Żeby być szczęśliwym, człowiek musi pracować… piątek, 8 grudnia 2017

Sałatka po grecku

Sałatka po grecku

Ogórek jest po pierwsze najlepszym przyjacielem, a po drugie kuzynem Janiego. Było mi przykro, kiedy podczas ostatniej wizyty w domu Sałatki widać było, że w jego życiu dzieje się źle.

Nadal jeszcze czasem mnie to zaskakuje. Że w greckich rodzinach o problemach mówi się zupełnie zwyczajnie. O rzeczach, które leżą gdzieś na samym dnie duszy, których przecież niby człowiek powinien się wstydzić, ludzie potrafią tu opowiadać z równą łatwością, jakby tłumaczyli przepis na ciasto. W Grecji, wśród Greków naprawdę mało jest tematów tabu. Psychologowie ze zdobyciem pacjentów mogą mieć ciężko.

Podczas jednego z obiadów, na którym zebrała się spora liczba członków rodziny, Ogórek sam powiedział, że czuje się fatalnie. Ma trzydzieści parę lat. Od ponad dwóch jest  bez pracy i bez perspektyw na znalezienie czegoś. Rozstał się z dziewczyną. W portfelu zrobiło się  pusto. Zrezygnował z wynajmowanego mieszkania i wrócił do mamy. Dzień po dniu, tej energii żeby wstać rano, było coraz i coraz mniej. W końcu ta mała iskierka „chcę”, prawie przestała się tlić. Wystarczyło spojrzeć na Ogórka, żeby od razu wiedzieć, że jest naprawdę źle. Wydrążone brakiem snu, cienie pod oczami. Szara cera. Włosy, które dawno nie widziały fryzjerskich nożyczek. Ubranie, które wyglądało jakby na trzy minuty przed wyjściem, wyjął z kosza na pranie, to co pierwsze wpadło w ręce.

Bałam  się, co będzie dziać się dalej.

*

Ślub Olivki i Pieprza [kto jeszcze nie czytał o ich ślubie – post o tym jest TU!], był również idealną okazją do spotkania się ze wszystkimi członkami rodziny. Czego można się było spodziewać, my z Janim siedzieliśmy przy Ogórku. Każdy w rodzinie wie, że Jani i Ogórek, to od dziecka takie papużki nierozłączki. Kiedy spotkaliśmy się jeszcze przed urzędem stanu cywilnego, prawie go nie poznałam. Wszystkie namacalne różnice, skupiały się jak w soczewce, w świecących się oczach.

Beżowe, lejące się spodnie. Świeża, błękitna koszula rozpięta przy szyi. Wypastowane na błysk buty, w których można było się przejrzeć. Modnie przycięte włosy i połyskujący na nich żel.

*

-No powiem cioci, że Ogórka to nie poznałam – zaczepiłam jego mamę – Cytrynę, bo po prostu nie mogłam się powstrzymać. [TU! i TUTAJ! znajdziecie przykładowe posty o mamie Ogórka, natomiast TUTAJ! koniecznie zobaczcie jak na każde Boże Narodzenie Cytryna fajnie dekoruje dom].

-Haha! – głośno się zaśmiała – Wiem, wiem. Ta praca dodała mu skrzydeł, a już było marnie. Właściwie przestał wychodzić ze swojego pokoju. Daj spokój… Całe dnie i noce przed komputerem. Nie wiedziałam, co ja mam robić…

Były już takie momenty, kiedy Ogórek prawie się załamał. Aż w końcu, ktoś powiedział mu, że w Lidlu obok, szukają kogoś do pracy. Lepsze to, niż nic i tak wysłał swoje CV. Co prawda pensja była malutka, warunki pracy bardzo słabe, ale tak jakoś się złożyło, że jak już napisał swoje CV, no to jak już było gotowe, to wysłał  do kilku innych. A jak zaczął wysyłać, tak po drodze, sprawdził jeszcze kilka miejsc z ogłoszeniami o prace. Zupełnym, ale to zupełnym przypadkiem, Ogórek znalazł jedno ogłoszenie, które naprawdę bardzo mu się spodobało. Coś w rodzaju pracy marzeń. Na lotnisku, kilka kilometrów od domu, szukali kogoś, kto będzie się zajmować systemem rezerwacji biletów lotniczych. Do tego wpadało jeszcze kilka (przyznaję, zupełnie niezrozumiałych dla mnie) zadań typowych dla informatyków. Ogórek trochę automatycznie wysłał swoje CV i pewnie już o nim zapomniał.

Dzień, w którym dowiedział się, że nie nadaje się nawet na najniższe stanowisko w sieci marketów Lidl, musiał po prostu go dobić. Zamknął się w swoim pokoju i już w ogóle przestało mu się chcieć gadać. Ale dokładnie tego samego dnia, jakoś pod wieczór, zadzwonił jego telefon.

-Mamo!!! – łupnęły o ścianę drzwi od zadymionego, ciemnego pokoju, który od tygodnia nie zaznał światła dziennego –Musisz iść ze mną jutro na zakupy! Przecież ja nie mam w co się ubrać. Te stare ubrania, nadają się na śmieci.

I to był właśnie ten moment przełomowy. Ogórek dostał pracę na lotnisku i za kilka dni zaczynał szkolenie. Zmienił garderobę. Poszedł do fryzjera. Kupił sobie nawet notatnik i plastikowy kubek na kawę, żeby mieć go w samochodzie. I tak po ponad dwóch latach bezrobocia i pogrążania się w sobie, poszedł do pracy.

Praca, okazała się być rzeczywiście dla niego świetna. Pensja nie jest jeszcze zbyt wysoka, ale wszyscy z Ogórka są bardzo zadowoleni. Okazał się być bardzo pracowity, rzetelny i błyskotliwy. W nowej pracy poznał też kilku nowych kumpli i fajnego było coś jeszcze…

*

-No i w każdą środę mamy trzy samoloty  z Polski i to jednocześnie. Osiem, albo nawet i dziewięć na dziesięć! – mówi do mnie, prawie sylabizując.

-Co? – odpowiadam pytaniem, bo zupełnie nie mam pojęcia o co mu chodzi.

-Mogę stwierdzić, że nawet dziewięć na dziesięć. Niech ci będzie! Dziewięć, na dziesięć dziewczyn z Polski są naprawdę piękne! Co wy takiego jecie?  Najpiękniejsze kobiety w całej Europie! Wszyscy w pracy, najbardziej lubimy właśnie środy…

 

 

5 myśli nt. „Żeby być szczęśliwym, człowiek musi pracować… piątek, 8 grudnia 2017

  1. Jak dobrze, ze u Ogórka w końcu się układa! Aż miło się coś takiego czyta, tym bardziej, że uwielbiam go poprzez twoje pisanie 🙂 A końcówka szczególnie świetna, aż nie da się nie uśmiechnąć 😀

  2. Gratuluję Ogórkowi podjęcia ciekawej pracy na lotnisku.Życzę satysfakcji,sukcesów i awansów,Praca rzeczywiście nadaje sens naszym działaniom,motywuje i nie pozwala ” skapcanieć “-czytaj ;Kapcie+dresik+nasiadówy przed kompem,tv+słonecznik,ewentualnie pestki z dyni.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *