dziękuję za prześliczny opis! Cieszę się, że pojawił się tu na blogu! Tak… myślę, że tak przewrotnie właśnie, żeby się odnaleźć… koniecznie trzeba się zgubić…

  4. Wybieram się na Korfu już pod koniec maja i będę tam mieszkać do końca września 🙂 Nad jezioro na pewno się wybiorę, a i resztę wpisów z Twojego przewodnika przeczytam zaraz po majówce 🙂
    A może któregoś dnia umówimy się na małe blogerskie spotkanie? 🙂

    • Witaj Ewo! Zaglądałam już na twojego bloga! Tak, koniecznie widzimy się na Korfu:D Będę się kontaktować z Tobą na prive:D Pozdrawiam i o zobaczenia na wyspie!

  5. Szanowna Pani,
    1 ha to dokładnie 10 000 m2, czyli np. 100 m x 100 m. Jezioro, zgodnie z Wikipedią, ma prawie 2 500 ha. To drobna różnica już na starcie Pani tekstu.
    Zastanawia mnie również, co za mityczni “Wenecjanie” byli usypać takie wydmy. To musiało w tych latach trwać wiekami. Aż mam ochotę poczytać podane przez Panią źródło – może to wersja dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *