-Możesz powiedzieć coś o sobie? – powiedziała pani dyrektor, a ja natychmiast się wyprostowałam i poprawiłam koszulę, bo jej perfekcyjny akcent mówił o tym, że mam jednak do czynienie w „wyższą szkołą jazdy”. Opowiadałam więc, że uczyłam dzieci, jak to robiłam i że naprawdę to lubię. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie problem – jak zatrudnić w greckiej szkole cudzoziemkę? Bowiem mimo przynależności do Unii, nie wszystko jest takie proste.
I tak zaczęło się trwające trzy dni śledztwo. W między czasie przychodziły do mnie różne kosmiczne wiadomości: mam umieć perfekcyjnie po pierwsze grecki, po drugie zdać maturę po grecku, a żeby nie było mi nudno znać podstawy również i starogreckiego. I tak dalej. I tak dalej. Kiedy już prawda zostało ustalona, czyli: certyfikat z angielskiego o oczko wyżej niż ten który mam plus certyfikat z podstaw greckiego, wiedziałam już że nie ma to większego sensu, bo myślałam o tej pracy tylko przez najbliższe trzy, cztery miesiące – już w styczniu być może będziemy się przeprowadzać.
Stwierdziliśmy z Janim, że nic to nam nie szkodzi, a będzie to doskonała okazja, żeby wstając tak wcześnie rano, wybrać się na poranny, sobotni targ ryb i porobić ciekawe zdjęcia. Test na pewno nie będzie trwał więcej niż godzinkę.
W sobotę wstałam o szóstej rano, tak wcześnie, żeby przywitać ją idealnie – z filiżanką kawy, nigdzie się nie śpiesząc. W szkole byłam przed czasem, spokojna i wypoczęta czekając na panią dyrektor. I tak chwila po ósmej zasiadłam w szkolnej ławie z długopisem gotowym do boju.
Pierwszy do klasy wszedł gigantyczny magnetofon, co oznaczało test z słuchania. Przy kilku problemach technicznych, trwał on jakieś półtorej godziny. Po skończeniu poprosiłam o szklankę wody… Następnie weszły: gramatyka, słownictwo, czytanie, pisanie oraz wielki stoper odliczający dwie godziny i ani sekundy dłużej.
Z resztką naiwności, że to jest jeszcze zabawa, zaczęłam rozwiązywać zadania. Były całkiem przyjemne, więc rozwiązywałam w spokoju, mając w głowie cały czas tą samą myśl: „hej! Przecież to tylko szalone Bałkany! Będzie jak zwykle wesoło.” Tylko co ja będę robić przez te całe dwie godziny? Spojrzałam jednak na stoper i zrzedła mi mina, bo jak się okazało nie zbliżyłam się jeszcze do połowy, a już minęła mi godzinka. Zakasałam więc rękawy i szybciej wzięła się do pracy. Brakowało mi jeszcze dosłownie kilu zadań, kiedy zabrzęczał złośliwie stoper, a zaraz potem weszła zsynchronizowana z nim dyrektorka. Ubłagałam trzy minuty więcej.
-Dorota….zabrakło ci 3%….
„Ok.” – pomyślałam – „3%, 13, czy też 33 – to teraz nieważne, bo pracy i tak nie mogę przyjąć, a targ będą zwijać za jakąś godzinę. Dzięki Bogu, do szkoły już nie chodzę i nie walczę o średnią na koniec semestru.”
Dyrektorka pozostała jednak nieugięta. I przeszła do dalszej kwestii.
-Zabrakło ci tylko 3%. Ale nic się nie martw.
„Tak – martwię się…” – myślałam w głowie – „ale tym, że właśnie pewnie wykupili wszystkie krewetki, a do zdjęć zostały tyko te najmniejsze – nie zrobią na nikim wrażenia…”
-Prawdziwy test jest dopiero za miesiąc!
„Nie chcę żadnego testu!” – myślałam dalej – „Wypuść mnie stąd – proszę!!”- Krzyczałam w duchu dalej.
„Chwilka, chwilka…” – włączyłam mój wewnętrzny kalkulator – „200 euro, czyli 1/3 mojej ewentualnej pensji tutaj. Już biegnę wpłacać!”
-Później, masz jeszcze test z greckiego. Ten jest w nowym roku, także spokojnie zdążysz z przygotowaniami.
„Tak, na grecki test zdążę, ale żeby zobaczyć najmniejsze krewetki, to raczej już nie…”
-I kosztuje to…
„Czekam…czekam…”
-Trochę taniej, bo 100 euro!
„Fantastycznie!”
-No i dalej…czeka cię jeszcze długa droga…
W tym miejscu naprawdę przestałam się śmiać, mając już pełną świadomość, że ta rozmowa będzie trwać jakieś godziny, a z mojej idealnej soboty nici, targ już dawno się zakończył. A ona mnie tak łatwo nie wypuści. Prosiłam tylko w myślach Boga o jakieś trzęsienie ziemi…
Słuchałam tego, nie mogąc już zmusić się do sztucznego uśmiechu.
-W drugim semestrze w następnym roku szkolnym. – dodała pani dyrektor – Ale nie martw się Dorota…
Dyrektorka przejmując się najwyraźniej wyrazem mojej twarzy, dokończyła…
-Jesteś tak młoda, świat stoi przed tobą otworem i na pewno dasz radę. Tylko kroczek po kroczku…
-Powodzenia na egzaminach! Zadzwonię w przyszłym tygodniu!
Sobotni bazar był już tylko wspomnieniem, ale za to wybraliśmy się do centrum na kawę, która zawsze w jakiś magiczny sposób jest lekarstwem na całe zło. Kawiarenki wypełnione były po brzegi. Wszędzie słychać było gwar, który zlewał się jednostajny szum. Powoli wpatrując się w uśmiechnięte, beztroskie twarze ludzi, którzy w to sobotnie popołudnie nie liczyli czasu, odzyskiwałam przytomność umysłu. Stwierdziłam, że jak tylko wrócimy do domu ukryje mój grecki telefon, tak że nikt go już nie znajdzie. Pijąc powoli kawę byłam w stanie pomyśleć tylko: „Nigdzie się stąd nie ruszam…”.